Blog

Co opowiesz o swoim szefie za kilkadziesiąt lat na spacerze z psem? Co o tobie opowiadają na spacerach z psem?

Prawdziwego psa – w przeciwieństwie do psiopodobnych-istot – trzeba wyprowadzać na spacer. Psiopodobne-istoty mają w domu kuwety, które znacząco ograniczają kontakty społeczne właścicieli psów i samych psiopodobnych. Każde zwierzę stadne, niezależnie czy dwunożne czy czteronożne, lubi spotkać z kumplami. Na spacerze z psem, właściciel psa poznaje innych ludzi. Po dość oczywistej prezentacji imion, informacji o wieku, płci i pochodzeniu (wszystkie te informacje dotyczą psa oczywiście), pojawiają się inne tematy do rozmowy. Trzeba coś robić, gdy pies z innym psem biega, kopie dziury, obwąchuje nowego kumpla itp. Ludzie obwąchują się mentalnie w trakcie rozm nic-nie-znaczących, bezpiecznych rozmów. Pula tematów jest nieograniczona: pogoda na najbliższe tygodnie; zachowania czworonogów poza spacerami; rozmowy o innych, akurat nieobecnych psach; uwagi na temat okolicznych weterynarzy; anonimowe rozmowy o galerii idiotów z pracy (bez nazwisk oczywiście). Czasem jednak wśród wielu takich samych, nieznaczących rozmów, pojawia się…. ROZMOWA.

„A wie Pani, że ja tu mieszkam już ponad 70lat. Jako młody chłopak przyjechałem. Pracowałam niedaleko. Tutaj było zawsze dużo dzików. Jeden był taki niebezpieczny. Ten dzik ciągle nam niszczył wszystko wokół zakładu. Dzieci straszył. Poszedłem do Dyrektora i powiedziałem, że jak się zgodzi, to ja z tym dzikiem zrobię porządek. Zrobiłem. W nocy się przyczaiłem. Nad ranem go zastrzeliłem. Dyrektor taki był, że mnie zaprosił do siebie, do gabinetu. Potem na obiad zabrał. Taki obiad do restauracji. Powiedział, że takich ludzi odważnych potrzebuje. To był porządny człowiek”.

Nie chce się zastanawiać czy ten uroczy staruszek(?) ma jeszcze w domu broń. Zastanawia mnie, że po wielu latach, przypadkowo spotkanej osobie, na spacerze opowiada właśnie tę historię. Jest dumny, gdy to mówi. Przeżył ponad 90lat. Pewnie poznał różnych szefów, przeżył wojnę. A na spacerze opowiada o….

  • o tym jak sam zauważył problem;
  • jak poszedł do swojego przełożonego i zaproponował rozwiązanie;
  • przełożony zgodził się na to rozwiązanie;
  • plan został zrealizowany;
  • przełożony go pochwalił;
  • przełożony pokazał, że to, co zrobił jego pracownik miało dla niego znaczenie i „zabrał go na obiad”, docenił odwagę pracownika.
  •  

    To tylko jakaś opowieść starszego Pana, który opowiada, jak to dawniej było, za rzekami i górami, w jakimś dziwnym królestwie, w innej rzeczywistości lat pięćdziesiątych. Oczywiście, ta historia „zupełnie nie pasuje do naszych czasów”(?). Teraz jest ZUPEŁNIE inaczej. Nikt teraz nie będzie na terenie firmy mordował dziką zwierzynę. Obiad z szefem? Żart! Sami możemy zapłacić sobie za nasze wyżywienie i takie rzeczy, to może działały za PRL’u. My – 70lat później – potrzebujemy tylko kasy. Pieniądze są ważne. Żyjemy w świecie, w którym w sklepach nie płacimy uśmiechami i historiami, ale pieniędzmi. Wszyscy się z tym zgadzają?

    Pozostaje tylko pytanie, czy na spacerach za kilkadziesiąt lat, będziemy opowiadali emocjonujące historię w stylu: „A teraz najlepsze! Co miesiąc zaglądałem na konto, a tam była… pensja”. A nasz rozmówca z wypiekami na twarzy zapyta: „Serio? Co miesiąc inna? Taka niespodzianka?!”. „Nie, ta sama…” – odpowiemy uśmiechając się na samo wspomnienie… Naprawdę? Takie pasjonujące historię, będziesz opowiadał na emeryturze?

    Może jednak za te kilkadziesiąt lat, będzie nam potrzebne coś więcej, żeby uwierzyć, że nasza praca miała jakiś sens. Może czasem utrwalić sobie historię, która nie polega tylko na opisywaniu psychopatycznego szefa, który chce cię wykończyć, ale skupić się na czymś z czego jesteś w pracy dumy… albo chociaż zadowolony.

  • Czy masz taką historię ze swojego życia zawodowego, z której jesteś dumy? Świadomie używam tego słowa – „duma”. Jeżeli nie przechodzi ci to określenie przez gardło w kontekście pracy, to pomyśl o sytuacji, w której wyszedłeś z pracy naprawdę zadowolony, szczęśliwy. Co się wtedy wydarzyło?
  • Czy mógłbyś opowiedzieć, jak u siebie w firmie, zauważyłeś jakiś problem, proaktywnie zgłosiłeś chęć rozwiązania problemu? Czy może chociaż przez chwilę ratowałeś świat? Swój mały, firmowy świat?
  • Czy także miałeś szefa, który pozwolił ci na samodzielność? Kogoś, kto zaufał, że dasz radę?
  • Czy masz szefa, który potrafi ci powiedzieć, co docenia w twojej pracy?
  • Czy masz szefa, który w bardzo osobisty, wyjątkowy sposób cię docenił?
  • Czy sam jesteś takim szefem, jak ten z historii, który pozwala ludziom na samodzielność?
  •  

    Może  jednak aż tak bardzo się nie zmieniliśmy. Po okolicy nie biega już dzik-ludojad. Czasem jakaś sroka wykończy nasze auto na parkingu, wydalając na nie resztki pożywienia. Inni wrogowie, inne wyznaczniki odwagi. Może jednak dalej potrzebujemy usłyszeć od przełożonego, że nas docenia. W świecie bezsensownych działań, chcemy czasem usłyszeć, że to, co robimy, ma jakieś znaczenie. Dobrze byłoby też zobaczyć, że ten sens i znaczenie widzi też twój przełożony. Nie chodzi o to, żeby pomógł ci wycierać, to co wyleciało ze sroki, bądź komentował twoje działania na parkingu.  Wystarczyłoby, żeby powiedział: „doceniam to, co Pan robi w zespole”; „widzę jak Pani zależy na pracy”; „doceniam, że jest Pan szczery”; „nie zawsze się zgadzamy, ale doceniam to, że mówi mi Pani wprost, co Pani myśli”. Czy usłyszałeś kiedyś takie zdanie od swojego szefa? Czy powiedziałeś kiedyś coś takiego do swojego pracownika, współpracownika?

    Zastanów się, jaką historię związaną z pracą, przełożonym opowiesz za kilkadziesiąt lat, na spacerze z psem?

    Zastanów się, bohaterem jakich historii opowiadanych na spacerach jesteś Ty…?

     

     

    ps. Zachęcam do poczytania też o nieobecnych szefach.

    Zapisz

    Zapisz

    Zapisz

    Zapisz

    Zapisz

    Zapisz

    Zapisz

    Zapisz

    Zapisz

    Zapisz

    Leave Reply