Archiwum

Strefa szefa

Postanowienie noworoczne lidera projektu

Nowy Rok, to czas licznych deklaracji i obietnic, które formułujemy w stosunku do własnej osoby. Może tym razem, warto przygotować jakieś postanowienia, na których nie będą korzystali tylko producenci plastrów nikotynowych oraz środków na odchudzanie? Podobno te właśnie produkty najczęściej łączą się z postanowieniami noworocznymi. Czy w tym roku możesz zrobić coś więcej poza odchudzaniem się i rzucaniem palenia? Może czas na „liderskie” postanowienia noworoczne?

Continue reading “Postanowienie noworoczne lidera projektu” »

Co opowiesz o swoim szefie za kilkadziesiąt lat na spacerze z psem? Co o tobie opowiadają na spacerach z psem?

Prawdziwego psa – w przeciwieństwie do psiopodobnych-istot – trzeba wyprowadzać na spacer. Psiopodobne-istoty mają w domu kuwety, które znacząco ograniczają kontakty społeczne właścicieli psów i samych psiopodobnych. Każde zwierzę stadne, niezależnie czy dwunożne czy czteronożne, lubi spotkać z kumplami. Na spacerze z psem, właściciel psa poznaje innych ludzi. Po dość oczywistej prezentacji imion, informacji o wieku, płci i pochodzeniu (wszystkie te informacje dotyczą psa oczywiście), pojawiają się inne tematy do rozmowy. Trzeba coś robić, gdy pies z innym psem biega, kopie dziury, obwąchuje nowego kumpla itp. Ludzie obwąchują się mentalnie w trakcie rozm nic-nie-znaczących, bezpiecznych rozmów. Pula tematów jest nieograniczona: pogoda na najbliższe tygodnie; zachowania czworonogów poza spacerami; rozmowy o innych, akurat nieobecnych psach; uwagi na temat okolicznych weterynarzy; anonimowe rozmowy o galerii idiotów z pracy (bez nazwisk oczywiście). Czasem jednak wśród wielu takich samych, nieznaczących rozmów, pojawia się…. ROZMOWA.

Continue reading “Co opowiesz o swoim szefie za kilkadziesiąt lat na spacerze z psem? Co o tobie opowiadają na spacerach z psem?” »

Duch nr3 – Opowieść wigilijna dla szefa, czyli rzecz o pieniądzach i motywacji finansowej.

DUCH SCROOGE’A to trzeci i ostatnich duch…

W Opowieści Wigilijnej Bob Cratchit, pracownik Scrooge’a spędza kilkanaście godzin dziennie w ciemnym, zimnym pomieszczeniu. Warunki jego pracy, kwestie wynagrodzenia, ubezpieczenia, że nie wspomnę o mobbingu ze strony Scrooge’a, zainteresowałyby BHP, sanepid, PIP i prokuraturę. Scrooge nie dostałby nagrody „Pracodawca roku”. Scrooge odwiedzony przez duchy się zmienił… może więc czas żeby i on zrobił swoje i jako DUCH SCROOGE’A odwiedził kilku szefów i pogadał z nimi o… o pieniądzach.

Continue reading “Duch nr3 – Opowieść wigilijna dla szefa, czyli rzecz o pieniądzach i motywacji finansowej.” »

Duch nr 1 – Opowieść wigiljna dla firm. Czy któryś z tych duchów wpadnie do ciebie dziś w nocy? Czy ktoś kogoś u ciebie w firmie mobbinguje czy tylko dręczy?

W Wigilijnej Opowieści Dickensa do Ebenezera Scrooge’a w nocy przychodzą duchy. Ebenezer to wredny, złośliwy, nieufny człowiek, z którym nie chciałbyś ani spędzać wakacji, ani dla niego pracować. Duchy mają mu pomóc w zrozumieniu co w życiu jest ważne. Pokazują jakie błędy popełnia Scrooge. Te refleksje są dla głównego bohatera opowieści zbawienne. Duchy nie są miłe, nie przebierają w środkach, ale… ale czasem nie można inaczej. Dzięki spotkaniu z duchami, Scrooge staje się innym człowiekiem. Zmienia się. Docenia rzeczywiście ważnych ludzi w swoim otoczeniu. Przewartościowuje swoje życie.

