Blog

CLICKBAIT czy historia o zwolnionym pracowniku?

CLICKBAIT czy historia o zwolnionym pracowniku?

Czasem, w sobotnie popołudnie, po ciężkim tygodniu pracy i obiedzie, zamiast przeczytać książkę, co zerka okładką i z wyrzutem o sobie przypomina, siadam przed komputerem i rzucam się w wir klikania. Szukam czegoś „nowego”. Przyznaję, że dziś na szczęście dla mnie, dość szybko klikać przestałam, bo na samym początku tego działania, wpadłam na wpis o „zwolnionym pracowniku” na LinkedIn. Ponad 700 polubień, ponad 200komentarzy, komentarz osoby, którą znam i lubię… to wszystko sprawiło, że dałam się złapać. Magia liczb. 700 wygląda mi na więcej niż tylko reakcje kolegów z tajnej grupy #zróbmysobiedobrzewsieci czy równie popularnej #tykliknieszmniejaciebie. Moje popołudnie zaczęłam więc od historii, a może historyjki o człowieku, który był świetnym handlowcem, pojechał na targi do Warszawy, tam się okazało, że dostał wypowiedzenie na spotkaniu z „Całym Zarządem”. Tenże CałyZarząd zabrał mu samochód służbowy, kazał wziąć udział w targach branżowych, dał bilet na pociąg do Wrocławia.

Czytam ze zrozumieniem, więc „coś” mi w tej historii (chociaż wzorowanej na najlepszych biblijnych wzorcach, przypowieściach, w których człowiek udaje się w podróż, a tam spotykają go różne niepowodzenia) nie pasowało.

Może to wszystko prawda? Może każe się człowiekowi brać udział w targach, żeby reprezentował firmę, z której właśnie został zwolniony? Może są gdzieś szefowie, kompletnie pozbawieni umiejętności myślenia przyczynowo-skutkowego, która pozwala przewidzieć, że skoro ktoś został właśnie zwolniony, to może być słabą reprezentacją firmy na targach? Zakładam jednak, że jeżeli ktoś – jak opisany szef – był w stanie uknuć demoniczny plan, ściągnięcia handlowca do Warszawy pod pretekstem targów, wręczenia mu wypowiedzenia, to zakładał, że inna forma rozwiązania z nim umowy, może być obarczona ryzykiem niezadowolenia pracownika, wyrażonym w niechęci do oddania służbowego samochodu czy innych zasobów. Taki człowiek, lub grupa ludzi, byliby więc też w stanie przewidzieć, że proszenie tego handlowca by reprezentował firmę na targach, jest po prostu głupie. Nie trzeba zbyt dużej inteligencji emocjonalnej, społecznej, czy jakiejkolwiek, by to przewidzieć. Umiarkowany poziom psychopatii też wystarczy, żeby tę prawidłowość zobaczyć.

Czytam historyjkę i wyłapuję kolejną nieścisłość, skoro szef chce żeby człowiek brał udział w kilkudniowych targach, czy daje mu do ręki bilet na pociąg powrotny? Na dodatek bilet na pociąg wieczorem, czyli nasz bohater musiał był sam z biletem na ulicach nieprzyjaznej stolicy przez kilka godzin… Dość paskudny ten CałyZarząd.

Chcę jednak uwierzyć autorowi historyjki. Szukam czegoś, co sprawi, że mu uwierzę. W tekście upokorzony bohater wraca do Wrocławia o 1w nocy. Z ulgą konstatuję, że jest taki pociąg. O 1:04 na Wrocław Główny, przyjeżdża InterCity z Warszawy. Czyli to jednak jest prawda (sic!). Co za ulga!  Inni czytelnicy, bardziej obyci z podłością ludzką, nie mieli takich wątpliwości jak ja. Nie musieli też tak wnikliwie czytać tekstu. W komentarzach czytam o podłych szefach, którzy nie umieją zwalniać; wybierają terminy zwolnienia w urodziny; zwalają na covid; zwalniają najlepszych, bo „taka to Polska rzeczywistość”. Czytając komentarze, dochodzę do wniosku, że świat szefów:

