Archiwum

Otagowane ‘ludzie‘

O tym jak się wraca na tarczy i o porażkach, z których „nie da się zrobić sukcesu”

„I czy warto było to wszystko rzucać , żeby teraz wracać na tarczy?” – jak odpowiedzieć na takie pytanie? Czym kieruje się człowiek, który pyta w ten sposób bliską osobę?

To pytanie zostało zadane Juli. Kim jest Julia?

Julia to:

  • dorosła kobieta, której się „nie udało”;
  • kobieta, która po dwóch latach nieudanego związku, wraca do domu rodzinnego;
  • kobieta, która rzuciła pracę, zostawiła mieszkanie, „spaliła zawodowe mosty”, dla tego jedynego;
  • kobieta, która chciała być szczęśliwa z mężczyzną, z którym niestety „nie wyszło”;
  • kobieta, która przy pierwszym wspólnym posiłku w gronie najbliższych osób, słyszy od swojej matki: „i warto było to wszystko rzucać, żeby teraz wracać na tarczy?”;
  • jedna z postaci, które opisała Katarzyna Grochola w książce „Osobowość Ćmy”.
  • Continue reading “O tym jak się wraca na tarczy i o porażkach, z których „nie da się zrobić sukcesu”” »

    Dzieci listy piszą. Dorośli ludzie już (nie) piszą?

    Pewna drugoklasistka, co tydzień, ma jedno zadanie. Dziewczynka, lat osiem, pisze list do koleżanki lub kolegi ze swojej klasy. Raz w tygodniu, dostaje też list od jednego ze swoich rówieśników.

    Co piszą ośmioletnie dzieci do siebie? Continue reading “Dzieci listy piszą. Dorośli ludzie już (nie) piszą?” »

    Sztuka kochania – film o Michalinie Wisłockiej?

    „Przeklęta baba się uparła”. Ten tekst dość często pojawia się w filmie ”Sztuka kochania” Uparła się, że….?

    Continue reading “Sztuka kochania – film o Michalinie Wisłockiej?” »

    Noworocznym postanowieniom mówimy „NIE”!!!

    Ona: Masz już jakieś postanowienia na Nowy Rok?

    On: Tak, mam. Nie będę palił.

    Ona: Ale przecież ty nie palisz?

    On: Wiem, i dlatego, tym łatwiej będzie mi wytrwać w tym postanowieniu.

    Tę historię opowiedziała Agata Białoszewska składając życzenia uczestnikom koncertu Mis i Gongów  Tybetańskich. Uczestnikom koncertu, w Nowym Roku, życzyła DOBRYCH KONTYNUACJI. Kontynuacji rzeczy, które nam wychodzą, które są dla nas dobre. Piękne życzenia.