Początek nowego roku, to dla wielu ludzi czas postanowień noworocznych, ale wszyscy wiemy, że CI, podobni do Ebenezera Scrooge’a, którzy powinni zrobić sobie ważne postanowienia noworoczne, pewnie znów wybiorą jako swój cel na 2016, rzucanie palenia, czy naukę języka angielskiego. Zdecydowanie lepszym pomysłem byłoby nasłanie na nich Duchów. Duch mógłby pobrzękując kajdanami, uzmysłowić wielu naszym współpracownikom, szefom, że czas na zmianę.

Continue reading “Duch nr 1 – Opowieść wigiljna dla firm. Czy któryś z tych duchów wpadnie do ciebie dziś w nocy? Czy ktoś kogoś u ciebie w firmie mobbinguje czy tylko dręczy?” »

Błędy lidera projektu. Co się dzieje, gdy ludzie nie mają informacji o projekcie?

  • Ona mnie nienawidzi!
  • Ten psychopata robi wszystko żeby mnie wykończyć!
  • Ci kretyni kompletnie nie rozumieją o co chodzi!
  • Oni umieją być tylko „na nie”!
  • Ci… ten..

Świat jest pełen „tych, którzy nienawidzą Ciebie i szkodzą Twojemu projektowi”. Mitomania? Rzeczywistość? Naprawdę świat jest pełen psychopatów, którzy robią wszystko, by wykończyć twój projekt? Kusząca wizja rzeczywistości: ty jeden, rozsądny rycerz, dążący do prawdy w mitycznej krainie projektów idealnych, a wokół potwory, które musisz wykończyć w imię wyższych celów, wartości – optymalizacji i eliminowania marnotrawstwa. Może jest jednak inna, alternatywna wersja, inne wyjaśnienie zachowań ludzi wokół ciebie? Może popełniłeś jeden z grzechów głównych pracy projektowej. Grzech-braku-informacji. Co zrobiłeś?

Nie informowałeś o projekcie ludzi, których ten projekt dotyczy.

Continue reading “Błędy lidera projektu. Co się dzieje, gdy ludzie nie mają informacji o projekcie?” »

O tym co najważniejsze… dla szefa. Motywacja pozafinansowa, czyli jak życie szefa wpływa na motywację do pracy jego pracowników.

Dawno, dawno temu w odległej galaktyce, pewna pani psycholog i dwóch właścicieli pewnej firmy rozmawiają o braku motywacji.

Pan X z dużym zaangażowaniem opowiada, o swojej firmie, którą prowadzi razem z przyjacielem, Panem Y. Z dumą podkreśla jakich świetnych dwudziestu ludzi zatrudnił. Raz w roku, firma organizuje „pewne wydarzenie”, unikatowe w branży. Bierze w nim udział około 200-300osób. Dla firmy taka cykliczna impreza, oznacza intensywną pracę całego zespołu. Kolejne „wydarzenie” odbędzie się za około dwa miesiące, a Pana X martwi zachowania pracowników. Jakoś tak mniej chętnie od jakiegoś czasu organizują, mają coraz mniej pomysłów. Nie widać już po nich dawnego entuzjazmu. Pana X martwi ten brak zaangażowania i motywacji.

Pan X: Chcemy żeby nam Pani pomogła. Pani ma tyle energii. Po Pani widać zaangażowanie… Może by Pani porobiła z nimi takie spotkanie grupowe, żeby pracowników tak zmotywować i żeby coś fajnego powymyślali.

