Blog

Bo tamta Pani mnie inspiruje… rzecz o kosmitach (co żyją wśród nas), motywacji (co ją czasem tracimy), mówcach motywacyjnych (co wiedzą jak żyć) i koncertach (które czasem pomagają przeżyć…)

Kompletnie nie wiem co będę robić jutro. – stwierdza jeden z bohaterów sitcomu Trzecia Planeta od Słońca.

TO FASCYNUJĄCE!!!!!! – z zachwytem, entuzjazmem i rozbrajającym uśmiechem (których niestety wielkie, pogrubione litery i wykrzykniki nie są w stanie w pełni oddać) podsumowuje tę sytuację kosmita, Dick Solomon, grany przez John’a Lithgow.

Kosmita w ciele Dicka Solomona to entuzjastyczny świr. Radość, tak jak małemu dziecku, daje mu każdy dzień. Wszystko jest nowe. Wszystko jest dla niego niespodzianką. Poznawanie ludzi na Ziemi to dla Dicka niekończąca się przygoda. Przygoda, która przynajmniej w pierwszych 20 odcinkach, nakręconych w 1996roku, daje mu energię i chęć do życia. Dickowi „chce się być na Ziemi”! „Chce się mu poznawać Ziemian”. Chce o nas jak najwięcej wiedzieć. Jesteśmy dla niego tak fascynujący, że postanawia przedłużać nawet misję na naszej planecie. Oglądając kolejne odcinki można się zastanowić kiedy, w której z sześciu serii sitcomu kręconej do 2001roku, ten zapał mu (lub scenarzystom) osłabnie. Sześć lat entuzjazmu wykończyłoby przecież każdego. Żyjąc z Ziemianami musi się przecież zarazić „ludzkim wirusem STMB” (wirus SiłTchuMotywacjiBrak), którego jednym z pierwszych objawów jest wcale nie niewinnie brzmiące zdanie: „mam już dość”. Obserwacja istot ludzki wskazuje, że ich procesy motywacyjne przypominają sinusoidę. Skąd to wiadomo? O swoich wzlotach i upadkach, Ziemianie informują na wiele sposobów. Można o tym usłyszeć w banalnych dialogach, w któryś ktoś mówi: „Nie chce mi się”  lub „Ale dziś mam energię!!!”. W zależności stanu emocjonalnego można podsłuchać jak Ziemianie podśpiewują przy goleniu: „mam tę moc, mam tę moc” czy „spadam, nie czuję ciała”. Spadek poziomu kondycji psychofizycznej istot ludzkich następuje  z różnych powodów i w różnych okresach życia. Niby człowiek wie, że jego życie  cechuje cykliczności, że po ciepłych dniach przychodzą zimne; po nocy, dzień itp itd. Szczególnie dobrze to wie, gdy obserwuje życie innych istot – przyjaciół, sąsiadów czy członków rodziny. Wspierając swoich bliskich, wierząc w to co mówią, Ziemianie wygłaszają wtedy najróżniejsze sentencje: „następny rok będzie lepszy”, „wszystko się ułoży”, „wszystko w życiu jest po coś”, „co cię nie zabije, to cię wzmocni” itp. Ze zdziwieniem stwierdzają też, że na twarzy kolegi dostrzegają w takich sytuacjach raczej powątpiewanie, niż wiarę w lepsze jutro. Co ciekawe, wszystkie te złote myśli ziemianie zapominają, gdy doświadczenie dołu sinusoidy, staje się ich rzeczywistością. Baudelairowski spleen dopada Ziemian z zegarmistrzowską precyzją. Dopadnie każdego. Kwestia czasu. Co wtedy? Jak żyć Pani Psycholog? Jak żyć?

