Archiwum

Ludzie książki piszą

„Pomiędzy. Historie osób niebinarnych” – kilka refleksji po przeczytaniu książki Renaty Kim

Kobieta czy Mężczyzna? Dwie kratki, w których bez wahania zaznaczamy albo K albo M. Prosty, binarny świat, w którym nie ma się wątpliwości. Większość z nas uznaje płeć za coś oczywistego, wie kim jest. Dla osób cispłciowych „tożsamość płciowa jest przezroczysta, mogą przejść przez całe życie nie konfrontując się z nią”[s.144]. Nie musimy tłumaczyć się ze swojej płci, chybam że jesteśmy atakowani poprzez komentarze w stylu, „że jesteśmy za mało kobiece”; „za mało męscy”; „że powinniśmy o siebie zadbać” (w domyśle kobiety powinny bardziej). Nagle w tej binarnej rzeczywistości pojawia się… OSOBA NIEBINARNA.

Kim jest? Osoby niebinarne nie opisuje ani K ani M. Oni są POMIĘDZY, jak doskonale ujęła to Renata Kim w swoim tytule książki. Płeć warto postrzegać jako kontinuum. Płeć to coś, co przeżywamy, coś co u człowieka, nie można sprowadzić tylko „narządów”. Nie wszystko co się dzieje w naszym umyśle da się sprowadzić płci biologicznej. Ludzie określani jako „two-spirit” istnieli od zawsze w różnych kulturach. Osoby niebinarne czują się „pomiędzy”, lub nie identyfikują się z żadną z płci, nie są efektem obejrzenia kilku seriali na Netflix.

Czy łatwo zrozumieć wątpliwości, poszukiwanie własnej tożsamości, radzenie sobie z dojmującym poczuciem NIEDOPASOWANIA, doświadczanym przez osoby niebinarne, człowiekowi, który „od zawsze” wiedział, że jest chłopcem lub dziewczynką?
Renata Kim pokazuje w swoich rozmowach, jak trudno być osobą niebinarną w naszej rzeczywistości. Jak trudno wytłumaczyć w dychotomicznym świecie, że „ktoś ma inaczej”. Doskonale ujęła to Dagmara Koryluk w jednej z rozmów z Renatą Kim.

„Co to jest niebinarność? Dobre pytanie. Jestem już dwa lata w związku z osobą niebinarną, mam sporo niebinarnych znajomych, ale nadal nie powiem, że rozumiem co znaczy niebinarność. Dlaczego? Bo sama nie jestem osobą niebinarną.”

Czy da się niebinarność wytłumaczyć? Osoby niebinarne wciąż „tłumaczą” bliskim, przyjaciołom, współpracownikom, obcym ludziom kim są.

To „tłumaczenie” to niekończący się coming out, którym często towarzyszy lęk. „Czy inni mnie zaakceptują”, „jak zareaguje najbliższe otoczenie” – te obawy towarzyszą wszystkim osobom, które nie definiują się w heteronomie. Istnieje cała seria oczekiwań, rytuałów społecznych, które ukierunkowują zachowania dziewczynek i chłopców. Problem polega na tym, że osoby niebinarne w tych społecznych oczekiwaniach w stosunku do płci, czują się „niewygodnie”, to nie jest ich. Próba wyjaśnienia rodzicom, że ich dziecko nie czuje się kobietą ani mężczyzną, może niestety nawet u najbardziej dojrzałych, kochających rodziców, wywoływać brak akceptacji i podważanie tego, co dziecko mówi. „Jak to nie jesteś? Przecież jesteś!”. Nawet najbardziej kochający rodzice mogli nigdy w życiu nie słyszeć terminu niebinarność. Każda taka reakcja otoczenia może wzmacniać poczucie osamotnienia, wyobcowania, poczucie ciągłego nie sprostania oczekiwaniom otoczenia. Myślenie o sobie w kategoriach „nie dam rady”, „nie pasuję”, „coś ze mną jest nie tak” może wywoływać depresję, lęk. Co może wtedy pomóc? Za swoją pierwszą reakcję, zawsze możesz przeprosić swoje dziecko. Coming out to moment kiedy warto dziecko posłuchać. To ono wie co się z nim dzieje, jak się postrzega, czego potrzebuje od Ciebie. To ono może być najlepszym edukatorem, który wskaże ci wszystkie potrzebne ci na początku informacje. Posłuchaj, tego, co chce ci powiedzieć.

