Blog

BURNT – czy tylko Bradley Cooper w swoich filmach może się zmienić? Kilka refleksji, o ludziach, którzy dostali się na dno

BURNT – czy tylko Bradley Cooper w swoich filmach może się zmienić? Kilka refleksji, o ludziach, którzy dostali się na dno

Lubimy historie, które zmieniają głównego bohatera.

Hrabia Monte Christo wraca po latach i z miłego, niewinnego młodzieńca, przeistacza się w demona zemsty. Następnie, zgodnie z przewidywaniami widza lub czytelnika, wykańcza wszystkich obrzydliwców. Pani/Pan Doubtfire – ojciec, gdy uświadamia sobie, że stracił rodzinę, w przebraniu pani niani, opiekuje się dziećmi. Jako niania, sprawdza się w opiece nad dziećmi lepiej, niż gdy był „sobą”. Pat Solitano Jr., bohater Poradnika pozytywnego myślenia, także wraca… Wraca ze szpitala psychiatrycznego. Pobyt w psychiatryku i wielomiesięczne refleksje na temat zakończonego rozwodem związku, sprawiają, że chce zmienić „swój styl myślenia”. Zmienia się jego życie. Co prawda zmiany nie są takie, jakich oczekiwał, ale to nowe, jest dla niego chyba najlepsze. Kmicic, ksiądz Robak, Frodo, Bilbo Baggins, Batman… Wiele nazwisk, pseudonimów, które moglibyśmy wymieniać przez długie godziny, to wszystko historie, w których bohater się zmienia. Lubimy takie opowieści. Statyczni, idealni bohaterowie nużą. Są niewiarygodni. Zbyt idealni i zbyt odlegli od nas, śmiertelników. Ciągnie nas do historii o POWROTACH i ZMIANIE, być może dlatego, że one pokazują, że jeszcze nie wszystko stracone. Film Burnt to jedna z takich historii. Jeżeli tylko „przebijemy się” przez trywialny, polski tytuł Ugotowany, który sugeruje, że film jest raczej adresowany do miłośników programów kulinarnych, w trakcie których, widz poświęca dwie godziny obserwując gotowanie zupy; potem ogląda łzy i inne emocje związane z tą zupą; a na końcu, słucha wyznań osób, które tę zupę gotowały, o tym jak bardzo zmieniło się ich życie, gdy biegali od spiżarni do garnka. Na szczęście Burnt to nie jest o tym… No dobra, powiem prawdę, nie tylko o tym;)

To film o przegranym facecie.

Tym bardziej przegranym, bo taki „ładniutki”, taki „fajny”… Nasze babcie mówiły, że „z ładnej miski się nie je”. Adam to 100% potwierdzenie tego powiedzenia. Burnt – spalił wszystko w swoim życiu. Wykończył bliskich, siebie. Przeczuwamy co prawda, że jest trochę jak feniks, który odradza się w płomieniach. „Adama może tylko zabić sam Adam” – tak opisuje go jeden z jego współpracowników. Pewnie zamiast słowa „współpracownik” lepiej pasowałoby słowo „przyjaciel”, ale Adam nie ma przyjaciół. Adam ma ludzi, którzy go kochają. Kochają pomimo wszystko. Postać, którą gra Bradley Cooper, zniszczyła w swoim życiu wszystko co ważne. Spalił siebie, innych. Zniknął na kilka lat… i nagle się pojawia. Chce wrócić do życia, wśród ludzi, których zranił, wykończył, rozczarował, których życie „bez niego” było lepsze(?).

Adam chce zacząć życie od nowa. Problem, polega na tym, że Adam nic nie zaczyna od nowa. Wraca do tego co dobrze zna. Wraca do znanych sobie schematów. On nie umie żyć inaczej. Znów jest szefem kuchni. Znów jest świetny. Znów, charakteryzuje go ten sam psychopatyczny i agresywny styl traktowania ludzi w pracy. Uwielbia prowokować, wywoływać emocje i… karmić się nimi(?). Jak każdy uzależniony od poczucia, że jest najlepszym, wyjątkowym, jedynym,  gdy tylko, „coś” wskazuje, że nie jest ADAMEM WSPANIAŁYM, zrobi wszystko, by od tego uciec. Wtedy wraca „ciąg”, wybuchy agresji. On się nie zmienił. Dlaczego więc trzymamy kciuki, za pozytywne zakończenie filmu o narkomanie, który zmarnował swoje życie i innych? Dlaczego mu wybaczamy?

