Archiwum

Otagowane ‘zespół‘

Postanowienie noworoczne lidera projektu

Nowy Rok, to czas licznych deklaracji i obietnic, które formułujemy w stosunku do własnej osoby. Może tym razem, warto przygotować jakieś postanowienia, na których nie będą korzystali tylko producenci plastrów nikotynowych oraz środków na odchudzanie? Podobno te właśnie produkty najczęściej łączą się z postanowieniami noworocznymi. Czy w tym roku możesz zrobić coś więcej poza odchudzaniem się i rzucaniem palenia? Może czas na „liderskie” postanowienia noworoczne?

Continue reading “Postanowienie noworoczne lidera projektu” »

Lubimy słuchać historii? „Szef w relacji zespołem”. Subiektywnie o książce, zawodnikach SUMO, Adventure Race i ludziach…

„Jeżeli czytasz  jakąś książkę i ze wszystkim się, w tej książce zgadzasz, to…tracisz czas”. Dawno, dawno temu usłyszałam takie zdanie od jednego z wykładowców. Przeczytałam właśnie taką książkę. W trakcie jej lektury często miałam wrażenie, że „to chyba nie tak”; „tak się nie robi”, „to by chyba nie wyszło”, „takie rzeczy to tylko w jednej sieci (jak nawoływała jedna z reklam)”, a jednocześnie „coś sprawiało”, że czytałam książkę dalej i byłam ciekawa „jak rozwinie się akcja”. Główny bohater książki – „szef” – zgodnie z zasadami pisania scenariusza Hitchcock’a może zginąć dość szybko, bo już w drugiej fazie procesów grupowych. Na szczęście, jeżeli szef przeżyje zachowania swojego zespołu, ma szansę „pod koniec filmu” usłyszeć pytanie „No dobrze, szefie, to co dalej?”. Nie jest to już jednak pytanie bezradnej grupy, która nie wie co robić, tylko początek pracy z zespołem, z mądrymi ludźmi. Książka streszczona w trzech zdaniach? Czy warto ją przeczytać? Odpowiedź na to pytanie, przyszła sama, gdy jeden z uczestników szkolenia, zapytał mnie dzisiaj czy poleciłabym „coś” do poczytania o zarządzaniu ludźmi. Pierwszym tytułem był  właśnie ta książka – „Szef w relacji z zespołem” Agnieszki Zych i Roberta Zycha. W tak prosty sposób zadział efekt świeżości. Dopiero co przeczytana książka staje się „godna polecenia”? Co sprawiło, że poleciłam dziś tę publikację?

Continue reading “Lubimy słuchać historii? „Szef w relacji zespołem”. Subiektywnie o książce, zawodnikach SUMO, Adventure Race i ludziach…” »

Duch nr2 – Opowieść wigilijna dla kolegów z pracy, czyli Dickens dla tych, których to „nie dotyczy”, którzy się „nie wtrącają”, którzy „nie oceniają”. Cała prawda o zdradach i zdradzie… w organizacji i poza nią.

Kontynuując cykl opowieści wigilijnych, dziś – w części drugiej – dręczymy tych, których powinien odwiedzić DUCH (NIE)Lojalności.

Continue reading “Duch nr2 – Opowieść wigilijna dla kolegów z pracy, czyli Dickens dla tych, których to „nie dotyczy”, którzy się „nie wtrącają”, którzy „nie oceniają”. Cała prawda o zdradach i zdradzie… w organizacji i poza nią.” »

O tym co najważniejsze… dla szefa. Motywacja pozafinansowa, czyli jak życie szefa wpływa na motywację do pracy jego pracowników.

Dawno, dawno temu w odległej galaktyce, pewna pani psycholog i dwóch właścicieli pewnej firmy rozmawiają o braku motywacji.