To „tłumaczenie” to prośba o neutralny język, określone zaimki. Prośba o to używanie innego, niż metrykalne imię, nie polega na tym, że danej osobie się to imię nie podoba. W języku polskim imienia są bardzo mocno związane z płcią. Jeżeli osoba nie utożsamia się z „ONA”, „ON” to dawne imię, nieustannie przypomina o tym, co osoba niebinarna chce zmienić. Wciąż przypomina o tym, że nie jest się pomiędzy, nie pozwala na zmianę. Używanie deadname, metrykalnego imienia, może łączyć się z trudnymi emocjami, poczuciem unieważnienia. Język wpływa na postrzeganie rzeczywistości. Wszystkie formy „ono”, próby odmiany mogą być w naszym języku trudne, ale czytając wywiady Renaty Kim po kilku stronach, zaczęłam dostosowywać się do tej formy narracji. Miałam wrażenie, że im bardziej szanujemy ludzi, ich potrzeby, tym łatwiej jest nam zaakceptować to o co proszę i co jest dla nich ważne.

Nie ma jednego „przepisu” na kobiecość i męskość. Nie ma też jednego „przepisu” na to jak być osobą niebinarną.

Renata Kim pokazuje nam spotkania z różnymi osobami, które zdecydowały się o sobie opowiedzieć. Ta książka to nie jest wywiad z jakaś „wyidealizowaną osobą niebinarną”, to rozmowy z bardzo różnymi ludźmi, na różnych etapach ich życia, z różnymi doświadczeniami. Warto ich historii posłuchać, żeby chociaż trochę lepiej zrozumieć ich samych.

Renata Kim(2024) Pomiędzy. Wydawnictwo Luna

Ilustracje Dawid Grzelak

Na stronie niebinarność.pl znajdziecie więcej informacji o niebinarności.

Dlaczego nikt nie widzi, że umieram? Historie ofiar przemocy psychicznej – o książce Renaty Kim

Dlaczego ON to robi? Dlaczego kłamie? Dlaczego tak się zachowuje? Czemu to zrobił? – pytania, na które często chcą odpowiedzieć Klientki, które są ofiarami przemocy w swoich związkach. Paradoksalnie, część z nich przychodzi na początku do psychologa, żeby zrozumieć partnera, zrozumieć jego motywację. Ta pierwsza motywacja, z którą przychodzą do gabinetu, nie zawsze dotyczy wprost tego co się z nimi dzieje, tego, jak mogą siebie odbudować po przemocowej relacji. Przychodzą zrozumieć… JEGO. Kobieta w relacji z partnerem stosującym przemoc psychiczną próbuje często zrozumieć. Zrozumieć motywy, przyczyny postępowania partnera.

– Proszę mi powiedzieć dlaczego on to robi?

To pytanie wraca wielokrotnie. Czy można na nie znaleźć odpowiedź?

Czy diagnozy: przemoc psychiczna, osobowość narcystyczna, osobowość psychopatyczna, zaburzenia, które charakteryzuje brak wyrzutów sumienia, mogą pomóc osobie, która była w przemocowej relacji?