Pan Y, drugi właściciel, opowiada jeszcze o ludziach, firmie, pracy, klientach. Rozmowa powoli zbliża się do końca, gdy…

Pan X: Teraz będzie się już z Panią kontaktował mój przyjaciel Y. Ja wyjeżdżam. Nie będzie mnie przez miesiąc, wracam na dwa tygodnie przed „wydarzeniem”. Przez kilka dni będę musiał się zregenerować, bo zmiana czasu, i w ogóle ta moja wyprawa jest bardzo wyczerpująca. Wyjeżdżam co roku i doskonale wiem, jak się potem czuję. Przez kilka dni jestem nieprzytomny. Tak tydzień przed „naszym wydarzeniem”, to bardzo chętnie chciałbym się włączyć w to, co Pani będzie robić. Ja co prawda, wtedy mam masę rzeczy na głowie, bo zawsze ten tydzień wcześniej trzeba jeszcze tyle rzeczy zorganizować, zrobić, poprawić…, ale chciałbym tym moim ludziom pomóc… Zależy mi na ludziach.

Hmmm…. I to jest ten moment, w którym muszę, w ułamku sekundy podjąć decyzję, czy powiedzieć Panu X, że jest… (tutaj szukam odpowiedniego słowa, opisującego jego bezmyślność i bezrefleksyjność).

Jeżeli dobrze Pana zrozumiałam, to przed bardzo ważnym wydarzeniem dla Pana firmy, wyjeżdża Pan na miesięczną wyprawę? Robi Pan tak od kilku lat. Pana pracownicy, podczas przygotowań „wydarzania” nie widzą szefa, nie widzą jego pracy? Wraca Pan, kilkanaście dni wcześniej i poprawia, zmienia pracę zespołu, w której Pan nie uczestniczył? Jak Pan sądzi jak to wpływa na motywację Pana ludzi, którzy dla Pana pracują?

– Mocno to Pani uprościła. Przecież jest jeszcze Y. Jest nas dwóch. – mówi Pan X, kierując się emocjonalnie w strefę focha.

A jak Pan myśli jak wpływa to na motywację Pana wspólnika, gdy w tak ważnym okresie pracy firmy, pan wyjeżdża? – odpowiada niezrażona Pani psycholog

– Przecież jakby komuś to przeszkadzało, to by mi powiedział. U nas jest otwarta komunikacja. Każdy może przyjść i mi wszystko powiedzieć. Y – powiedz, czy masz coś przeciwko moim wyjazdom. – Pan X patrzy na Y.

Zapadła długa, niezręczna cisza… Pan Y milczał. Pan Y powoli i spokojnie przemówił: Mówiłem ci, żebyś przemyślał daty, swoich wyjazdów.

Pan X wyszedł na papierosa.

Pan Y powiedział do pani psycholog: „Dziękuję”.

Fajni, zaangażowani ludzie z pasjami, zakładają firmy. Swoją energią zarażają innych, pracowników, klientów. Dobrze się z takimi ludźmi pracuje. Mają energię i pomysł na życie także w życiu prywatnym. Ci ludzie muszą doładować swoje akumulatory. Wyjazd, hobby to świetny sposób na takie doładowanie. Ale czasem warto pomyśleć jak to, co się robi, wpływa na współpracowników i pracowników. Cała firma pracuje bardzo intensywnie. Ludziom zależy, żeby ich praca była jak najlepsza, a osoba dla której to robią – właściciel firmy – jest „na drugiej półkuli”. Kilkanaście osób pracuje, rozwiązuje problemy, a szef w tym czasie wrzuca wspaniałe relacje ze swojej podróży, na wszystkie możliwe portale społecznościowe. Pracownicy widzą to, a sami właśnie zostają dłużej w pracy, bo coś się „znowu” stało. Pojawił się kolejny problem. To, co jest atutem szefa – jego otwartość, zaangażowanie, nastawienie na działanie – staje się jego „długim ogonem”, wadą, przesadnym nasileniem danej cechy. Szef działa, jest zaangażowany ale jest na drugim końcu świata. Takie zaangażowanie, zaangażowanie w inne sprawy,  nie te „nasze”, demotywuje. A kolejne zdjęcie wrzucone na Instagram lub FB przez szefa, na którym sączy drinka z palemką, doprowadza do szału, gdy mija właśnie dziesiąta godzina bycia w pracy…

Chcesz mieć zmotywowanych pracowników, zaangażowanych w sprawy firmy?

