Archiwum

Napisane przez

Ilu psychopatów przypada na m² twojej przestrzeni życiowej? Rozważania o mężu, który chciał ukarać swoją żonę.

Pewien Pan, uważał, że żona go źle traktuje. Postanowił ją ukarać. Do kawy wrzucił jej trutkę na szczury i środki psychotropowe. Pani źle czuła się po baristycznych popisach Pana. Kawa przestała jej smakować. Z większą uważnością, przyjrzała się zawartości opakowania. W pudełku zobaczyła różowe kuleczki. Poszła na policję. Mąż swoje postępowanie tym, że chciał się na żonie „odegrać”, „zemścić”(?). Nie chciał zabić żony, chciał tylko żeby „dostała za swoje”. Continue reading “Ilu psychopatów przypada na m² twojej przestrzeni życiowej? Rozważania o mężu, który chciał ukarać swoją żonę.” »

Efekt hipopotama – refleksje o kolegach, hipopotamach i Afrykarium (wszyscy z Wrocławia)

SIEDZI W WODZIE. Z boku, przez szklaną szybę widać dużego hipopotama, który SIEDZI W WODZIE. Oczywiście jego SIEDZENIE można nazwać odpoczywaniem, relaksowaniem się po wegetariańskim posiłku. Można próbować znaleźć w tym SIEDZENIU jakiś sens…, ale dalej dla obiektywnego obserwatora pozostanie ono SIEDZENIEM W WODZIE. Widok z góry na hipopotama równie pasjonujący… SIEDZI W WODZIE. I nagle pojawia się u obserwatora myśl, a może by tego hipopotama jakoś ruszyć, poruszyć, zmusić do popływania ku uciesze obserwatora. Natrętna myśl by coś wrzucić hipopotamowi do wody, szybko zostaje odżegnana przez odpowiedzialność obserwatora – nie wolno nic hipopotamowi wrzucać(!).

Continue reading “Efekt hipopotama – refleksje o kolegach, hipopotamach i Afrykarium (wszyscy z Wrocławia)” »

PR w pracy? PR pracy? PR pracownika? – czyli dzień, w którym uświadomiłem sobie, że trzeba mówić ludziom, co robię w pracy, a nie tylko mówić im, co oni mają robić!

-„Tato, tato, a co ty robisz w pracy?”. Z pozoru banalne pytanie.

-„No jak co robię. Pracuję”.

-„Ale co ty tam robisz?” – dopytuje mały potwór.

Jeszcze dwie, trzy dekady temu, odpowiedź na to pytanie małoletniego, nie wymagała zbytniego wysiłku. Dziś, też kilku szczęśliwców może z uśmiechem powiedzieć: tata gasi pożary (strażak), mama leczy chorych ludzi (psychiatra☺); tata jeździ tramwajem (motorniczy) i tak dalej… Podobno najgorzej mają mamy, bo one na pytania dzieci, najczęściej odpowiadają „mama chodzi do pracy”. Continue reading “PR w pracy? PR pracy? PR pracownika? – czyli dzień, w którym uświadomiłem sobie, że trzeba mówić ludziom, co robię w pracy, a nie tylko mówić im, co oni mają robić!” »

(Nie)obecni szefowie – czyli nie da się zarządzać nie zarządzając… Czego możemy się nauczyć od Howard’a Schultz’a. Starbucks po raz drugi.

W psychologii zarządzania i w ogóle w psychologii podkreśla się, że nie ma czegoś takiego jak jedna recepta na człowieka.Nie ma jednego uniwersalnego sposobu oddziaływania na ludzi. Nie ma jednego sposobu, które wpływałyby na każdego człowieka w taki sam sposób. W psychologii mówimy raczej o prawidłowościach. Jedną z nich jest zasada, opisujące procesy uczenia się. Ludzie uczą się obserwując innych ludzi w codziennym życiu. Szef też człowiek. Do modelowania, bo tak się ten proces nazywa, dochodzi też, gdy patrzymy na to co robi, albo czego nie robi nas przełożony.

Continue reading “(Nie)obecni szefowie – czyli nie da się zarządzać nie zarządzając… Czego możemy się nauczyć od Howard’a Schultz’a. Starbucks po raz drugi.” »

Historia jednego rozkazu…

Komenda, rozkaz to idealny patent na zarządzanie ludźmi. Wydajesz jednoznaczne polecenie, pracownik pokrzykuje „Tak jest ukochany Panie i Szefie Mój”, a ty szczęśliwy i zadowolony odchodzisz do swoich zadań. Co więcej codziennie wracasz do ukochanej pracy, bez której nie mógłbyś żyć. W twojej świetnie zorganizowanej firmie każdy wie,  co ma robić, każdy wie co należy do jego zadań. Idealna firma, idealny proces i ty idealny szef, uwielbiający zarządzanie innymi.  Continue reading “Historia jednego rozkazu…” »

Sztuka kochania – film o Michalinie Wisłockiej?