Siniaki, poranione ciało – w przypadku przemocy fizycznej – pokazuje jednoznacznie, że coś się stało; że coś jest „nie tak”. Ofiara przemocy fizycznej szybciej może też otrzymać pomoc w swoim otoczeniu, które może zobaczyć skutki ataków. W przypadku przemocy psychicznej, tak jak bardzo trafnie ujęła to w tytule swojej książki Renata Kim „(…)nikt nie widzi, że umieram”. Przemocy psychicznej nie widać wprost. Ona się dzieje. Gdy ofiara zaczyna dostrzegać, że partner przekracza granicę w swoich ocenach jej zachowania; okłamuje ją, bardzo często oprawca wmawia jej, że źle zrozumiała, że pomyliła się; albo tłumaczy się, że jest w złej formie, zmęczony, zestresowany, ma kłopoty w pracy. Wina – zawsze jest gdzieś poza nim. On „jest ofiarą”, sprowokowaną przez zły świat, złych szefów, rodziców… To nie on zrobił, on tylko odpowiedział na to, co dzieje się wokół niego.

Renata Kim w swojej książce „Dlaczego nikt nie widzi, że umieram”, pokazuje proces szukania informacji, kupowania książek, czytania o tym, jak wyzwolić się z przemocowej relacji jako jeden z etapów, „zdrowienia”. Świadomie piszę o relacji, a nie związku, bo czasem pracując z osobami, które są ofiarami psychopatycznych partnerów, patrząc na ich opowieść z boku, odnoszę wrażenie, że to nie były związki, tylko „wykorzystywanie”, „używanie drugiego człowieka do własnych celów”, równoległe bycie w kilku intymnych relacjach, a czasem nawet wprost mówienie partnerowi, że „nigdy z Tobą nie będę” przy jednoczesnym niepozwalaniu mu na odejście. Diagnoza – nazwa – pozwala zobaczyć, swoją rolę w relacji z przemocowym partnerem. Tą rolą jest niestety bycie ofiarą.

Nazwanie tego, co działo się w relacji, zobaczenia powtarzalności pewnych sytuacji, zachowań, to ważny element terapii. Poznanie mechanizmów relacji przemocowej, może pomóc w zrozumieniu, swoich własnych. Klientki często mówią mi, że rodzina, przyjaciele, nie mogą uwierzyć, jak one mogły pozwolić na „takie traktowanie”, „jak mogły to znosić”. Otoczenie nie jest w stanie zrozumieć, jak inteligentna, „fajna babka” mogła pozwolić sobie na trwanie w takiej relacji. Otoczenie i sama osoba, która o tym opowiada, nie zdaje sobie jednak sprawy z tego, że partner nie zachowywał się „w taki, patologiczny sposób na pierwszej randce”. Bardzo ważne jest zrozumienie całego procesu „uwikłania osoby” w przemocową relację.

Najpierw jest etap czarodzieja, bombardowanie miłością. Jesteś piękna, mądra, wspaniała. Partner nie wierzy we własne szczęście, że Cię spotkał. Zanim nadejdzie etap kolejny, ofiara narcystycznego, pozbawionego skrupułów partnera, czuje się kochana. Czuje, że cudownie. Kolejny etap do degradacja. Ataki, upokorzenia.

Dlaczego wtedy nie odchodzisz? Renta Kim w swojej książce „Dlaczego nikt nie widział, że umieram”, odpowiada na to pytanie. Przemoc psychiczna to proces. Gdyby partner zachował się tak na pierwszej randce, nie chciałabyś go znać. Początek związku jest jednak cudowny, a przesuwanie granicy następuje stopniowo. Ofiara odcięta od rodziny, przyjaciół nie ma gdzie uzyskać pomocy. Niskie poczucie własnej wartości, wyczerpanie emocjonalne – to postawy, które nie ułatwiają odejścia. Renata Kim opisuje historie kobiet i mężczyzn, którzy byli ofiarami psychopatycznego uwiedzenia. Na ich drodze życiowej, pojawiła się osoba, która nie ma wyrzutów sumienia, która dąży do władzy, kontroli nad partnerem.