Sam musisz pokazać swoje zaangażowanie w codziennej pracy. Nie wystarczy tylko mówić jak ważna jest dla ciebie firma. Nie wystarczy zatrudnić zmotywowanych, pełnych energii ludzi, jeżeli potem, samemu nie uczestniczy się w żaden sposób w zadaniach, które firma realizuje. Takich zaangażowanych pracowników, taki szef jak Pan X demotywuje najszybciej.DSC01150

Czasami ludzie pytają jak motywować pozafinansowo… czasami wystarczy ich po prostu przestać demotywować finansowo.

 

„Proszę Pani u nas już wszystko było… i nic nie zadziałało” – o problemach i tematach w organizacjach

„Proszę Pani, myśmy już wszystkiego próbowali. Były szkolenia, były coachingi, był coaching grupowy, projekty były. Wszystko było. Nic to nie dało. Nic to nie zadziałało.” – mówi to BARDZO-WAŻNY-CZŁOWIEK-W-FIRMIE. Mówi to z dumą i samozadowoleniem. W końcu firma, jego firma, jest wyjątkowa. Nic w niej nie zadziałało. Rzadko się obserwuje takie zadowolenie u niektórych BARDZO-WAŻNYCH-LUDZI-W-FIRMIE. Bardzo-Ważny-Człowiek-w-Firmie jest jednak żądny wrażeń. Żądny kolejnych projektów, które się nie udadzą. Ważny człowiek pyta: „Co Pani/Państwo mogą nam zaproponować?”. Widać nawet taką ciekawość u człowieka. Jest otwarty na nowe wyzwania. W spojrzeniu widać, że chętnie uwaliłby kolejne działania, udowadniając, że to, co mu się proponuje już było, lub że nic nie działa w jego organizacji. On wie, że w nic nie działa, a organizacja to taka, w której KOMPLETNIE NIC SIĘ NIE DA ZMIENIĆ. Nieśmiała-Pani-Psycholog odpowiada z całą delikatnością, na którą ją stać:

„Skoro już wszystko u Państwa było i nic się nie udało zmienić, to… pozostaje już tylko jedno wyjście. Seans grupowej hipnozy.”

Nieśmiała-Pani-Psycholog oczywiście nie dostaje tego zlecenia, bo nie umie przeprowadzać ani grupowych, ani indywidualnych seansów hipnozy(sic!). Ta firma znalazła pewnie do swojej kolekcji „coś”, co nazywało się inaczej niż coaching, trening itp. Pozostaje pytanie, czy to, co znalazła zmieniło coś w organizacji…Nie wiem jak to się skończyło. Czasem mam jednak wrażenie, że niektóre firmy mają „tematy” a nie „problemy”.

IMG_5120„Temat” to coś, o czym się często mówi. Podkreśla się, jak to przeszkadza, utrudnia. Często pod temat podpięty jest jakiś człowiek. Gdyby on… był więcej, częściej, inaczej… to świat też byłby inny. Z niewiadomych powodów ten człowiek (szef, lider projektu, współpracownik) nie zmienia tego, co dla otoczenia jest oczywiste. Dlaczego tak jest? Czy nikt mu o tym nie powiedział? Czy on ma inne zdanie na ten temat? Nie widzi powodu, dla którego miałby to zmienić? Skoro wystarczyłoby, żeby on to zrobił i świat byłby inny, czemu tego nie robi?

„Temat” jest od lat… odkąd się pamięta wszyscy w firmie narzekają na jakąś sprawę, osobę, sposób załatwiania jakiś rzeczy. Wszyscy narzekają, ale firma działa, nie chyli się ku upadkowi. Może więc „te temat” nie jest wcale taki ważny i istotny.

