Blog

Człowiek jako niedokończony projekt? O obsesji rozwoju i pogoni za…?

Gdzie chcesz być za 10lat?”; „Jak wyobrażasz sobie swoje życie zawodowe za 10lat?”.

Każdy szukający pracy, spotkał się z takimi pytaniami. Czasem, te pytania powracają, jako senny koszmar, w trakcie którego budzisz się, krzycząc: Co ja mam odpowiedzieć?? Co odpowiedzieć???

Jak na takie pytanie odpowiedzieć? Co zabrzmi lepiej? Wersja1 czy 2 czy 3?

1.Chcę się rozwijać! Chcę się tutaj zatrudnić i za 10lat zostać Pani szefem. Chcę tego, żeby móc Panią zwolnić, bo mi Pani takie pytania zadaje. Wie Pani 10lat to za długo! Jestem pewny, że chcę Panią zwolnić już za rok!!

2. Nie wiem. Naprawdę nie wiem, ja tylko pomyślałem, że jak szukacie pracownika, a ja szukam pracy, to może uda mi się u was robić coś, co umiem. A co dalej, nie wiem. Nie oznacza to, że jestem pozbawionym ambicji warzywem. Po prostu pojęcia nie mam co będzie za 10lat, a mama mi wciąż powtarza, że będzie wojna, więc tym bardziej, staram się nie sięgać w przyszłość aż tak daleko.

3. Mam 70lat. A Pani pyta gdzie będę za 10? (tekst z  Roberta De Niro, film Praktykant)

Która odpowiedź jest ci bliższa?

Jeżeli nie szukasz pracy, mogłeś stać się ofiarą innej puli pytań, a raczej stwierdzeń, zadawanych przez przyjaciół (zastanów się czy dalej są twoimi przyjaciółmi, jak tak cię dręczą); członków rodziny (tych się nie wybiera); współpracowników (ich spróbuj zrozumieć; ich plany życiowe mogą dotyczyć wakatu, który zrobisz, jak się zwolnisz), w stylu:dsc04226

„Pracujesz w jednej firmie 7lat? [niezręczna cisza] Nie szukasz już pracy?”;

„W jednej firmie 10lat?? [niezręczna cisza] Długo. Nie boisz się, że to będzie słabo wyglądało w cv?”;

„W jednej firmie tyle czasu? [niezręczna cisza] Ale chodzisz na jakieś rekrutacje?”.

Otacza nas wszechobecny mit, że „trzeba się rozwijać, trzeba się zmieniać, trzeba… Bo jak się nie zmieniasz, to…?”. Właśnie co? Śpisz spokojniej? Nie stresuje cię kolega, który zrobił sobie kolejne szkolenie, certyfikację, a ty nie? Masz czas na spacer z psem? Spotkanie z przyjaciółmi? To straszne!!! Co cię czeka, jeżeli dopadnie cię stabilizacja? Co się stanie, jak nie będziesz miał pomysłów na wywoływanie kolejnych kryzysów w swoim życiu co kilka miesięcy, lat? Pewnie nie będziesz miał wrzodów, problemów z ciśnieniem i zdrową tarczycę. Długie, zdrowe życie przed tobą?

Popularna jest idea „człowieka-projektu”. Brzmi to niewinnie, bo przecież nie ma nic złego, w tym, że człowiek dąży do określonych z góry celów; podporządkowuje im swoje zasoby; zachowuje się jak produkt, który będzie mógł zaoferować, z nowym ładnym cv, kolejnym pracodawcom(?). Problem polega na tym, że ten projekt-człowiek nigdy się nie kończy. To nigdy-nie-kończący-się projekt optymalizacyjny. Projekt, który musi być nastawiony na niekończące się zmiany; wciąż doskonalącym się; eliminującym to, co zbędne; szukającym tego, co najlepsze. Kilka miesięcy, nawet lat, byłbyś to jeszcze w stanie znieść, ale całe życie???  Stajemy się wiecznie-nie-ukończonym-projektem. (Każdy, kto chociaż raz pracował w grupie projektowej wie i rozumie jakie to straszne. Takie projekty dają szczęście tylko zewnętrznym firmom doradczym;)). Nacisk kładziony jest na sam proces, a nie efekt finalny. Ważniejsze od tego kim jesteś, jest to, kim się staniesz… jak tylko skończysz serię kolejnych szkoleń, coachingów. Ten projekt się nigdy nie skończy, bo większość z nas bezrefleksyjnie powtarza „trzeba się rozwijać” i się rozwija. Nikt przy zdrowych zmysłach, nie powie też w swojej firmie, że już się „narozwijał” i chciałby swój proces rozwoju jakoś tak zdecydowanie zakończyć. Nikt nie deklaruje też, że teraz to już chce odcinać kupony od tego co się nauczył, naszkolił, że wie już naprawdę dużo.

