O tym jak się wraca na tarczy i o porażkach, z których „nie da się zrobić sukcesu”
„I czy warto było to wszystko rzucać , żeby teraz wracać na tarczy?” – jak odpowiedzieć na takie pytanie? Czym kieruje się człowiek, który pyta w ten sposób bliską osobę?
To pytanie zostało zadane Juli. Kim jest Julia?
Julia to:
Julia nie istnieje naprawdę. Wśród nas jest jednak wielu ludzi, którzy wiedzą, czują, że coś przegrali. Są nieszczęśliwi. Oni wiedzą, że coś w swoim życiu zrobili źle. Wiedzą, że decyzja, którą podjęli była błędna. Są w takim momencie swojego życia, w którym żadna z fejsbukowych mądrości, nie będzie w stanie zracjonalizować ich porażki. Teksty w stylu: „dostajemy to, czego potrzebujemy, a nie tego, czego chcemy”; „wszystko jest po coś”; „masz wpływ na wszystko”; „twoje szczęście zależy tylko od ciebie”, już na nich nie działają. Kiedyś, w swoim życiu lajkowali te tysiące mądrości o niewiadomym pochodzeniu, bo dzięki temu wiedzieli, że „będzie dobrze”, „wszystko się uda„. Wierzyli w mądrości, z bajek Cohelo, że „Kiedy czegoś gorąco pragniesz, to cały wszechświat działa potajemnie, by udało Ci się to osiągnąć.” Niestety okazało się to nieprawdą. Bardzo chcieli, podjęli działania, a wszechświat im nie pomógł.
Julia wróciła do domu „na tarczy”. Podobno spartańskie matki mówiły do swoich synów: „wróć z tarczą” (czyli bądź zwycięzcą); albo „na tarczy” (przyniesiony przez towarzyszy, martwy). Obie opcje były dla spartańskich matek dopuszczalne, niedopuszczalny był powrót bez tarczy. Oznaczał tchórzostwo – opuszczenie pola bitwy. To była ta najgorsza perspektywa. Matka Juli o tym nie wie. Nie wie o tym, że ludzie często podejmują złe decyzje. O tym, jak bardzo źle wybrali, dowiadują się dopiero po jakimś czasie. Matka Juli nie wie, że życie to nie tylko pasmo sukcesów, ale też powroty „na tarczy”. Nie wie, że człowiek na tarczy, dopóki się nie podniesie, potrzebuje obecności drugiego człowieka i wsparcia. Ktoś go z tego pola bitwy musi przynieść, zaopiekować się nim, zanim nie będzie się w stanie podnieść.
„I czy warto było to wszystko rzucać , żeby teraz wracać na tarczy?”
Czy to zdanie to wsparcie dla osoby, która przegrała? Czy to wyrzut? Czy z tylu zdań, które bliska osoba mogłaby powiedzieć, w tak trudnym momencie, matka musiała wybrać właśnie te? Dlaczego tak często nie pozwalamy ludziom zapomnieć o ich błędach? Czy raniąc ich, w tak pokręcony sposób, chcemy mieć pewność, że drugi raz nie popełnią takiego błędu? Czy egoistycznie, symbolicznie, robimy sobie dobrze, bo przecież MY od początku wiedzieliśmy, że „to się nie uda”? Teraz tylko, tak „delikatnie” przypominamy o tym, z perspektywy bezpiecznego obserwatora. Dlaczego ludzie nie pozwalają nam zapomnieć? Czy wierzą, że podkreślanie porażki, pomoże pozbierać się bohaterowi jego osobistego dramatu?
Żyjemy w czasach, w których ważny jest sukces. Musi nam wychodzić, musimy być szczęśliwi. Nieszczęście, porażkę możemy zaakceptować tylko, jeżeli to etap do szczęścia. Porażkę akceptujemy, tylko wtedy, gdy opowiada ją „lokalny zwycięzca”, który był w egzystencjalnym i życiowym dołku, ale…
Następnie w jedynie słuszny i skuteczny sposób, przeformułował własne doświadczenia i już teraz wie, że ta porażka była mu bardzo potrzebna. Dzięki tej porażce, zbudował teraz swoją biznesową historię, opowiada ją jako mówca motywacyjny, zarabia dzięki niej. Lata taki po okolicy – lokalny feniks – co otrzepał już piórka z popiołów i fruuuu w stronę wschodzącego słońca, opowiada jak cudownie jest przeżyć porażkę.
A co z tymi, którzy nie chcą swoją porażkę „przeformułować”; „zracjonalizować”, „zrobić z niej sukcesu”? Co z tymi, którzy nie są w stanie znaleźć w tym, co im się przydarzyło nic pozytywnego? Może chcą po prostu zapomnieć. Niezmuszania do analizowania porażki. Potrzebują też ludzi, którzy nie będą oczekiwali samobiczowania, ale po prostu powiedzą „dobrze, że wróciłaś Julio”.
Od ludzi, którzy są obok, gdy oni „leżą na tarczy”, potrzebują też odrobiny spokoju, żeby się pozbierać. Bez wybiegania w przyszłość. Czasem trzeba spróbować zebrać myśli i zdefiniować czy w ogóle chce się żyć. Znaleźć chociaż jeden powód dlaczego dalej warto żyć. Dzięki temu, może będzie ta sytuacja będzie tylko etapem w nich życiu, ale nigdy nie da się z tego zrobić sukcesu.
Katarzyna Grochola (2005) Osobowość ćmy. Wydawnictwo autorskie Katarzyna Grochola, Elżbieta Majcherczyk.