„Temat” może być paradoksalnie wygodny dla organizacji. Jest chłopiec do bicia. Jest na kogo zwalać błędy i wypaczenia. Jest „temat”, który przykrywa też nasze niedociągnięcia i błędy. Czymże one są w porównaniu z tym „co oni tam robią!!!!”? Wszyscy jesteśmy usprawiedliwieni, więc nie zależy nam na zmianie.

Gdyby to, o czym rozmawiamy w firmowej kuchni, na papierosie, imprezach firmowych, piszemy w ankietach ewaluacyjnych, było prawdziwym problemem, to przecież wszystkim, w normalnej organizacji, zależałoby żeby coś z tym zrobić, a nie tylko o tym gadać. Może to nie są problemy, tylko tematy!

 

A teraz odpowiedz szczerze na pytanie: Masz w firmie „tematy” czy „problemy”?

 

 

Mówili o nim „Babiarz” – czyli dla wszystkich czytelników, którzy mają córki, żony i „kolegów” z takim pseudonimem, a nie mieli jeszcze okazji zapoznać się ze słowem STALKING

Nie ma większego komplementu dla trenera niż być zaproszonym do firmy, dla której już wcześniej pracował. Mija jakiś czas. Wchodzisz do przestrzeni, którą już poznałeś, znasz ludzi, przeszedłeś się po hali produkcyjnej. Oni też cię pamiętają i chcą. Czasem zdarza się, że pomimo upływu czasu, kojarzysz nawet konkretnych ludzi z tej organizacji, których spotkałeś kilka lat wcześniej. Zapamiętałeś na przykład jednego, który był taki „fajny”, „wygadany”, „sympatyczny”. Człowieka, który na szkoleniu dużo mówi, łatwo jest zapamiętać. Opowiada taki o sobie, o pracy. Po prostu idealny uczestnik szkolenia. Mija rok, dwa, może więcej (szczęśliwi czasu nie liczą). Wracasz do tej firmy. Masz spotkanie z działem HR, kimś z kierownictwa i chcąc w pewnym momencie jakoś tak niezobowiązująco zagaić, pytasz o… na przykład tego uczestnika, którego zapamiętałeś. Pytasz o niego, bo ci się wydaje, że taki to ci się fajny temat do rozmowy. W końcu człowiek, którego wspominasz był fajny. To, co dzieje się po zadaniu tego pytania, przypomina sceny, które znasz tylko z filmów, czas staje, wszystko zwalnia… W tle powinna pojawić się muzyka jak z fimów Hitchcock’a. Widzisz twarz pracownika HR i już wiesz, że… to było „złe pytanie”. Bardzo złe! Nie uda się tej sceny wyciąć, bo to wszystko jest „na żywo”. Pracownik HR, po chwili jednak, przypomina sobie, że można ci zaufać, że jesteś „swój człowiek”, że z tobą o tym można porozmawiać. Rysy mu łagodnieją i mówi:

On dostał dyscyplinarkę. Sprawa jest w sądzie. Wymuszał na swoich pracownicach seks. Nic o tym nie wiedzieliśmy, dopóki jedna z pracownic nie przyszła i nie powiedziała co się dzieje. Najpierw nikt jej nie wierzył, ale jak nam pokazała smsy, które miała od niego… Czasem miała po kilkadziesiąt nieodebranych połączeń.

Nie wiem jak do tego mogło dojść. Jak on to zrobił, że nikt nie wiedział? Dziewczyny były tak zastraszone, że żadna nic nie mówiła. Pamięta go Pani. Taki otwarty, ekstrawertyk. Miał opinię babiarza, ale nikt nie przypuszczał, że on te kobiety tak dręczy…

Wie pani, to jest małe miasteczko. On mieszka niedaleko naszego dyrektora. Kilka razy, dyrektor podrzucił go do pracy. Samochód był w naprawie. Wysiadali razem z auta, blisko siebie mieszkali. Ludzie myśleli, że on ma świetne relacje z dyrektorem. Chyba dlatego nikt nic nie mówił.