Jak do tego doszło? Jak fajna kobieta, fajny facet, mógł się związać z tak patologiczną osobą? Kim opisuje historię takich osób. Z perspektywy czasu, one same nie wiedzą, dlaczego tak się stało. Wychowanie? Problemy z samooceną? Poczucie, że przeżywa się coś wyjątkowego? Poczucie lojalności? Duże cenniejsze od szukania przyczyn, jest po prostu opis mechanizmu uzależnienia od narcystycznego, psychopatycznego partnera.

 

Warto przeczytać. Polecam.

Renata Kim (2021) Dlaczego nikt nie widzi, że umieram… Historie ofiar przemocy psychicznej. Wydawnictwo W.A.B.

Koszt bycia kobietą

Moja 13letnia córka czyta „W 80dni dookoła świata” Juliusza Verne. Ja obok niej czytam „Ile kosztuje żona?” Violetty Rymszewicz. Książka Verne została wydana w 1872roku. Książka Rymszewicz w 2022. 150lat różnicy a obie czytamy o mordowaniu kobiet w Indiach, o paleniu wdów. Obie czytamy o tym, jak młoda kobieta, jest zmuszana przez rodzinę do tego, by spłonąć razem ze zwłokami męża. Fogg i Obieżyświat ratują Panią Aude. Bohaterki reportażu Violetty Rymszewicz nie uratował nikt.

Ile czasu musi minąć, żeby kolejne pokolenia kobiet nie musiały czytać reportaży o przemocy wobec kobiet?

Rymszewicz pisze o przemocy w kulturze różnych krajów, ale konkretne czyny robią konkretni ludzie. Konkretny oprawca gwałci 9letnią dziewczynkę, bo szaman powiedział mu, że dzięki temu wyleczy się z AIDS. Mężczyzna morduje swoją żonę, bo nie była tak uległa jak tego oczekiwał, sprowadzając ją do USA, a wcześniej wybierając ją z katalogu żon. Konkretna rodzina, z wioski kawalerów z Chinach, zbiera pieniądze dla swojego syna, żeby kupił żonę w innym kraju. Przykłady wybrane przez autorkę są oczywiście skrajne, ale ona napisała przewodnika po Indiach, Polsce czy Chinach, ale opisała patologie związane z traktowaniem kobiet. Każdy rozdział, opisuje inne zjawisko, inny świat, w którym nie chciałybyśmy żyć.

Czytając tę książkę wiele razy myślałm o tym, jak to dobrze, że nie urodziłam się w Azji. Jak dobrze, że nie zostanę wdową w Indiach. Jak dobrze, że nie jestem kobietą w żadnym, opisywanym przez autorkę, krajów. Lekturze każdego rozdziału, towarzyszyła ulga, że to, co czytam, nie będzie częścią mojego życia, ani znanych mi kobiet… Niestety ta refleksja nie dotyczyła już ostatniego rozdziału, w którym opisywana jest sytuacja kobiet w Polsce. Przemoc, której nie jesteśmy sobie nawet wyobrazić. W XXI wieku także wśród nas są kobiety, które są maltretowane, więzione w piwnicach swoich oprawców.

Rebecca Solnit napisała w jednej z książek, że „mężczyźni boją się, że kobiety je wyśmieją. Kobiety boją się, że mężczyźni je zabiją”. O tym jest ta książka. O ryzyku bycia kobietą.