Gdybyśmy mieli na lepszym poziomie lekcje języka polskiego, gdy dopada nas spleen, moglibyśmy wyrecytować, że jesteśmy „niby król państwa dżdżu i niepogody,/Bogaty, lecz nie mocny; stary, chociaż młody(…)[1].” Niestety obsesja naszej polonistki (lub polonisty – oni wszyscy mają jakieś swoje obsesje;)), która nie chciała omawiać nic, co nie miało związku z romantyzmem lub Dostojewskim sprawiła, że chociaż czujemy się jak “(…)stary buduar, pełny róż zwiędniętych,/Gratów pełny niemodnych i sukien pomiętych[2], to nie uda nam tego wyrazić w poetycki sposób. Wpadamy więc na depresyjne, “nienawistne gwiazdom cmentarne pustkowie[3]”, a pod “ciężkimi całunami śniegu[4]” nie chce nam się cokolwiek, gdziekolwiek i z kimkolwiek zrobić. Intuicja podpowiada nam, że warto byłoby wtedy mieć gotową ściągę z własnego życia. Gotową listę odpowiedzi na „proste” pytania. Ważną i pomijaną informacja (lub zapisaną małą czcionką) jest to, że żeby lista działała, trzeba by ją zapisać wcześniej, bo w momencie, gdy dopada nas spleen, a ”niebo ołowiane cięży jak pokrywa[5]”, raczej na żadne z pytań, nie odpowiemy w sposób, który pomoże nam w radzeniu sobie z ołowianym ciężarem naszym stanów emocjonalnych.

Jakie to pytania?

Co daje ci energię?

Co cię inspiruje?

Co sprawia, że masz więcej siły?

Co sprawia, że się zaczynasz uśmiechać?

Wykonywanie jakich czynności, daje ci zadowolenie, radość?

Co lubisz robić i daje ci to energię?

Co daje kopa do życia?

Co sprawia, że… ci się chce?

Czy umiemy na te pytania jeszcze odpowiedzieć? Czy realizując głównie cudze oczekiwania, jeszcze potrafimy sobie przypomnieć kiedy uśmiechamy się do własnego życia? Czy umiemy znaleźć odpowiedź na pytanie „Co sprawia, że… mi się chce?”? Co zrobić żeby w ogóle żyć się chciało? Co odpowiedzieć człowiekowi, który niestety nie jest kosmitą, dla którego nie jest ekscytujące co stanie się jutro? Czy można takiemu człowiekowi pomóc? Czy ona sam może sobie pomóc? Czy ty możesz sobie w takiej sytuacji pomóc?

Co ty doradziłbyś Dickowi Salomonowi, gdyby dopadł go wirus STMB (wirus SiłTchuMotywacjiBrak)?