Jak działa na człowieka presja, że wciąż musi się ZMIENIAĆ i ROZWIJAĆ? Czy ta presja na niekończący się rozwój jest dla nas dobra?

  • Niestety zbyt często, biega taki trzydziestoparolatek od szkolenia do szkolenia, bo się rozwija. Mądrość ludowo-szkoleniowa mówi, że szkolenia mają sens, jeżeli masz szansę zastosować wiedzę, którą właśnie zdobyłeś. Im szybszy transfer wiedzy w tak zwane „prawdziwe życie” tym lepiej. Kolekcjoner szkoleń, miłośnik e-wiedzy, fanatyk rozwoju nie ma kiedy… wdrożyć tego, czego się nauczył. Jego rozwój, chociaż poświadczony wieloma certyfikatami jest tylko kosztem, a nie inwestycją.
  • Poczucie tożsamości człowieka, to między innymi wiedza na własny temat. Wiedza o tym kim jest. Jeżeli dorosły człowiek cały czas się „staje”, jest w niekończącym procesie zmiany i rozwoju, to istnieje ryzyko, że opisałby się, terminem „niedokończony”. Tą „niedokończoność” można by nawet nazwać w przypadku człowieka-projektu „niedojrzałością”. Jeżeli cały czas się „staje”, to kim jest teraz, zanim się „stanie”? Ile lat jeszcze trzeba czekać, żeby się „dokończył”? Czy taki „niedorobiony”, upsss… „niedokończony” pracownik, rzeczywiście skupia się na pracy, czy tylko na swoim rozwoju? Metaforycznie. Takiego człowieka ciągle nie ma „tu i teraz”, on dopiero „będzie”. Teraźniejszość jest dla niego jakimś nieznośnym etapem przejściowym. Jak się przepoczwarzy to nam dopiero larwa polata. Na razie nawija sobie kokonik;). Czy można się dobrze czuć teraz, skoro dopiero kiedyś będzie „skończony”?;)
  • Idealizujące świat, koncepcje rozwoju psychospołecznego nieśmiało piszą o tym, że człowiek na pewnym etapie swojego życia, w przybliżeniu po 30-40stce, ma za zadanie „przekazywać wiedzę”, „uczyć”, „tworzyć”. Czy osoba, która wciąż się rozwija; wciąż nie wie kim jest; wciąż dopiero będzie; której towarzyszy poczucie, że ma niskie kompetencje; że sama „nie wie”, jest w stanie zrealizować to zadanie? Czy wybierając co chwilę inną drogę rozwoju jest wiarygodnym nauczycielem? (Czy Mistrz Wu, mistrz kształcący młodych Ninjago, co chwilę uczy się czegoś innego, z kompletnie różnych dziedzin? Czy jego wiarygodność w oczach każdego przedszkolaka nie wynika z tego, że Mistrz WU, to Mistrz Spinjitzu?)
  • Jeżeli jesteś projektem, na której stronie internetowej cały czas pojawia się hasło: „strona w trakcie zmian”, „strona w trakcie budowy”, to dość trudno się po takim psycho-wirtualnym-świecie poruszać i właścicielowi i użytkownikom.

     

    Co robić? Jak żyć?

    Jak poradzić sobie z presją rozwoju i jednocześnie się czasami „skończyć”?

  • Co jakiś czas, zatrzymaj się w tej pogoni za zmianą. Nie daj sobie wcisnąć, że kto się nie rozwija ten się cofa. Nie biegaj od szkolenia do szkolenia. Zatrzymaj się co jakiś czas. Przemyśl na spokojnie czy w twoim życiu przypadkiem nie potrzebujesz chwili stabilizacji. Pomyśl, co wdrożyć w swoim życiu z tego całego gąszczu informacyjnego, w który wpadłeś na szkoleniach, webinarach, konferencjach.
  • Pomyśl kim jesteś? Co jest dla ciebie ważne?
  • Jakie kompetencje rzeczywiście chcesz/musisz rozwijać, bo będziesz to wykorzystywał w swojej pracy?
  • Dokończ swój projekt. Dokończ siebie. Opisz siebie. Jaki jesteś? Kim jesteś? W czym jesteś dobry? Czego możesz nauczyć innych?
  • i… dopiero wtedy zastanów się co dalej.
  •  

    Jakkolwiek to nie zabrzmi, czasem jest dobrze jak człowiek jest „skończony”.

     

     

    ps. Wszystkie zdjęcia zamieszczone na blogu zrobiłam sama. Anioł, to figura nagrobna z cmentarza w Barcelonie. Dlaczego ma worek na szyi? 😉

    Zapisz

    Zapisz

    Zapisz

    Zapisz

    Zapisz

    Zapisz

    Zapisz

    Zapisz

    Zapisz

    Zapisz

    Zapisz

    Zapisz

    Zapisz

    Zapisz

    Zapisz

    Zapisz

    Zapisz

    Zapisz

    Zapisz

    Zapisz

    Zapisz

    Zapisz

    Zapisz

    Zapisz

    Zapisz

    Zapisz

    Zapisz

    Zapisz

    Zapisz

    Zapisz

    Zapisz

    Zapisz

    Zapisz

    Zapisz

    Zapisz

    Zapisz

    Zapisz

    Zapisz

    Zapisz

    Zapisz

    Zapisz

    Zapisz

    Zapisz

    Zapisz

    Zapisz

    Zapisz

    Zapisz

    Zapisz

    Zapisz

    Zapisz

    Zapisz

    4 komentarze

    • Kasia dnia Paź 28, 2016 Reply

      Tyyyyyle w tym racji.