    Postanowienia zwykle dotyczą tego, co chcemy zmienić. Zmotywowani przez różne poradniki siadamy z długopisem w ręku i… czarujemy rzeczywistość. W przyszłym roku, dzięki zapisanym na kartce punktom będziemy szczuplejsi, zdrowsi, ładniejsi, będziemy mieli lepsze relację z ludźmi. Jakie to proste! Wystarczy umiejętność pisania i papier. „Będę więcej… będę mniej… będę… zrobię… ” – plany na zmiany w naszym życiu w momencie zapisywania wydają się ważne, ciekawe, fajne. Niewątpliwie, gdyby je zrealizować, twoje życie zmieniłoby się. Niestety (a może na szczęście?), po kilku tygodniach, które mijają od Sylwestra, nauka języka fińskiego, może nie wydawać się już tak świetnym pomysłem; najzdrowsza marchewka nie przypomina w smaku czekolady; a wyjście ze znajomymi po 10godzinach w pracy, dwóch godzinach w korkach, przy minusowych temperaturach za oknem, jakoś przestaje mieć aż tak wysoki priorytet. Nasze postanowienia związane ze zdrowiem, ludźmi, naszym rozwojem, zderzają się z codzienną rzeczywistością. Dopada nas codzienna rutyna, zmęczenie, czas poświęcony na rzeczy, które trzeba zrobić. Kiedy w tym wszystkim realizować postanowienia? Pojawia się problem: „kiedy to robić??”. Oczywiście, zawsze znajdzie się w twoim otoczeniu jakiś „lajfkołcz”, który autorytarnym tonem stwierdzi, że wszystko jest kwestią organizacji i ustawienia priorytetów, a twoje nierealizowanie planów noworocznych to wymówka, bo nie chcesz wyjść poza swoją strefę komfortu. W takim momencie ze strefy komfortu wpadasz w strefę poczucia winy. Z perspektywy twojego lajfkołcza (który sam jest singlem i głównymi problemami, z którymi się boryka to decyzja czy pójść na siłownię, ugotować coś zdrowego czy przeczytać kolejną książkę z zakresu automotywacji), nieprzespana noc, którą spędziłeś z chorym dzieckiem, to tylko kwestia „nieodpowiedniej organizacji swojego czasu”, a to, że  potem przez cały tydzień nie masz jak odespać tej nocy to kwestia jakiś mechanizmów, które są po to, by nie ruszyć ścieżką prawdziwych wyzwań, bo boisz się zmian w swoim życiu. Twój lajfkołcz cię dręczy; kartka z postanowieniami przygnębia. Ostatnim wysiłkiem woli, próbujesz je realizować, ale już wiesz, że twoje wyjście poza strefę komfortu to późne godziny wieczorne, bo wtedy „masz czas”. Niestety, wiesz też, że po 22, karta z postanowieniami budzi agresję, albo depresję.

    Postanowienia nie dają nam często siły. Stają się dodatkowym balastem, wśród wielu-nie-zrobionych-rzeczy. Poczucie winy nie jest dobrym przyjacielem wdrażania ani postanowień, ani jakichkolwiek działań. Nie funduj sobie kolejnej listy pobożnych życzeń, „dobrych zmian”.

    W tym roku, zamiast listy postanowień przygotuj listę kontynuacji. Kontynuacji rzeczy, które ci wychodzą, dają radość, energię. W naturalny sposób jesteś w tych rzeczach dobrzy. Nie ma możliwości, żebyś w tych kontynuacjach nawalił.

    Co dobrze ci wychodzi?

    Co daje ci szczęście? Energię?

    Do czego się uśmiechasz?

    To jest twoja kontynuuacja!

    Zrób sobie taką listę na przyszły rok i… konsekwentnie kontynuuj. Rok 2017 rokiem DOBRYCH KONTYNUUACJI

    Tego ci życzę.

    Zapisz

    Zapisz

    Zapisz

    Zapisz

    Zapisz

    Zapisz

    Zapisz

    Zapisz

    bakeMAnia – dla tych, którym chce się żyć:)

    Uwaga!!! W tekście wprost i bez skrupułów, reklamuję pewnych ludzi i pewne miejsce.

    Czy zastanawiałeś się kiedyś co daje ci poczucie szczęścia?

    Kiedy czujesz się szczęśliwy? Chodzi o tę dawkę endorfin, która sprawia, że troszkę bardziej chce się żyć. Guru od szczęścia mówią: pobiegaj; myśl pozytywnie; zrób coś dla siebie. Tysiące rad jak żyć, a ty i tak biedaczku, czasem wpadasz w dół. Z tej perspektywy, wzgórza samozadowolenia i szczęścia wydają się bardzo odległe. Co wtedy może pomóc? Inny człowiek? Banalna odpowiedź, biorąc pod uwagę, że człowiek jest zwierzęciem stadnym, oczywiste jest to, że obecność innych ludzi, może dać mu szczęście. Problem to odpowiedni dobór tych ludzi. Nie każdy, niestety, kontakt to 100% gwarancja poczucia, że warto żyć. Świat marud, którym życie nie wyszło – bo żona nie taka; mąż nie spełnia oczekiwań; dzieci nie takie; szef nie taki; praca nie taka – sprawia, że zniechęcamy się do kolejnych spotkań. Wybieramy własne przytulne kąciki na kanapie i bezpiecznie odcinamy się od wampirów energetycznych, przy których żyć się nie chce.