Podobno wśród Ziemian, niesamowicie skuteczny jest udział w spotkaniach/warsztatach/szkoleniach z-bardzo-znanymi-mówcami-motywacyjnymi. Zastanawiające jest, przy takiej skuteczności tych spotkań, dlaczego nie są one obowiązkowe, jak szczepionki. Dlaczego uczestnictwo w takim spotkaniu  czy spektaklu , w którym czasem uczestniczy tysiąc lub więcej ludzi(?), jest tylko dla tej „garstki” wybranych? Co więcej, wybrańcy na takim spotkaniu nie wyglądają jakby mieli problemy z motywacją, bo dzielnie klaszczą, wstają, przebierają nóżkami. Wyglądają jakby mieli problem z wolną wolą, ale nie z motywacją(sic!). Tysiąc osób, bierze udział w profesjonalnie przygotowanym show, podczas którego można posłuchać kilku prawd, kilku pseudoprawd, i pewnej dawki „nieprawd”. Prawdy są w formie przystępnych opowieści; półprawdy w postaci naciąganych dowód ze „słynnych, nie tylko amerykańskich” badań, które w pozytywistycznym paradygmacie badawczym oblewają. A nieprawdy? Nieprawdy to „osobiste doświadczenie, uogólniane na wszystkich” i przytaczane jako prawidłowości, prawa. Skoro mówca „tak ma”, lub „miał”, lub ktoś o kim mówi „też tak ma”, to naturalnie wszyscy niscy, wysocy, łysi i ci nadmiernie pokryci szczeciną, mają dokładnie tak samo. W tym show, uczestniczy wielu ludzi, którzy chcą się po spotkaniu poczuć lepiej niż przed nim. Wspaniały, rozwojowy motyw, skazujący i uczestników i mówcę na sukces. Mówca motywacyjny opowiada historie, z których morał jest prosty: będzie lepiej; zmiana jest ok; ty jesteś ok; wszystko się dobrze skończy; jeżeli podejmiesz działania, możesz zmienić coś w swoim życiu; zrób pierwszy krok. Chcemy to słyszeć, chcemy w to wierzyć. Jak małe dzieci, przyzwyczajone do końca bajki „i żyli długi i szczęśliwie”, my też jak dziecko w nas chce usłyszeć „wszystko się uda, możesz mieć kontrolę nad własnym życiem. To jest proste. Szczególnie jeżeli mieszkasz na bezludnej wyspie, sam. Wtedy kontrola nad własnym życiem jest 100%. Ja sam, mieszkałem na takiej wyspie. Chociaż, gdy usłyszałem to pierwszy raz, trudno było mi w to uwierzyć”. „I ja tam byłem i miód i wino piłem” – uwiarygadnia bajkę narrator. Możemy nie wierzyć w skuteczność  praktyk mówców motywacyjnych, ale dla wielu ludzi są one tym, czymś „po czym chce się żyć”.

Czy obserwowanie człowieka na scenie, który ma energię, widać, że lubi swoją pracę, może dać nam energię także słuchaczom?IMG_5784 - wersja 2

Byłeś kiedyś na koncercie? Czy poczułeś podekscytowanie, podziw, sympatię do osoby na scenie? Czy czułeś energię, słuchając wykonania jakiegoś kawałka? Czy po wyjściu z koncertu „chciało ci się”? Być może nie musisz zapłacić kilkuset złotych za miejsce w pierwszym rzędzie na „show-z-bardzo-znanym-mówcą-motywacyjnym”, może wystarczy zapłacić 20,30, 50zł za bilet na Babu król, dr Misio czy Kasię Nosowską(?). Kilku ludzi na scenie, którzy… śpiewają, gadają, grają. Mówią do Ciebie. Dziękują ci, że przyszedłeś na ich koncert. Widzisz na ich twarzach emocje. Widzisz jak grają, jak się wygłupiają. Jak stają się poważni. Jak czasem bardzo spokojnie – w kontraście – do wcześniejszego utworu, mówią o tym, że ten za chwilę jest bardzo prawdziwy, dotyczy ich życia, przeżyć, świata. Wsłuchujesz się w niego, próbując zrozumieć o co chodzi. Próbujesz rozkodować znaczenia te usłyszeć konkretny utwór. Do podświadomość podobno trudno trafić racjonalną ścieżką. Muzyka, tekst (dobry tekst!!!!) zbliża nas do jakiegoś „absolutu”, doświadczenia, które często trudno zwerbalizować. Hasło do naszego „sezamu”, który się otworzy, gdy usłyszmy pierwsze, doskonale znane frazy lub dźwięki. Ten sezam to ogromna dawka emocji, które przychodzą, gdy słyszysz ten utwór. Bo to „wasza piosenka”, „bo kojarzy Ci się z NIĄ”, „bo jest/była o tobie”, bo… Prawie każdy ma taki utwór.

W trakcie koncertu przez prawie dwie godziny obserwujesz ludzi, którzy lubią swoją pracę, którym się chce. Nawet jeżeli ten dzień jest najgorszym w ich życiu, to… profesjonalnie walczą z tym na scenie. Nie marudzą, opowiadając ci o swoich problemach. Oni są w pracy i angażują się w to w 100%. Czy widać, że ktoś jest zaangażowany? Czy widać, że mu zależy? Czy to może dać innym energię? Czy kontakt z taką osobą sprawia, że i tobie się chce?