„Przeklęta baba się uparła”. Ten tekst dość często pojawia się w filmie ”Sztuka kochania” Uparła się, że….?

Continue reading “Sztuka kochania – film o Michalinie Wisłockiej?” »

bakeMAnia – dla tych, którym chce się żyć:)

Uwaga!!! W tekście wprost i bez skrupułów, reklamuję pewnych ludzi i pewne miejsce.

Czy zastanawiałeś się kiedyś co daje ci poczucie szczęścia?

Kiedy czujesz się szczęśliwy? Chodzi o tę dawkę endorfin, która sprawia, że troszkę bardziej chce się żyć. Guru od szczęścia mówią: pobiegaj; myśl pozytywnie; zrób coś dla siebie. Tysiące rad jak żyć, a ty i tak biedaczku, czasem wpadasz w dół. Z tej perspektywy, wzgórza samozadowolenia i szczęścia wydają się bardzo odległe. Co wtedy może pomóc? Inny człowiek? Banalna odpowiedź, biorąc pod uwagę, że człowiek jest zwierzęciem stadnym, oczywiste jest to, że obecność innych ludzi, może dać mu szczęście. Problem to odpowiedni dobór tych ludzi. Nie każdy, niestety, kontakt to 100% gwarancja poczucia, że warto żyć. Świat marud, którym życie nie wyszło – bo żona nie taka; mąż nie spełnia oczekiwań; dzieci nie takie; szef nie taki; praca nie taka – sprawia, że zniechęcamy się do kolejnych spotkań. Wybieramy własne przytulne kąciki na kanapie i bezpiecznie odcinamy się od wampirów energetycznych, przy których żyć się nie chce.

Gdzie znaleźć ludzi, przy których człowiek ma szansę poczuć, że warto?

Continue reading “bakeMAnia – dla tych, którym chce się żyć:)” »

O tym co najważniejsze… dla szefa. Motywacja pozafinansowa, czyli jak życie szefa wpływa na motywację do pracy jego pracowników.

Dawno, dawno temu w odległej galaktyce, pewna pani psycholog i dwóch właścicieli pewnej firmy rozmawiają o braku motywacji.

Pan X z dużym zaangażowaniem opowiada, o swojej firmie, którą prowadzi razem z przyjacielem, Panem Y. Z dumą podkreśla jakich świetnych dwudziestu ludzi zatrudnił. Raz w roku, firma organizuje „pewne wydarzenie”, unikatowe w branży. Bierze w nim udział około 200-300osób. Dla firmy taka cykliczna impreza, oznacza intensywną pracę całego zespołu. Kolejne „wydarzenie” odbędzie się za około dwa miesiące, a Pana X martwi zachowania pracowników. Jakoś tak mniej chętnie od jakiegoś czasu organizują, mają coraz mniej pomysłów. Nie widać już po nich dawnego entuzjazmu. Pana X martwi ten brak zaangażowania i motywacji.

Pan X: Chcemy żeby nam Pani pomogła. Pani ma tyle energii. Po Pani widać zaangażowanie… Może by Pani porobiła z nimi takie spotkanie grupowe, żeby pracowników tak zmotywować i żeby coś fajnego powymyślali.

Pan Y, drugi właściciel, opowiada jeszcze o ludziach, firmie, pracy, klientach. Rozmowa powoli zbliża się do końca, gdy…

Pan X: Teraz będzie się już z Panią kontaktował mój przyjaciel Y. Ja wyjeżdżam. Nie będzie mnie przez miesiąc, wracam na dwa tygodnie przed „wydarzeniem”. Przez kilka dni będę musiał się zregenerować, bo zmiana czasu, i w ogóle ta moja wyprawa jest bardzo wyczerpująca. Wyjeżdżam co roku i doskonale wiem, jak się potem czuję. Przez kilka dni jestem nieprzytomny. Tak tydzień przed „naszym wydarzeniem”, to bardzo chętnie chciałbym się włączyć w to, co Pani będzie robić. Ja co prawda, wtedy mam masę rzeczy na głowie, bo zawsze ten tydzień wcześniej trzeba jeszcze tyle rzeczy zorganizować, zrobić, poprawić…, ale chciałbym tym moim ludziom pomóc… Zależy mi na ludziach.

Hmmm…. I to jest ten moment, w którym muszę, w ułamku sekundy podjąć decyzję, czy powiedzieć Panu X, że jest… (tutaj szukam odpowiedniego słowa, opisującego jego bezmyślność i bezrefleksyjność).