    Gdzie znaleźć ludzi, przy których człowiek ma szansę poczuć, że warto?

    Continue reading “bakeMAnia – dla tych, którym chce się żyć:)” »

    Człowiek jako niedokończony projekt? O obsesji rozwoju i pogoni za…?

    Gdzie chcesz być za 10lat?”; „Jak wyobrażasz sobie swoje życie zawodowe za 10lat?”.

    Każdy szukający pracy, spotkał się z takimi pytaniami. Czasem, te pytania powracają, jako senny koszmar, w trakcie którego budzisz się, krzycząc: Co ja mam odpowiedzieć?? Co odpowiedzieć???

    Continue reading “Człowiek jako niedokończony projekt? O obsesji rozwoju i pogoni za…?” »

    Gdy tchu już brak… o ludziach z depresją.

    Czasem coś człowiek usłyszy, podsłucha.

    Pani bez depresji: „Iksińska ma podobno depresję, a widziałam ją na mieście”.

    Druga Pani bez depresji: „Telefonów to nie odbiera, a na miasto chodzi”.

    Jak to jest z tymi ludźmi, kolegami z pracy, znajomymi? Mają depresje? Czy tylko udają?  Skoro mają tę depresję to jak to możliwe, że po mieście łażą, zamiast zamknąć się w mieszkaniu i się w depresji zatracać. Co to za czasy? Raz mieć, a raz łazić po mieście… Co jest z tymi ludźmi? Nawet jak mają depresję, to się nie umieją spójnie zachować (sic!). A najgorsi są ci, co mają depresję, a nie mają zwolnienia od lekarza, tylko tak wyglądają jakoś depresyjnie. Nie mogą się w domu zamknąć? I naprawdę zacząć chorować?

    Continue reading “Gdy tchu już brak… o ludziach z depresją.” »

    BURNT – czy tylko Bradley Cooper w swoich filmach może się zmienić? Kilka refleksji, o ludziach, którzy dostali się na dno

    Lubimy historie, które zmieniają głównego bohatera.

    Hrabia Monte Christo wraca po latach i z miłego, niewinnego młodzieńca, przeistacza się w demona zemsty. Następnie, zgodnie z przewidywaniami widza lub czytelnika, wykańcza wszystkich obrzydliwców. Pani/Pan Doubtfire – ojciec, gdy uświadamia sobie, że stracił rodzinę, w przebraniu pani niani, opiekuje się dziećmi. Jako niania, sprawdza się w opiece nad dziećmi lepiej, niż gdy był „sobą”. Pat Solitano Jr., bohater Poradnika pozytywnego myślenia, także wraca… Wraca ze szpitala psychiatrycznego. Pobyt w psychiatryku i wielomiesięczne refleksje na temat zakończonego rozwodem związku, sprawiają, że chce zmienić „swój styl myślenia”. Zmienia się jego życie. Co prawda zmiany nie są takie, jakich oczekiwał, ale to nowe, jest dla niego chyba najlepsze. Kmicic, ksiądz Robak, Frodo, Bilbo Baggins, Batman… Wiele nazwisk, pseudonimów, które moglibyśmy wymieniać przez długie godziny, to wszystko historie, w których bohater się zmienia. Lubimy takie opowieści. Statyczni, idealni bohaterowie nużą. Są niewiarygodni. Zbyt idealni i zbyt odlegli od nas, śmiertelników. Ciągnie nas do historii o POWROTACH i ZMIANIE, być może dlatego, że one pokazują, że jeszcze nie wszystko stracone. Film Burnt to jedna z takich historii. Jeżeli tylko „przebijemy się” przez trywialny, polski tytuł Ugotowany, który sugeruje, że film jest raczej adresowany do miłośników programów kulinarnych, w trakcie których, widz poświęca dwie godziny obserwując gotowanie zupy; potem ogląda łzy i inne emocje związane z tą zupą; a na końcu, słucha wyznań osób, które tę zupę gotowały, o tym jak bardzo zmieniło się ich życie, gdy biegali od spiżarni do garnka. Na szczęście Burnt to nie jest o tym… No dobra, powiem prawdę, nie tylko o tym;)

    Continue reading “BURNT – czy tylko Bradley Cooper w swoich filmach może się zmienić? Kilka refleksji, o ludziach, którzy dostali się na dno” »

    Czego można nauczyć się od… KURY?