Pan X z dużym zaangażowaniem opowiada, o swojej firmie, którą prowadzi razem z przyjacielem, Panem Y. Z dumą podkreśla jakich świetnych dwudziestu ludzi zatrudnił. Raz w roku, firma organizuje „pewne wydarzenie”, unikatowe w branży. Bierze w nim udział około 200-300osób. Dla firmy taka cykliczna impreza, oznacza intensywną pracę całego zespołu. Kolejne „wydarzenie” odbędzie się za około dwa miesiące, a Pana X martwi zachowania pracowników. Jakoś tak mniej chętnie od jakiegoś czasu organizują, mają coraz mniej pomysłów. Nie widać już po nich dawnego entuzjazmu. Pana X martwi ten brak zaangażowania i motywacji.

Pan X: Chcemy żeby nam Pani pomogła. Pani ma tyle energii. Po Pani widać zaangażowanie… Może by Pani porobiła z nimi takie spotkanie grupowe, żeby pracowników tak zmotywować i żeby coś fajnego powymyślali.

Pan Y, drugi właściciel, opowiada jeszcze o ludziach, firmie, pracy, klientach. Rozmowa powoli zbliża się do końca, gdy…

Pan X: Teraz będzie się już z Panią kontaktował mój przyjaciel Y. Ja wyjeżdżam. Nie będzie mnie przez miesiąc, wracam na dwa tygodnie przed „wydarzeniem”. Przez kilka dni będę musiał się zregenerować, bo zmiana czasu, i w ogóle ta moja wyprawa jest bardzo wyczerpująca. Wyjeżdżam co roku i doskonale wiem, jak się potem czuję. Przez kilka dni jestem nieprzytomny. Tak tydzień przed „naszym wydarzeniem”, to bardzo chętnie chciałbym się włączyć w to, co Pani będzie robić. Ja co prawda, wtedy mam masę rzeczy na głowie, bo zawsze ten tydzień wcześniej trzeba jeszcze tyle rzeczy zorganizować, zrobić, poprawić…, ale chciałbym tym moim ludziom pomóc… Zależy mi na ludziach.

Hmmm…. I to jest ten moment, w którym muszę, w ułamku sekundy podjąć decyzję, czy powiedzieć Panu X, że jest… (tutaj szukam odpowiedniego słowa, opisującego jego bezmyślność i bezrefleksyjność).

Jeżeli dobrze Pana zrozumiałam, to przed bardzo ważnym wydarzeniem dla Pana firmy, wyjeżdża Pan na miesięczną wyprawę? Robi Pan tak od kilku lat. Pana pracownicy, podczas przygotowań „wydarzania” nie widzą szefa, nie widzą jego pracy? Wraca Pan, kilkanaście dni wcześniej i poprawia, zmienia pracę zespołu, w której Pan nie uczestniczył? Jak Pan sądzi jak to wpływa na motywację Pana ludzi, którzy dla Pana pracują?

– Mocno to Pani uprościła. Przecież jest jeszcze Y. Jest nas dwóch. – mówi Pan X, kierując się emocjonalnie w strefę focha.

A jak Pan myśli jak wpływa to na motywację Pana wspólnika, gdy w tak ważnym okresie pracy firmy, pan wyjeżdża? – odpowiada niezrażona Pani psycholog

– Przecież jakby komuś to przeszkadzało, to by mi powiedział. U nas jest otwarta komunikacja. Każdy może przyjść i mi wszystko powiedzieć. Y – powiedz, czy masz coś przeciwko moim wyjazdom. – Pan X patrzy na Y.

Zapadła długa, niezręczna cisza… Pan Y milczał. Pan Y powoli i spokojnie przemówił: Mówiłem ci, żebyś przemyślał daty, swoich wyjazdów.

Pan X wyszedł na papierosa.

Pan Y powiedział do pani psycholog: „Dziękuję”.