Violetta Rymszewicz doskonale opisuje też mężczyzn, a raczej tych „którym nie wyszło”. Rozdziały o incelach, o meżczyznach, którzy kupują lalki – te rozdziały pokazują jak ważne są kompetencje społeczne mężczyzn. Mężczyźni opisywani przez Rymszewicz nie wzięli się znikąd. Ktoś ich wychował. Ktoś był ich matką, ojcem. Ktoś przekazywał im określone wartości, tłumaczył świat. A może w natłoku obowiązków, pracy, spłacania kredytu, zabrakło czasu na „bycie z własnym dzieckiem”? Dzieci się tylko nie uczą się na podstawie tego, co im mówimy. Obserwują nas. To najlepszy proces socjalizacji, przeżywanie z dzieckiem różnych doświadczeń. Jeżeli tego czasu nie ma, jeżeli syn nie widzi relacji ojca, lub innych ważnych dla siebie mężczyzn, z bliskimi im osobami, skąd ma wiedzieć jak sam ma się zachować? Skąd ma wiedzieć jak rozmawiać? Jeżeli nie spędzamy czasu z własnym dzieckiem, nie mamy też okazji, mówić mu o różnych sytuacjach, o ważnych dla nas rzeczach. Trudno mi uwierzyć, że ktokolwiek poradzi swojemu dziecku, „jak nie dogadujesz się z partnerem_partnerką, zamknij go w piwnicy”. Czy jednak to dziecko wie jak okazywać szacunek? Jak okazywać uczucia? Jak rozwiązywać problemy? Incele nie biorą się znikąd. Ksiązka Violetty Rymszewicz to nie jest książka o zamorskich potworach. To książka o ludziach wokół nas…

Violetta Rymszewicz (2022) Ile kosztuje żona? Mroczne sekrety rynku małżeńskiego. Wydawnictwo Znak Koncept.

„Nikt, kto jest w czymś wybitny, nie jest bowiem do końca normalny” – Wright Thompson „Cena naszych marzeń”

Książka „Cena naszych marzeń” to dla mnie kompletne zaskoczenie. Po sportowych biografiach spodziewałam się, historyjek, którymi mówcy motywacyjnie dręczą swoich słuchaczy. Myślałam, że będzie tam sporo banałów o tym, że warto dążyć do celu i być sobą.
Ta książka jest kompletnie inna.
To historie ludzi, którzy coś przegrali; czegoś nie osiągnęli. To historie ludzi z obsesjami, które ich wyniszczają. „Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł”. Urban Meyer – jeden z bohaterów tej książki – umieścił ten cytat w swoim biurze. Każda historia pokazuje człowieka, który odniósł sukces, ale „poniósł szkodę na swojej duszy”. Ci ludzie bywają szczęśliwi, szczęśliwi jednak nie są. Furia, którą czują bywa „produktem ubocznym pragnienia sukcesu”. Życie części  z bohaterów to nieustanna walka o to, by być na szczycie. Czytanie o córkach, które w trakcie zawodów „lepiej żeby nie wchodziły” ojcu w drogę, co unaoczniają dziury w ich drzwiach, nie brzmi jak opis sielankowego życia rodzinnego. Anegdotki o znanym sportowcu, który w szafie przyjaciela wywala i niszczy połowę ubrań i butów, bo „nie są tej firmy”, nie wydaje się najlepszym dowodem przyjaźni. Samotna śmierć koszykarza, któremu nikt nie pomógł w trakcie pojawienia się objawów psychozy. Kompletne osamotnienie znanego piłkarza, jego nieśmiałość(?), niedojrzałość(?). Te historie pokazują ludzi znanych, ale samotnych, prawie każdy z opisywanych przez niego ludzi, ma lub miał jakiś problem.
Thompson wiele razy podkreśla, że „nikt, kto jest w czymś wybitny, nie jest bowiem do końca normalny”.
Dla mnie najciekawszym reportażem był opis poszukiwań 50bokserów, którzy walczyli z Muhammedem Ali. Ta historia genialnie pokazuje, co dzieje się z tymi, którzy nawet nie zdają sobie sprawy, że są tylko tłem dla zwycięscy.  Nazwisko Muhammed Ali kojarzą nawet ludzie nieinteresujący się boksem, ale Jim Robinson zniknął jak tysiące tych„przegranych”.
Czytając książkę, zaznaczam dla siebie cytaty, fragmenty. Lubię do nich wracać. Kiedyś ktoś mi powiedział, że to książkowy jeżyk .Patrząc na bok książki, z zaskoczeniem  zobaczyłam, że tak wiele fragmentów przykuło moją uwagę. To nie jest tylko książka dla miłośników biografii sportowych, to książka, dla wszystkich którzy przeczuwają, że gdy gasną światła, życie może wyglądać trochę inaczej. Lektura pokazuje jak wielkiej pasji może towarzyszyć ogromna autodestrukcja. Dlatego warto ją przeczytać.
Wright Thompson (2022) Cena naszych marzeń. Wydawnictwo Znak Literanova