  • to świat socjopatów, którzy polują na ważne daty w życiu pracownika, by właśnie w tym dniu go zwolnić. Ulubione daty dla takich wydarzeń to urodziny, wesela, komunie; wyjątkowo zajadli szefowie wybierają: zaręczyny, rocznice ślubu rodziców, a wyjątkowi koneserzy dręczenia pracowników wybierają – miesięcznice związków i urodziny znajomych(sic!) ?
  • to świat sabotażystów, którzy próbują wykończyć własne firmy, zwalniając najlepszych pracowników. Przecież każdy szef planuje jak pozbyć się najlepszego pracownika  „bez powodu” i „bez uprzedzenia”.
  • to grupa ludzi, która na pewno ma jakieś strony, na których dzieli się sposobami jak wykończyć najlepszych, wykorzystując hasztagi #kolejnydzieńwktórymupokorzyłemkolejnegopracownika, bo ta powtarzalność doświadczeń komentujących musi wskazywać, że istnieje jakiś poradnik jak zwolnić w wyjątkowo upokarzający sposób.
  • Komentarze to kilku zdaniowy opis sytuacji. Ludzie piszą w nich o kawałku swojego doświadczenia. Czy mogą je zniekształcać? Czy mogą wybrać to, co pasuje do ich wersji świata? Czy mogą zdeformować percepcję tego doświadczenia, gloryfikując siebie, a z osoby wręczającej wypowiedzenie zrobić, socjopatę, zło wcielone? Czy jest to możliwe, że za tą tak trudną emocjonalnie, społecznie  sytuację, całą odpowiedzialność chcemy zrzucić na osobę, która nas zwolniła? Czy jest jakaś chociaż mała możliwość, że poza psychopatycznym charakterem jest inny powód, przez który straciliśmy pracę? Czy jest możliwe inne wyjaśnienie?

    Czytając komentarze mam wrażenie, że większość szefów, których ja spotykam, to dewianci, jakieś wyjątkowo rzadkie egzemplarze.

    Szefowie, których poznałam w swojej pracy w większości:

  • wcześniej, zanim pracownika zwolnili, przygotowywali z nim programy naprawcze, przeprowadzali rozmowy itp.
  • mają doświadczenia, że pracownikowi przez x-miesięcy nie mogą wręczyć wypowiedzenia, bo „uciekł na lewe L-4”.
  • stresują się rozmową zwalniającą. Chcą się do niej jak najlepiej przygotować. Dzwonią, spotykają się, dopytując czy można „to” „tak” powiedzieć pracownikowi…
  • wiedzą, że wśród swoich obowiązków mają też „zwalnianie”, ale nie jest to ich ulubiona „rozrywka” i nie mają za każdego zwolnionego pracownika nacięcia na biurku. Sytuacje rozwiązania umowy z pracownikiem, traktują w kategoriach trudnego doświadczenia.
  • jeżeli z jakiegoś obiektywnego powodu, muszą zwolnić dobrego pracownika, próbują mu pomóc znaleźć pracę.
  • nie zwalniają najlepszych pracowników. Jeżeli sami się zwolnili, to chętnie ich przyjmują z powrotem, jeżeli chcą wrócić do firmy.
  • Czy tylko ja mam takie szczęście? Do takich ludzi? Czy to jest tylko „moja Polska” rzeczywistość?

    A może ta historyjka tylko CLICKBAIT?

    To pytanie pojawiło się w kilku komentarzach.  Tekst, który ma zapewnić autorowi „lajki”, „klikanie”. Tekst emocjonalny, uruchamiający nasze poczucie, że „świat nie powinien tak wyglądać”, „żaden bóg tak nie chciał”, „bohaterów nie razi się prądem” itp. Chcąc naprawić więc to zło, które wyrządził zły-zarząd-z-Warszawy dobremu-handlowcowi-z-Wrocławia, piszemy komentarz. „Też to przeżyłem, ale już jest dobrze”, „kolega kolegi też tak miał” – oswajamy doświadczenie. „Jaka to firma???” – krzyczymy, chcąc ukarać ich odpowiednim wpisem na ich firmowej stronie? „Taka jest Polska właśnie”… Emocjonalny tekst, emocjonalne komentarze.

    Jaki jest morał z tej opowieści? Ilu czytelników po przeczytaniu ponarzeka dzisiaj na złych szefów, którzy tylko czekają na koniec miesiąca żeby zwolnić nas sprawiedliwych i dobrych? Czy my jako czytelnicy tej przypowieści o człowieku wędrującym własnym samochodem do Warszawy, tam sponiewieranym i upokorzonym, który jednak zebrał swój dobytek w dwie torby i wrócił, wyciągnęliśmy jakiś pozytywny morał, poza tym, że jadąc do innego miasta na spotkanie z szefem, warto usunąć ze służbowego samochodu prywatne rzeczy, zabrać ciepłą kurtkę i samodzielnie sprawdzić połączenia kolejowe, żeby nie czekać aż do 20.45 na dworcu Warszawa Główna?

    Czy o to chodziło autorowi CLICKBAIT?

     

    ps. Wszystkich czytających, u których pojawi się podejrzenie, że jestem niepoprawną optymistką,  chciałam uspokoić, że „słyszałam” wiele mrożących krew w żyłach historii o szefach, psychopatach z różnych części Polski i tych „zagranicznych” też. Mówili mi je wiarygodni ludzie. Mam też personalia tych szczególnie niebezpiecznych i w miarę możliwości ostrzegam przed nimi rodzinę i przyjaciół. 🙂 Na szczęście nie poznałam ich osobiście.

     

    Leave Reply