Fajni, zaangażowani ludzie z pasjami, zakładają firmy. Swoją energią zarażają innych, pracowników, klientów. Dobrze się z takimi ludźmi pracuje. Mają energię i pomysł na życie także w życiu prywatnym. Ci ludzie muszą doładować swoje akumulatory. Wyjazd, hobby to świetny sposób na takie doładowanie. Ale czasem warto pomyśleć jak to, co się robi, wpływa na współpracowników i pracowników. Cała firma pracuje bardzo intensywnie. Ludziom zależy, żeby ich praca była jak najlepsza, a osoba dla której to robią – właściciel firmy – jest „na drugiej półkuli”. Kilkanaście osób pracuje, rozwiązuje problemy, a szef w tym czasie wrzuca wspaniałe relacje ze swojej podróży, na wszystkie możliwe portale społecznościowe. Pracownicy widzą to, a sami właśnie zostają dłużej w pracy, bo coś się „znowu” stało. Pojawił się kolejny problem. To, co jest atutem szefa – jego otwartość, zaangażowanie, nastawienie na działanie – staje się jego „długim ogonem”, wadą, przesadnym nasileniem danej cechy. Szef działa, jest zaangażowany ale jest na drugim końcu świata. Takie zaangażowanie, zaangażowanie w inne sprawy,  nie te „nasze”, demotywuje. A kolejne zdjęcie wrzucone na Instagram lub FB przez szefa, na którym sączy drinka z palemką, doprowadza do szału, gdy mija właśnie dziesiąta godzina bycia w pracy…

Chcesz mieć zmotywowanych pracowników, zaangażowanych w sprawy firmy?

Sam musisz pokazać swoje zaangażowanie w codziennej pracy. Nie wystarczy tylko mówić jak ważna jest dla ciebie firma. Nie wystarczy zatrudnić zmotywowanych, pełnych energii ludzi, jeżeli potem, samemu nie uczestniczy się w żaden sposób w zadaniach, które firma realizuje. Takich zaangażowanych pracowników, taki szef jak Pan X demotywuje najszybciej.DSC01150

Czasami ludzie pytają jak motywować pozafinansowo… czasami wystarczy ich po prostu przestać demotywować finansowo.

 

Marsjanin w firmie? Refleksyjny przewodnik dla tych, którym nikt nie pomaga i wokół których pracują sami źli ludzie!

On: Co teraz czytasz?

Ona: Marsjanina

On: O czym to jest?

Continue reading “Marsjanin w firmie? Refleksyjny przewodnik dla tych, którym nikt nie pomaga i wokół których pracują sami źli ludzie!” »

Zapiski z wioski smerfów. O Smerfie Marudzie i jego (nie)pracy ku (nie)chwale organizacji!

Socjolodzy twierdzą, że podobno każdy z nas zna 300osób, z którymi jest po imieniu (Wiseman, s.64). To całkiem spora grupa ludzi. Znamy nie tylko ich imiona. W każdym z nas siedzi psycholog, znawca duszy ludzkiej, który WIE co(?), kto(?) i dlaczego(?).  Zdarzają się błędy w ocenie innych, szczególnie, gdy próbujemy zinterpretować motywy postępowania innych. Większość jednak ludzi wokół nas, udałoby nam trafnie, bez użycia testów psychometrycznych scharakteryzować. Gdybyśmy byli złośliwi, nadalibyśmy ich jakieś przydomki. Może inspirujące w tym nazywaniu byłby bajki z dzieciństwa. Kto z nas nie kojarzy Smerfetki, Ważniaka, Papy Smerfa, Lalusia? Trafność diagnoz wynika stąd, że się z nasze „smerfy” obserwowaliśmy w różnych sytuacjach. Obserwowaliśmy co robili. Jak się zachowywali. Mogliśmy słuchać historii, które o sobie opowiadają. Słyszeliśmy opowieści o ludziach z ich otoczenia, szefach, współpracownikach, partnerach. Czasem, niestety, wielokrotnie zmuszani byliśmy do słuchania tych samych narracji. Nie wszyscy znajomi maja dobrą pamięć, a niektórzy mają „za dobrą” i dlatego wciąż zaśmiecają spotkania towarzyskie tymi samymi historiami, o tym co im się w życiu przydarzyło lub tysiącami szczegółów, które interesują tylko ich. Niestety czas mija, ale długość historii w przypadku pewnych ludzi, wciąż pozostaje ta sama. Jakby obawiali się, że jeżeli kilka razy do roku nie usłyszymy tej samej opowieści, to nasze życie straci sens. Niektórzy znajomi, najwyraźniej „litując się nad nami”, zmieniają co jakiś czas grupę społeczną (sytuacje takie potocznie nazywamy „rozstaniem” lub „rozwodem”(sic!)), dzięki czemu „tam” są powiewem świeżości, a my oddychamy z ulgą nie musząc już walczyć o tlen w trakcie słuchania ich monologów (wewnętrzna walka z samym sobą, czyli instynktami co podpowiadają „zabij” a wymogami społecznymi „wysłuchaj”, pochłania ogromne zasoby energii, stąd zapotrzebowanie na tlen(sic!)). Wszyscy jesteśmy mieszkańcami prywatnej wioski smerfów. W naszej wiosce dałoby się całkiem wygodnie i spokojnie żyć, gdyby nie… SMERF MARUDA.