Jeżeli dobrze Pana zrozumiałam, to przed bardzo ważnym wydarzeniem dla Pana firmy, wyjeżdża Pan na miesięczną wyprawę? Robi Pan tak od kilku lat. Pana pracownicy, podczas przygotowań „wydarzania” nie widzą szefa, nie widzą jego pracy? Wraca Pan, kilkanaście dni wcześniej i poprawia, zmienia pracę zespołu, w której Pan nie uczestniczył? Jak Pan sądzi jak to wpływa na motywację Pana ludzi, którzy dla Pana pracują?

– Mocno to Pani uprościła. Przecież jest jeszcze Y. Jest nas dwóch. – mówi Pan X, kierując się emocjonalnie w strefę focha.

A jak Pan myśli jak wpływa to na motywację Pana wspólnika, gdy w tak ważnym okresie pracy firmy, pan wyjeżdża? – odpowiada niezrażona Pani psycholog

– Przecież jakby komuś to przeszkadzało, to by mi powiedział. U nas jest otwarta komunikacja. Każdy może przyjść i mi wszystko powiedzieć. Y – powiedz, czy masz coś przeciwko moim wyjazdom. – Pan X patrzy na Y.

Zapadła długa, niezręczna cisza… Pan Y milczał. Pan Y powoli i spokojnie przemówił: Mówiłem ci, żebyś przemyślał daty, swoich wyjazdów.

Pan X wyszedł na papierosa.

Pan Y powiedział do pani psycholog: „Dziękuję”.

Fajni, zaangażowani ludzie z pasjami, zakładają firmy. Swoją energią zarażają innych, pracowników, klientów. Dobrze się z takimi ludźmi pracuje. Mają energię i pomysł na życie także w życiu prywatnym. Ci ludzie muszą doładować swoje akumulatory. Wyjazd, hobby to świetny sposób na takie doładowanie. Ale czasem warto pomyśleć jak to, co się robi, wpływa na współpracowników i pracowników. Cała firma pracuje bardzo intensywnie. Ludziom zależy, żeby ich praca była jak najlepsza, a osoba dla której to robią – właściciel firmy – jest „na drugiej półkuli”. Kilkanaście osób pracuje, rozwiązuje problemy, a szef w tym czasie wrzuca wspaniałe relacje ze swojej podróży, na wszystkie możliwe portale społecznościowe. Pracownicy widzą to, a sami właśnie zostają dłużej w pracy, bo coś się „znowu” stało. Pojawił się kolejny problem. To, co jest atutem szefa – jego otwartość, zaangażowanie, nastawienie na działanie – staje się jego „długim ogonem”, wadą, przesadnym nasileniem danej cechy. Szef działa, jest zaangażowany ale jest na drugim końcu świata. Takie zaangażowanie, zaangażowanie w inne sprawy,  nie te „nasze”, demotywuje. A kolejne zdjęcie wrzucone na Instagram lub FB przez szefa, na którym sączy drinka z palemką, doprowadza do szału, gdy mija właśnie dziesiąta godzina bycia w pracy…

Chcesz mieć zmotywowanych pracowników, zaangażowanych w sprawy firmy?

Sam musisz pokazać swoje zaangażowanie w codziennej pracy. Nie wystarczy tylko mówić jak ważna jest dla ciebie firma. Nie wystarczy zatrudnić zmotywowanych, pełnych energii ludzi, jeżeli potem, samemu nie uczestniczy się w żaden sposób w zadaniach, które firma realizuje. Takich zaangażowanych pracowników, taki szef jak Pan X demotywuje najszybciej.DSC01150

Czasami ludzie pytają jak motywować pozafinansowo… czasami wystarczy ich po prostu przestać demotywować finansowo.

 

Mówili o nim „Babiarz” – czyli dla wszystkich czytelników, którzy mają córki, żony i „kolegów” z takim pseudonimem, a nie mieli jeszcze okazji zapoznać się ze słowem STALKING

Nie ma większego komplementu dla trenera niż być zaproszonym do firmy, dla której już wcześniej pracował. Mija jakiś czas. Wchodzisz do przestrzeni, którą już poznałeś, znasz ludzi, przeszedłeś się po hali produkcyjnej. Oni też cię pamiętają i chcą. Czasem zdarza się, że pomimo upływu czasu, kojarzysz nawet konkretnych ludzi z tej organizacji, których spotkałeś kilka lat wcześniej. Zapamiętałeś na przykład jednego, który był taki „fajny”, „wygadany”, „sympatyczny”. Człowieka, który na szkoleniu dużo mówi, łatwo jest zapamiętać. Opowiada taki o sobie, o pracy. Po prostu idealny uczestnik szkolenia. Mija rok, dwa, może więcej (szczęśliwi czasu nie liczą). Wracasz do tej firmy. Masz spotkanie z działem HR, kimś z kierownictwa i chcąc w pewnym momencie jakoś tak niezobowiązująco zagaić, pytasz o… na przykład tego uczestnika, którego zapamiętałeś. Pytasz o niego, bo ci się wydaje, że taki to ci się fajny temat do rozmowy. W końcu człowiek, którego wspominasz był fajny. To, co dzieje się po zadaniu tego pytania, przypomina sceny, które znasz tylko z filmów, czas staje, wszystko zwalnia… W tle powinna pojawić się muzyka jak z fimów Hitchcock’a. Widzisz twarz pracownika HR i już wiesz, że… to było „złe pytanie”. Bardzo złe! Nie uda się tej sceny wyciąć, bo to wszystko jest „na żywo”. Pracownik HR, po chwili jednak, przypomina sobie, że można ci zaufać, że jesteś „swój człowiek”, że z tobą o tym można porozmawiać. Rysy mu łagodnieją i mówi:

On dostał dyscyplinarkę. Sprawa jest w sądzie. Wymuszał na swoich pracownicach seks. Nic o tym nie wiedzieliśmy, dopóki jedna z pracownic nie przyszła i nie powiedziała co się dzieje. Najpierw nikt jej nie wierzył, ale jak nam pokazała smsy, które miała od niego… Czasem miała po kilkadziesiąt nieodebranych połączeń.

Nie wiem jak do tego mogło dojść. Jak on to zrobił, że nikt nie wiedział? Dziewczyny były tak zastraszone, że żadna nic nie mówiła. Pamięta go Pani. Taki otwarty, ekstrawertyk. Miał opinię babiarza, ale nikt nie przypuszczał, że on te kobiety tak dręczy…

Wie pani, to jest małe miasteczko. On mieszka niedaleko naszego dyrektora. Kilka razy, dyrektor podrzucił go do pracy. Samochód był w naprawie. Wysiadali razem z auta, blisko siebie mieszkali. Ludzie myśleli, że on ma świetne relacje z dyrektorem. Chyba dlatego nikt nic nie mówił.

Dziewczyny, jak zaczęły mówić, to opowiadały, że najpierw próbował poderwać „grzecznie”. Opowiadał jak go żona nie rozumie, jak do domu nie chce wracać. Jakie ma piekło, że jego związek to fikcja, a z żoną jest, bo była w ciąży. Taki biedny miś. Jak się dziewczyna na to łapała, to potem po kilku miesiącach ją zostawiał. Jak nie dawała się poderwać, to się zaczynało… smsy, zastraszanie, szantaże, gorsze zadania w pracy.  STALKING…

Continue reading “Mówili o nim „Babiarz” – czyli dla wszystkich czytelników, którzy mają córki, żony i „kolegów” z takim pseudonimem, a nie mieli jeszcze okazji zapoznać się ze słowem STALKING” »

Czego można nauczyć się od… KURY?

Z czym kojarzy Ci się kura? Jeżeli w dzieciństwie oglądałeś Muppet Show, to niewątpliwie kojarzysz długonosego Gonzo. Ten stwór kochał kury. Stadko kur, energicznie gdacząc, wspierało Gonzo podczas jego „występów”. Kury były z nim prawie zawsze. Natomiast białkoholikom, miłośnikom diet wszelakich, którzy unikają „niezdrowego” telewizora, kura kojarzyć się raczej z „zaleceniem dietetyka”. Dietetycy kochają kury, a dokładniej ich piersi. Nie ma przecież nic zdrowszego, niż dawka, nafaszerowengo antybiotykami, białego mięsa. Kura, czy to jako muza Gonzo, czy też inspiracja dietetyków, nie wydaje się chyba nikomu, stworzeniem, od którego możemy się czegoś nauczyć… A jednak! Gdzieś, wcale nie tak odległej galaktyce, praktykuje kurzy mistrz Yoda, który uczy ludzi, jak obchodzić się z kurami. Na pewnym Ranczu Stokrotka, twoja „głowa” dostaje dawkę wiedzy o zwierzakach – o tym jak się uczą; a twoja „ręka” dostaje „narzędzie” kliker, oraz chochelkę z karmą dla kur. Następnie, trzy dni spędzasz w kurniku z ziarnem i 7 ludzkimi towarzyszami oraz ośmioma ptakami. Po trzech dniach: twoja kura rozpoznaje kartę (moja rozpoznawała ósemkę karo); przeciąga wózek; kręci się na sygnał i… pewnie robiłaby znaczenie więcej, gdybyś jej nie przeszkadzał i lepiej ją uczył. Szkolenie jest dedykowane przede wszystkim dla osób, które… Właśnie dla kogo? Kto może spędzić kilka dni swojego życia w kurniku?  Po co na takie szkolenie jedzie psycholog, który na co dzień pracuje… z koroną stworzenia, homo sapiens?

Continue reading “Czego można nauczyć się od… KURY?” »