Seksuolożki – czyli kilka refleksji o tym, dlaczego warto przeczytać książkę Marty Szarejko

Jako dziecko pamiętam serię wydawniczą „Poczytaj mi mamo”, czytając „Seksuolożki” miałam wrażenie, że ta książka powinna rozpocząć serię „Przeczytaj TO mamo”. Marta Szarejko, zrobiła rzecz „prostą”, znalazła niesamowite kobiety i pozwoliła im mówić o tym co robią najlepiej. O ich pracy. Woody Allen w jednym ze swoich wywiadów, powiedział, że cały sekret jego pracy polega na tym, że znajduje bardzo dobrych aktorów, którym pozwala robić to, co umieją najlepiej, czyli grać. Prawda jakie to proste? Marta Szarejko spotkała się z 14terapeutkami, edukatorkami, seksuolożkami i poprosiła je żeby opowiedziały o jednym z elementów ich pracy. Już spis treści „Seksuolożek” przykuwa uwagę. To 14podpisanych zdjęć, 14kobiet. Są w różnym wieku, specjalizują się w różnych zagadnieniach związanych z seksualnością.

Uważam, że każda kobieta powinna przeczytać tę książkę. (Chociaż w dzisiejszym świecie, w którym wiemy, że płeć to coś znaczenie bardziej skomplikowanego niż to, na co wskazują znaczki na drzwiach toalet, i w naszym niebinarnym świecie, może lepiej byłoby powiedzieć, że każdy człowiek powinien ją przeczytać.) Po co? Żeby usłyszeć o kawałku cudzego życia tak intymnego jak seksualność. Izabela Jęderek w pierwszym wywiadzie bardzo trafnie podsumowuje, że problemy z seksulanością, to problemy, których się nie rozwiązuje, to problemy, których musimy się wstydzić (s.27). Nasza seksualność jest osadzona w kontekście kulturowym. Normy, wartości i zakazy dotyczące w naszej kulturze nie sprzyjają o rozmowom o seksie. Dlatego tak niesamowite jest śledzenie rozmowy dwóch kobiet, autorki i każdej z terapeutek, która opowiada o problemach ludzi i dramatach związanych z tym życiem. Pedagożki, psycholożki, lekarki opowiadają o problemach, które nie przychodzą do głowy białym, młodym, średnio zamożnym, heteroseksualnym,płodnym i sprawnym kobietom. Nie zdają sobie sprawy jakie problemy mogą mieć wszyscy ci, którzy nie są nimi. W jak trudnej sytuacji może być kobieta, która w małej miejscowości słyszy, że do ginekologa chodzi się tylko w ciąży, osoby z dysfunkcjami intelektualnymi. Jak ważne może być dla życia młodej kobiety, to co mówią do niej rodzice, gdy dorasta. Jak jeden głupi komentarz, może wpłynąć na życie Jak dostępność pornografii wpływa na to jak się postrzegamy, jak kształtujemy nasze zachowania seksualne. Jak same pozbawiamy się „dziewczyńskości”.

Tytuł seksuolożki sugeruje, że książka jest o seksie, ale to książka o kobiecości, kontekście kulturowym, problemach ludzi, którzy chcą żyć inaczej. Miejscami może szokować. Niektórzy mogą się czuć zawstydzeni. Czasem możesz nie zgadzać się z terapeutkami, które na przykład zniechęcają do udziału w porodach ojców. Czasem truizmem mogą wydawać się zdania, że seksualność kobiety, często budowana jest na zakazach, „tego nie wolno…”, „tak nie wypada…”, „tak nie zachowuje się żona, matka.” Smutne może być to, że w dzisiejszym „poukładanym” życiu, w którym kluczowe są wskaźniki efektywności, plan dnia, seks może stać się kolejnym zdaniem. Punktem na liście dnia, bo tak zaleca internetowy poradnik.