W trakcie koncertu popatrz na twarze innych ludzi. Szukaj tych uśmiechniętych. Zadowolonych. Warto…

Oczywiście można też polecić naszemu kosmicie „wypróbowany sposób” wielu, seryjnych monogamistów, których hymnem mógłby być fragment jednej piosenek Agnieszki Osieckiej.  „Bo tamta Pani mnie inspiruje. Ja jestem przy niej jak po rosie kwiat”. Nic tak nie daje poczucia, że życie ma sens, jak „nowy” związek. Wpatrzone, zakochane oczy nowego partnera lub partnerki, energię dadzą każdemu marudzie. Nowy partner zachwyca się (bo to to zachwycające jest) słuchając wspólnie utworów muzycznych, tekstów ulubionego wokalisty,  historii na własny temat, wniosków na temat życia i śmierci, opowieści, których nie można przecież opowiadać małżonkowi, lub żonie, z którą jest się dwadzieścia lat, bo on/ona to już wszystko zna i się już tak nie zachwyci… „Stary też to lubi”, ale już nie porzuci wszystkiego by posłuchać.. Codzienność ma inną energię, jest spokojniejsza. A tu dół, kryzys czy inna gadzina się zbliża i musi być zachwyt w oczach bliźniego, bo inaczej spleen. Niestety, niektórzy Ziemianie mają taki problem, że po kilku latach zachwycać przestają… Co wtedy? Ci pragmatyczni, po inżyniersku mogą proces zoptymalizować. Najpierw trzeba policzyć na ile lat wystarczy ci tych wszystkich utworów muzycznych,  historii, anegdot, opowieści o członkach rodziny itp. Określając cykl,  dobrze jest zrobić sobie jeszcze jakiś bufor (kilka zapasowych historii, które obowiązkowo robią z narratora bohatera; dobrze też uporządkować pomysły na prezenty. Wiadomo, paniom na początku związku daje się biżuterię, perfumy, potem płyty, książki… Panom – zawsze skarpetki;)) i… już wiesz, co ile lat musisz szukać nowego strzału motywacyjnego, w postaci nowego faceta, lub kobiety. Co jednak później? Kiedy opowiesz/wysłuchasz już wszystkiego i znowu dojdziesz do „etapu dołu”? Niektórzy, ci odpowiedzialni(?), a może pragmatyczni(?), a może uczciwi(?), zdając sobie sprawę z tego, że rozwód następujący „po etapie inspiracji”, pozbawi ich jednak sił witalnych, i zafunduje mega dół, wchodzą w inną, równie wartościową, ale chwilową relację ze znanym mówcą motywacyjnym, na którego spotkanie jadą kilka razy do roku. A ci, których ja najbardziej lubię, idą na koncert!  A Dick Solomon? Poszedłby na koncert z doktor Mary Margaret Albright, którą wiernie wielbił i adorował (przynajmniej w pierwszych seriach sitcomu).

Jak żyć Pani psycholog? Jak żyć? – Kup bilety na koncert!!!! Idź do ludzi, z ludźmi!

Motywacja to proces, sinusoida. Nie da się cały czas funkcjonować na „najwyższych obrotach”. Zastanów się co daje ci energię zanim dopadnie cię… dół. Odpowiedz na pytania, te wcześniejsze i… w ramach profilaktyki zrób to, zanim pojawią się pierwsze objawy „wirusa STMB”.

 

 

 

Zdjęcie zrobione podczas koncertu Babu Król. 13.12.2015 Stary Klasztor, Wrocław.

Film Trzecia Planeta od Słońca. 1996-2001. 6serii.

[1] Charles Baudelaire Spleen. [w:] Kwiaty zła.

[2] j.w

[3] j.w.

[4] j.w.

[5] j.w.

Leave Reply