Continue reading “Zapiski z wioski smerfów. O Smerfie Marudzie i jego (nie)pracy ku (nie)chwale organizacji!” »

WYJŚCIE EWAKUACYJNE. Czy istnieje „merchandising biurowy” i czy to w jakiej przestrzeni pracujemy wpływa na nas?

Sala spotkań. Sala konferencyjna.

Miejsce w firmie, w którym ludzie czasem się spotykają. Czasem pracują wspólnie ku chwale organizacji. Czasem mają dyskutować. Czasem mają rozwiązywać problemy. Czasem mają prowadzić spotkania dyscyplinujące lub interwencyjne. Różne rzeczy powinni w tej sali robić… Ta sala to też miejsce, do którego są przyprowadzania „obcy” – ci obcy to goście, przyszli pracownicy, dostawcy, ludzie.

Stół. Krzesła. Biała, magnetyczna tablica na ścianie. Kompletna pustka. W tej sterylnej przestrzeni tylko jeden napis. Przyciąga wzrok, wabi. Umysł szuka jakiegokolwiek punktu zaczepienia. W tej projektowanej na modłę PRLowskich szpitali sali, tylko ten napis skupia uwagę: WYJŚCIE EWAKUACYJNE.

czarno biały

WYJŚCIE EWAKUACYJNE – obietnica czy ostrzeżenie? Jesteś na spotkaniu i jedyny element, który przyciąga twój wzrok, to napis „wyjście ewakuacyjne”. Czy to to wpływa na twoje zachowanie na spotkaniu? Jak to wpływa na twoją percepcję sytuacji w której się znalazłeś? O czym możesz myśleć, gdy jedyne litery, które jesteś w stanie złożyć w sensowną całość brzmią „WYJŚCIE EWAKUACYJNE”.

Continue reading “WYJŚCIE EWAKUACYJNE. Czy istnieje „merchandising biurowy” i czy to w jakiej przestrzeni pracujemy wpływa na nas?” »

Pytania do Pana Cogito… z rozwiązywania, zmieniania i kończenia. Czy człowiek może się zmienić?

Czy każdy konflikt da się rozwiązać? – to pytanie zadaje uczestnik szkolenia, który charakteryzuje się przenikliwym spojrzeniem. Zadający pytanie uczestnik patrzy tak, jak tylko umie patrzeć ten, kto zna odpowiedź. W spojrzeniu pytającego widać całą historię jego „KONFLIKTU„. Konfliktu, którego „się nie dało„. Uczestnik patrzy i chce usłyszeć potwierdzenie, że czasem się nie da. Ekspercka odpowiedź trenera da mu komfort, że jego doświadczenie jest „normalne” a prowadzący szkolenie trener „wie jak jest„. Przecież „w tej” jego, konkretnej sytuacji nie dało się nic zrobić.