    Z czym kojarzy Ci się kura? Jeżeli w dzieciństwie oglądałeś Muppet Show, to niewątpliwie kojarzysz długonosego Gonzo. Ten stwór kochał kury. Stadko kur, energicznie gdacząc, wspierało Gonzo podczas jego „występów”. Kury były z nim prawie zawsze. Natomiast białkoholikom, miłośnikom diet wszelakich, którzy unikają „niezdrowego” telewizora, kura kojarzyć się raczej z „zaleceniem dietetyka”. Dietetycy kochają kury, a dokładniej ich piersi. Nie ma przecież nic zdrowszego, niż dawka, nafaszerowengo antybiotykami, białego mięsa. Kura, czy to jako muza Gonzo, czy też inspiracja dietetyków, nie wydaje się chyba nikomu, stworzeniem, od którego możemy się czegoś nauczyć… A jednak! Gdzieś, wcale nie tak odległej galaktyce, praktykuje kurzy mistrz Yoda, który uczy ludzi, jak obchodzić się z kurami. Na pewnym Ranczu Stokrotka, twoja „głowa” dostaje dawkę wiedzy o zwierzakach – o tym jak się uczą; a twoja „ręka” dostaje „narzędzie” kliker, oraz chochelkę z karmą dla kur. Następnie, trzy dni spędzasz w kurniku z ziarnem i 7 ludzkimi towarzyszami oraz ośmioma ptakami. Po trzech dniach: twoja kura rozpoznaje kartę (moja rozpoznawała ósemkę karo); przeciąga wózek; kręci się na sygnał i… pewnie robiłaby znaczenie więcej, gdybyś jej nie przeszkadzał i lepiej ją uczył. Szkolenie jest dedykowane przede wszystkim dla osób, które… Właśnie dla kogo? Kto może spędzić kilka dni swojego życia w kurniku?  Po co na takie szkolenie jedzie psycholog, który na co dzień pracuje… z koroną stworzenia, homo sapiens?

    Continue reading “Czego można nauczyć się od… KURY?” »

    Spotlight. Warto czasem „zobaczyć”, a nie tylko „patrzeć”.

    Niektóre zwierzęta widzą w ciemności. Niestety, korona stworzenia, czyli człowiek, zmysły ma dość słabo rozwinięte. Ułomność człowieka polega też na tym, że „w dzień”, często także nie dostrzega rzeczy, które powinien zobaczyć. Niestety, wśród nas jest wiele osób, które tylko bezrefleksyjnie „omiatają” wzrokiem swoją rzeczywistość. Tylko „paczą”. Jak weekendowi klienci, chodzący po galeriach handlowych. Tylko obserwują, ale nie są w stanie wyciągnąć żadnych wniosków. Obca jest im „ocena”, tego co się wokół dzieje; „refleksja” nad tym, czego są udziałem, na jakie plugastwa pozwalają; „zinterpretowanie” działań otoczenia, najbliższych, bo to wszystko wymagałoby jakiejś reakcji od nich. A oni są przecież tymi „dobrymi”. „Dobrzy Niemcy”. Oni tylko patrzą, nie interpretują, nie nazywają… Nie są w stanie? Czy nazwanie tego, co dzieje się wokół nich, w czym współuczestniczą, byłoby dla nich zbyt trudne? Czy są tak tępi? Tak naiwni? Tak ufni? Czy tak obojętni, bo „to przecież ich nie dotyczy”, oni tylko patrzą. Tylko obserwują… Continue reading “Spotlight. Warto czasem „zobaczyć”, a nie tylko „patrzeć”.” »