Dużo emocji, dużo refleksji na temat życia nie tylko nocnego homo sapiens. Dlatego warto tę książkę przeczytać. „Przeczytaj TO mamo” żeby nie popełnić błędów, które być może popełniła twoja matka.

Marta Szarejko (2021) Seksuolożki. Wydawnictwo Znak Horyzont

ps. zdjęcie zrobiłam w Wilnie.

Mistrzowie FAKAPU. Czy Dan Lyons w swojej książce FAKAP opisał także twoją pracę?

Wyobraź sobie, organizację, w której pracują najlepsi ludzie. Specjaliści w swojej branży, doceniani przez szefa i współpracowników. Wyobraź sobie, że ci pracownicy słyszą od swoich przełożonych, że są świetni; że praca z nimi to prawdziwe szczęście; że wszystkie firmy zazdroszczą, że nie pracują „dla nich”. Wyobraź sobie, że w tej pracy, podkreśla się „ducha pracy zespołowej”, a podczas każdego spotkania atakują cię: równanie „1+1=3” i odmieniane przez wszystkie przypadki słowo „SYNERGIA”. Wyobraź sobie, że wszyscy w tej pracy, podkreślają, znaczenie atmosfery, a szefowie przy każdej okazji zachęcają cię, żebyś współtworzył miejsce, które pokochasz…

Co ty na to? Czy już piszesz CV i list motywacyjny? Czy już zamawiasz w pobliskim studio tatuaży, tatuaż z nazwą firmy, by od początku, na 1000% identyfikować się z organizacją? Czy w tym momencie pojawia się w twojej głowie pełne podejrzliwości pytanie: „A tak serio? Gdzie jest haczyk?”.

Continue reading “Mistrzowie FAKAPU. Czy Dan Lyons w swojej książce FAKAP opisał także twoją pracę?” »

Lubimy słuchać historii? „Szef w relacji zespołem”. Subiektywnie o książce, zawodnikach SUMO, Adventure Race i ludziach…

„Jeżeli czytasz  jakąś książkę i ze wszystkim się, w tej książce zgadzasz, to…tracisz czas”. Dawno, dawno temu usłyszałam takie zdanie od jednego z wykładowców. Przeczytałam właśnie taką książkę. W trakcie jej lektury często miałam wrażenie, że „to chyba nie tak”; „tak się nie robi”, „to by chyba nie wyszło”, „takie rzeczy to tylko w jednej sieci (jak nawoływała jedna z reklam)”, a jednocześnie „coś sprawiało”, że czytałam książkę dalej i byłam ciekawa „jak rozwinie się akcja”. Główny bohater książki – „szef” – zgodnie z zasadami pisania scenariusza Hitchcock’a może zginąć dość szybko, bo już w drugiej fazie procesów grupowych. Na szczęście, jeżeli szef przeżyje zachowania swojego zespołu, ma szansę „pod koniec filmu” usłyszeć pytanie „No dobrze, szefie, to co dalej?”. Nie jest to już jednak pytanie bezradnej grupy, która nie wie co robić, tylko początek pracy z zespołem, z mądrymi ludźmi. Książka streszczona w trzech zdaniach? Czy warto ją przeczytać? Odpowiedź na to pytanie, przyszła sama, gdy jeden z uczestników szkolenia, zapytał mnie dzisiaj czy poleciłabym „coś” do poczytania o zarządzaniu ludźmi. Pierwszym tytułem był  właśnie ta książka – „Szef w relacji z zespołem” Agnieszki Zych i Roberta Zycha. W tak prosty sposób zadział efekt świeżości. Dopiero co przeczytana książka staje się „godna polecenia”? Co sprawiło, że poleciłam dziś tę publikację?