Dziewczyny, jak zaczęły mówić, to opowiadały, że najpierw próbował poderwać „grzecznie”. Opowiadał jak go żona nie rozumie, jak do domu nie chce wracać. Jakie ma piekło, że jego związek to fikcja, a z żoną jest, bo była w ciąży. Taki biedny miś. Jak się dziewczyna na to łapała, to potem po kilku miesiącach ją zostawiał. Jak nie dawała się poderwać, to się zaczynało… smsy, zastraszanie, szantaże, gorsze zadania w pracy.  STALKING…

Continue reading “Mówili o nim „Babiarz” – czyli dla wszystkich czytelników, którzy mają córki, żony i „kolegów” z takim pseudonimem, a nie mieli jeszcze okazji zapoznać się ze słowem STALKING” »

Marsjanin w firmie? Refleksyjny przewodnik dla tych, którym nikt nie pomaga i wokół których pracują sami źli ludzie!

On: Co teraz czytasz?

Ona: Marsjanina

On: O czym to jest?

Continue reading “Marsjanin w firmie? Refleksyjny przewodnik dla tych, którym nikt nie pomaga i wokół których pracują sami źli ludzie!” »

Zapiski z wioski smerfów. O Smerfie Marudzie i jego (nie)pracy ku (nie)chwale organizacji!

Socjolodzy twierdzą, że podobno każdy z nas zna 300osób, z którymi jest po imieniu (Wiseman, s.64). To całkiem spora grupa ludzi. Znamy nie tylko ich imiona. W każdym z nas siedzi psycholog, znawca duszy ludzkiej, który WIE co(?), kto(?) i dlaczego(?).  Zdarzają się błędy w ocenie innych, szczególnie, gdy próbujemy zinterpretować motywy postępowania innych. Większość jednak ludzi wokół nas, udałoby nam trafnie, bez użycia testów psychometrycznych scharakteryzować. Gdybyśmy byli złośliwi, nadalibyśmy ich jakieś przydomki. Może inspirujące w tym nazywaniu byłby bajki z dzieciństwa. Kto z nas nie kojarzy Smerfetki, Ważniaka, Papy Smerfa, Lalusia? Trafność diagnoz wynika stąd, że się z nasze „smerfy” obserwowaliśmy w różnych sytuacjach. Obserwowaliśmy co robili. Jak się zachowywali. Mogliśmy słuchać historii, które o sobie opowiadają. Słyszeliśmy opowieści o ludziach z ich otoczenia, szefach, współpracownikach, partnerach. Czasem, niestety, wielokrotnie zmuszani byliśmy do słuchania tych samych narracji. Nie wszyscy znajomi maja dobrą pamięć, a niektórzy mają „za dobrą” i dlatego wciąż zaśmiecają spotkania towarzyskie tymi samymi historiami, o tym co im się w życiu przydarzyło lub tysiącami szczegółów, które interesują tylko ich. Niestety czas mija, ale długość historii w przypadku pewnych ludzi, wciąż pozostaje ta sama. Jakby obawiali się, że jeżeli kilka razy do roku nie usłyszymy tej samej opowieści, to nasze życie straci sens. Niektórzy znajomi, najwyraźniej „litując się nad nami”, zmieniają co jakiś czas grupę społeczną (sytuacje takie potocznie nazywamy „rozstaniem” lub „rozwodem”(sic!)), dzięki czemu „tam” są powiewem świeżości, a my oddychamy z ulgą nie musząc już walczyć o tlen w trakcie słuchania ich monologów (wewnętrzna walka z samym sobą, czyli instynktami co podpowiadają „zabij” a wymogami społecznymi „wysłuchaj”, pochłania ogromne zasoby energii, stąd zapotrzebowanie na tlen(sic!)). Wszyscy jesteśmy mieszkańcami prywatnej wioski smerfów. W naszej wiosce dałoby się całkiem wygodnie i spokojnie żyć, gdyby nie… SMERF MARUDA.

Continue reading “Zapiski z wioski smerfów. O Smerfie Marudzie i jego (nie)pracy ku (nie)chwale organizacji!” »