Czy z każdym można się dogadać? – zrozpaczone spojrzenie innego uczestnika, który z nadzieją czeka, że trener, w którym chce teraz widzieć mamę lub tatę, powie „tak, tak, z każdym”. A ta odpowiedź pozwoli na regres do krainy dzieciństwa. Oczywiście trener, powinien też dodać, że  „wszystko będzie dobrze” lub „i żyli długo i szczęśliwie”. Niestety, rechot innego uczestnika z sali, i sarkastyczne a może bardzo realne „ale nie z nim!!!”, dość szybko, wszystkich sprowadza na ziemię sali szkoleniowej. „Nie z każdym można…” a z niektórymi „nawet nie chcemy!” – dopowiada ten obdarzony łaską sarkazmu i trzeźwego spojrzenia na świat. Śmieją się. Śmieje się też uczestnik zadający pytanie „czy z każdym można się dogadać”, z miną jakby się właśnie dowiedział, że świętego Mikołaja nie ma, a te prezenty były od rodziców.

A co zrobić, gdy on…? A co zrobić, gdy ona…? No dobrze, a jak ludzie…? A jak rozpoznać…? A jak zdemaskować…? Jak się zachować…? A jak człowiek udaje…?

Setka pytań w kole fortuny konfliktu, niestety w loży ekspertów nikogo obiektywnego. Wszyscy umoczeni we własnym doświadczeniu „suflują  (…) swoje dobre rady/jak zawsze/zawsze/bez skutku„. Wtedy, czasem, człowiek chce czy nie chce, zaczyna się czuć jak Pan Cogito.

Continue reading “Pytania do Pana Cogito… z rozwiązywania, zmieniania i kończenia. Czy człowiek może się zmienić?” »

Uwaga! Uwaga! Poszukiwana! Poszukiwany… Debil! Jeżeli to ty, zgłoś się!

Niektórzy ludzie jak się do nich nie krzyknie, to nie rozumieją. Niektórzy też jak się nie zaklnie, to nie rozumieją co się do nich mówi. Z debilami inaczej nie można..” . Takie wypowiedzi czasem słyszę od uczestników szkoleń i podczas coachingów. Pracuję od 16lat, prowadzę 7,8 (a czasem więcej) szkoleń w miesiącu i muszę się przyznać, że jakoś nie udało mi się spotkać takiego Debila. Te prawie 200 sób miesięcznie być może są zbyt małą próbką. Czasem nawet – motywowana ciekawością; taką ciekawością, nie tylko ciekawością psychologa, ale taką zwykłą, ludzką ciekawością – pytam uczestników szkoleń, czy być może wśród nich jest taki Debil, który nie rozumie co się do niego mówi, jeżeli się do niego przełożony (mistrz, lider, kierownik, dyrektor) nie wydrze, dodając kilka słów z literką „R” w środku, lub „Ch” na początku. Continue reading “Uwaga! Uwaga! Poszukiwana! Poszukiwany… Debil! Jeżeli to ty, zgłoś się!” »

PR w pracy? PR pracy? PR pracownika? – czyli dzień, w którym uświadomiłem sobie, że trzeba mówić ludziom, co robię w pracy, a nie tylko mówić im, co oni mają robić!

-„Tato, tato, a co ty robisz w pracy?”. Z pozoru banalne pytanie.

-„No jak co robię. Pracuję”.

-„Ale co ty tam robisz?” – dopytuje mały potwór.

Jeszcze dwie, trzy dekady temu, odpowiedź na to pytanie małoletniego, nie wymagała zbytniego wysiłku. Dziś, też kilku szczęśliwców może z uśmiechem powiedzieć: tata gasi pożary (strażak), mama leczy chorych ludzi (psychiatra☺); tata jeździ tramwajem (motorniczy) i tak dalej… Podobno najgorzej mają mamy, bo one na pytania dzieci, najczęściej odpowiadają „mama chodzi do pracy”. Continue reading “PR w pracy? PR pracy? PR pracownika? – czyli dzień, w którym uświadomiłem sobie, że trzeba mówić ludziom, co robię w pracy, a nie tylko mówić im, co oni mają robić!” »