Adam dokonał pokuty.

Romantyczna wizja świata, w której jest wina i jest kara, intuicyjnie odpowiada wielu z nas. Adam jest winny. Sam podkreśla to w filmie, wiele razy. Ale Adam dokonał pokuty. Obrał czy raczej otworzył milion ostryg. Przestał brać narkotyki, pić. Zrezygnował też z kolejnego uzależnienia – kobiet. Ponad dwa lata pokuty, życia poza wszystkim, co dawało mu adrenalinę. Adam nie uciekł od dawnego życia, nie uciekł od tego co zrobił. Przez dwa lata, jak ostrygowy mnich, dłubał w śmierdzących ostrygach, na trzeźwo myśląc o tym co zrobił. Dwa lata, myślenia o tym jak wyglądało jego życie? Dwa lata myślenia o tym, co chce dalej zrobić ze swoim życiem. Te dwa lata dały Adamowi, jego świętego Graala. Myśl, że jeśli „wróci” i zdobędzie gwiazdki Michelin to… wszystko będzie dobrze. Wszystko się ułoży. Gdy wszystko będzie dobrze, będzie to dowód, że pokuta była odpowiednia.

Święty Graal kucharza, to nie jest jednak cel indywidualny. Adam nie jest w stanie osiągnąć tego sam.

Burnt pokazuje proces zmiany człowieka, który zmienia się z osoby, która „posługuje się ludźmi”, wykorzystuje ich, manipuluje nimi, w osobę, która zaczyna ich słyszeć i słuchać. Słuchanie innych przychodzi mu z trudem. W jednej ze scen, psychiatra tłumaczy Adamowi: „jako dziecku powiedziano ci, że jesteś bardzo dobry, świat jest dobry, i że zawsze będzie dobrze. A potem wąż podsunął ci niedobre jabłko i przestałeś akceptować niedoskonałość w suflecie, jabłku, a zwłaszcza w ludziach. (…) Czas to zmienić. Sam tego nie dokonasz. Otwarcie na innych to siła. Nie słabość.”

Kilka zdań powiedzianych człowiekowi, który nie chce tego słuchać, bo ma inny pomysł, bo wie lepiej. Ale Adam je usłyszał.

Adam zaczął słuchać innych. Adam otworzył się na innych. Zaufał.

Feniks odradzał się z popiołów. Rajski ptak, który… umierał, spalał się, by się odrodzić. Robił to sam. Kusząca wizja dla wszystkich przegranych. Gdy się sięgniesz dna, może być tylko lepiej… Tylko, że to nie jest prawda. Gdy dosięgamy dna, często nie mamy siły, nie dajemy rady się odbić. W prawdziwym życiu jest często coraz gorzej.

Czy możemy się zmienić? Zmienić swoje życie? Co pomaga się nam odrodzić, gdy spalimy w swoim życiu wszystko? Gdy zniszczymy, wszystko co ważne? Burnt pokazuje dwa warunki „odrodzenia się na nowo”:

  • Refleksja. Żałoba po dawnym samym sobie. Symboliczne dwa lata pokory(?), które pozwolą zrozumieć „winy” i siebie samego.
  • Otwarcie na innych ludzi. Przy prawdziwych zmianach w naszym życiu, nie poradzimy sobie bez innych ludzi. Gdy dotykamy dna, możemy nie poradzić sobie, gdy trochę wyżej nie będą ludzie, którzy „pociągną nas w stronę światła”. Ci ludzie, to (1 grupa wsparcia)”starzy przyjaciele”, którzy wybaczą; (2grupa wsparcia) „nowi” przyjaciele , którzy pomogą; (3grupa wsparcia) specjaliści od duszy ludzkiej, którzy „pobiorą nam krew do analizy” i obiektywnie, powiedzą jakąś prawdę, o nas i życiu, która zawsze pomoże. Prawie zawsze;)

 

 

Warto zobaczyć 🙂 Ugotowany

 

2 komentarze

  • Piotr dnia Maj 23, 2016 Reply

    Czasem nie trzeba mówić prawdy, dawać rad, prawić slogany o życiu… trzeba w danej chwili być i słuchać. Wytrwale słuchać szumu słów i łez… bo to oczyszcza, daje pokój duszy i sercu.

    • Julita Urbaniuk dnia Paź 28, 2016 Reply

      Podobno nic tak nie pomaga jak obecność drugiego człowieka;))) chociaż… pies, kot też wydaje się dobrym rozwiązaniem:)))))

Leave Reply