Continue reading “Lubimy słuchać historii? „Szef w relacji zespołem”. Subiektywnie o książce, zawodnikach SUMO, Adventure Race i ludziach…” »

O tym jak się wraca na tarczy i o porażkach, z których „nie da się zrobić sukcesu”

„I czy warto było to wszystko rzucać , żeby teraz wracać na tarczy?” – jak odpowiedzieć na takie pytanie? Czym kieruje się człowiek, który pyta w ten sposób bliską osobę?

To pytanie zostało zadane Juli. Kim jest Julia?

Julia to:

  • dorosła kobieta, której się „nie udało”;
  • kobieta, która po dwóch latach nieudanego związku, wraca do domu rodzinnego;
  • kobieta, która rzuciła pracę, zostawiła mieszkanie, „spaliła zawodowe mosty”, dla tego jedynego;
  • kobieta, która chciała być szczęśliwa z mężczyzną, z którym niestety „nie wyszło”;
  • kobieta, która przy pierwszym wspólnym posiłku w gronie najbliższych osób, słyszy od swojej matki: „i warto było to wszystko rzucać, żeby teraz wracać na tarczy?”;
  • jedna z postaci, które opisała Katarzyna Grochola w książce „Osobowość Ćmy”.
  • Continue reading “O tym jak się wraca na tarczy i o porażkach, z których „nie da się zrobić sukcesu”” »

    Nerdowe Marzenia. Czy wiesz dlaczego Sheldon Cooper nie poleciałby na Marsa? O astronautach, ich żonach, Nerdach, NASA i Marsjaninie

    TEKST PRZEZNACZONY TYLKO DLA DOROSŁYCH CZYTELNIKÓW;)

    Czasem słyszymy anegdoty, jak to Szymborska „oblałaby maturę” z języka polskiego, ponieważ „źle” zinterpretowała swój własny wiersz. Miłosz, podobno własnych wierszy nie interpretuje, bo ON JE PISZE. Ci wielcy, piszący wielcy, jakoś się przed interpretacją bronią! Co innego ci „INNI”, „INNI-INTERPRETUJĄCY”, czyli ci, co czytają różne rzeczy, a potem na temat tych „rzeczach” się wymądrzają. Mały problem jak tylko o tym, co przeczytali mówią. Zawsze można ich „przestać słuchać”, albo wybrać sobie z rozmowy, tylko te fragmenty, które „są kompatybilne” z tym, co sami uważamy za mądre i słuszne. Gorzej, gdy te interpretacje są zapisywane, bo wtedy, ktoś to jednak może przeczytać (i to kilka razy) i… interpretować, reinterpretować, analizować. Ja przeczytałam Marsjanina. Pewien, Pan na pewnym blogu, pochwalił się, że też przeczytał.  Oboje nie mamy się czym chwalić, bo książka jest bestsellerem. Ja napisałam kilka refleksji o Marsjanine, a Pan Michał napisał kilka refleksji o Marsjaninie i o moim tekście… Co będzie dalej? Teraz ja wytłumaczę Panu Michałowi, dlaczego żaden nerd na Marsa nigdy nie poleci. Sam „Marsjanin” też nie jest nerdem!

    Continue reading “Nerdowe Marzenia. Czy wiesz dlaczego Sheldon Cooper nie poleciałby na Marsa? O astronautach, ich żonach, Nerdach, NASA i Marsjaninie” »

    Marsjanin w firmie? Refleksyjny przewodnik dla tych, którym nikt nie pomaga i wokół których pracują sami źli ludzie!

    On: Co teraz czytasz?

    Ona: Marsjanina

    On: O czym to jest?

    Continue reading “Marsjanin w firmie? Refleksyjny przewodnik dla tych, którym nikt nie pomaga i wokół których pracują sami źli ludzie!” »