      Ja jestem (byłam / bywam) tym właśnie goniącym za lepszym „ja”, bo obecne ja jest właśnie niedokończone, niedojrzałe, niewystarczające, niedorobione (bardzo dużo „nie-” :)). W spirali ciągłego dążenia, pogoni za rozwojem, bo lepsze życie mogę mieć tylko, gdy ja będę lepsza. Wiadomo, prawda?

      O dziwo.. o dziwo, odkrycia tego zapętlenia dokonałam właśnie na coachingu, na który w końcu się zdecydowałam, żeby wskoczyć do góry naraz o 5 stopni, oszukać i wyplenić słabą mnie. Pierwsze 2 sesje otworzyły mi oczy. Ja naprawdę mam wszystko, czego potrzebuję, aby prowadzić szczęśliwe życie (to, do którego tak usilnie dążę, a które wydaje się tak odległe i nieosiągalne) – wszystko oprócz znajomości i akceptacji siebie, zaufania i docenienia siebie.

      Uczę się tego teraz, już zyskałam sporo wewnętrznego spokoju i… wcale nie porzucam swoich wyzwań. Chcę podejść do nich, ale z głową, a nie na hurra.
      I chcę do nich podejść jako „ja”, a nie jako „przyszła lepsza ja”. Bo ja dam radę i będąc tą sobą mogę już dzisiaj lepiej żyć, a nie szukać lepszego życia.
      Czy przestanę się rozwijać? Oczywiście, że nie! ale będę robić to po prostu mądrzej.

      To jest największe odkrycie mojego życia. 🙂

      • Julita Urbaniuk dnia Paź 28, 2016 Reply

        Napisała Pani piękne zdanie: „naprawdę mam wszystko, czego potrzebuję, aby prowadzić szczęśliwe życie”!!!!:)) To bardzo ważne, żeby siebie „akceptować, ufać, doceniać”. Taka świadomość pozwala pójść dalej. Bardzo dziękuję Pani za komentarz:)).

    • rahn niejasny dnia Paź 24, 2016 Reply

      Przede wszystkim, fajnie jest Cię znowu czytać. Po drugie, anioł ma worek, bo się poddusza, bo lubi, kto mu zabroni.
      Natomiast co do projektu, skończoności i tak dalej. To nie jest tak, że człowieka da się skończyć. W chwili kiedy rzeczywiście pracuje się po 10 lat w firmie, nie ma się wrzodów na żołądku i bez nerwów planuje się wakacje, to budzi się w człowieku taka ciekawość, która mu każe poszukać wiedzy o tym czy o tamtym. Nie musi to być związane z pracą, programista może chcieć dowiedzieć się czegoś więcej o hodowli pomidorów. Ale sam, na spokojnie i dla własnego zaspokojenia
      Zatem w takim sensie człowiek się nie może skończyć. Inna sprawa, że nie masz szans na pojawienie się tej ciekawości, dopóki maszyna szkoli Cię ze wszystkiego i każe się rozwijać. Ale patrząc na jakiś taki światowy trend to slow live jakoś tak zaczyna być popularne.
      Bo nawiązując do Bursowej soboty, jak masz w dupie małe miasteczka, to i one mają Cię w dupie i możesz sobie spokojnie żyć i to życie i maszyna się o Ciebie nie upomina. I t jest fajne. Możesz hodować pomidory i wiesz jednocześnie, że jeden krok i wkroczysz w ten nurt jeśli będzie trzeba. I nie będziesz z tyłu 🙂

      • Julita Urbaniuk dnia Paź 24, 2016 Reply

        Ta ciekawość jest mniej nachalna niż nachalność w szkoleniu siebie:) Jak człowiek odkrywa miłość do pomidorów, to jakoś tak jego pasję widać i słuchać, i godzinami można słuchać jak on o tych pomidorach mówi, opowiada. W tej pomidorowej miłości jest unikalny. Mi chodziło o taką presję na rozwój. Bez refleksji.Bez konsumpcji. Tacy zbieracze. łupieżcy odmian pomidorowych a nie konserzy:)))

        ps. a co do anioła… wątek z podduszaniem, rozważam… ale nie wiem czy on sam chciał, i teraz ma rozanielony wraz twarzy; czy mu na siłę ten worek i teraz smutny anioł podduszony;)

    Leave Reply