Archiwum

O tym co w życiu ważne

Seksuolożki – czyli kilka refleksji o tym, dlaczego warto przeczytać książkę Marty Szarejko

Jako dziecko pamiętam serię wydawniczą „Poczytaj mi mamo”, czytając „Seksuolożki” miałam wrażenie, że ta książka powinna rozpocząć serię „Przeczytaj TO mamo”. Marta Szarejko, zrobiła rzecz „prostą”, znalazła niesamowite kobiety i pozwoliła im mówić o tym co robią najlepiej. O ich pracy. Woody Allen w jednym ze swoich wywiadów, powiedział, że cały sekret jego pracy polega na tym, że znajduje bardzo dobrych aktorów, którym pozwala robić to, co umieją najlepiej, czyli grać. Prawda jakie to proste? Marta Szarejko spotkała się z 14terapeutkami, edukatorkami, seksuolożkami i poprosiła je żeby opowiedziały o jednym z elementów ich pracy. Już spis treści „Seksuolożek” przykuwa uwagę. To 14podpisanych zdjęć, 14kobiet. Są w różnym wieku, specjalizują się w różnych zagadnieniach związanych z seksualnością.

Uważam, że każda kobieta powinna przeczytać tę książkę. (Chociaż w dzisiejszym świecie, w którym wiemy, że płeć to coś znaczenie bardziej skomplikowanego niż to, na co wskazują znaczki na drzwiach toalet, i w naszym niebinarnym świecie, może lepiej byłoby powiedzieć, że każdy człowiek powinien ją przeczytać.) Po co? Żeby usłyszeć o kawałku cudzego życia tak intymnego jak seksualność. Izabela Jęderek w pierwszym wywiadzie bardzo trafnie podsumowuje, że problemy z seksulanością, to problemy, których się nie rozwiązuje, to problemy, których musimy się wstydzić (s.27). Nasza seksualność jest osadzona w kontekście kulturowym. Normy, wartości i zakazy dotyczące w naszej kulturze nie sprzyjają o rozmowom o seksie. Dlatego tak niesamowite jest śledzenie rozmowy dwóch kobiet, autorki i każdej z terapeutek, która opowiada o problemach ludzi i dramatach związanych z tym życiem. Pedagożki, psycholożki, lekarki opowiadają o problemach, które nie przychodzą do głowy białym, młodym, średnio zamożnym, heteroseksualnym,płodnym i sprawnym kobietom. Nie zdają sobie sprawy jakie problemy mogą mieć wszyscy ci, którzy nie są nimi. W jak trudnej sytuacji może być kobieta, która w małej miejscowości słyszy, że do ginekologa chodzi się tylko w ciąży, osoby z dysfunkcjami intelektualnymi. Jak ważne może być dla życia młodej kobiety, to co mówią do niej rodzice, gdy dorasta. Jak jeden głupi komentarz, może wpłynąć na życie Jak dostępność pornografii wpływa na to jak się postrzegamy, jak kształtujemy nasze zachowania seksualne. Jak same pozbawiamy się „dziewczyńskości”.

Tytuł seksuolożki sugeruje, że książka jest o seksie, ale to książka o kobiecości, kontekście kulturowym, problemach ludzi, którzy chcą żyć inaczej. Miejscami może szokować. Niektórzy mogą się czuć zawstydzeni. Czasem możesz nie zgadzać się z terapeutkami, które na przykład zniechęcają do udziału w porodach ojców. Czasem truizmem mogą wydawać się zdania, że seksualność kobiety, często budowana jest na zakazach, „tego nie wolno…”, „tak nie wypada…”, „tak nie zachowuje się żona, matka.” Smutne może być to, że w dzisiejszym „poukładanym” życiu, w którym kluczowe są wskaźniki efektywności, plan dnia, seks może stać się kolejnym zdaniem. Punktem na liście dnia, bo tak zaleca internetowy poradnik.

Dużo emocji, dużo refleksji na temat życia nie tylko nocnego homo sapiens. Dlatego warto tę książkę przeczytać. „Przeczytaj TO mamo” żeby nie popełnić błędów, które być może popełniła twoja matka.

Marta Szarejko (2021) Seksuolożki. Wydawnictwo Znak Horyzont

ps. zdjęcie zrobiłam w Wilnie.

Noworocznym postanowieniom mówimy „NIE”!!!

Ona: Masz już jakieś postanowienia na Nowy Rok?

On: Tak, mam. Nie będę palił.

Ona: Ale przecież ty nie palisz?

On: Wiem, i dlatego, tym łatwiej będzie mi wytrwać w tym postanowieniu.

Tę historię opowiedziała Agata Białoszewska składając życzenia uczestnikom koncertu Mis i Gongów  Tybetańskich. Uczestnikom koncertu, w Nowym Roku, życzyła DOBRYCH KONTYNUACJI. Kontynuacji rzeczy, które nam wychodzą, które są dla nas dobre. Piękne życzenia.

Postanowienia zwykle dotyczą tego, co chcemy zmienić. Zmotywowani przez różne poradniki siadamy z długopisem w ręku i… czarujemy rzeczywistość. W przyszłym roku, dzięki zapisanym na kartce punktom będziemy szczuplejsi, zdrowsi, ładniejsi, będziemy mieli lepsze relację z ludźmi. Jakie to proste! Wystarczy umiejętność pisania i papier. „Będę więcej… będę mniej… będę… zrobię… ” – plany na zmiany w naszym życiu w momencie zapisywania wydają się ważne, ciekawe, fajne. Niewątpliwie, gdyby je zrealizować, twoje życie zmieniłoby się. Niestety (a może na szczęście?), po kilku tygodniach, które mijają od Sylwestra, nauka języka fińskiego, może nie wydawać się już tak świetnym pomysłem; najzdrowsza marchewka nie przypomina w smaku czekolady; a wyjście ze znajomymi po 10godzinach w pracy, dwóch godzinach w korkach, przy minusowych temperaturach za oknem, jakoś przestaje mieć aż tak wysoki priorytet. Nasze postanowienia związane ze zdrowiem, ludźmi, naszym rozwojem, zderzają się z codzienną rzeczywistością. Dopada nas codzienna rutyna, zmęczenie, czas poświęcony na rzeczy, które trzeba zrobić. Kiedy w tym wszystkim realizować postanowienia? Pojawia się problem: „kiedy to robić??”. Oczywiście, zawsze znajdzie się w twoim otoczeniu jakiś „lajfkołcz”, który autorytarnym tonem stwierdzi, że wszystko jest kwestią organizacji i ustawienia priorytetów, a twoje nierealizowanie planów noworocznych to wymówka, bo nie chcesz wyjść poza swoją strefę komfortu. W takim momencie ze strefy komfortu wpadasz w strefę poczucia winy. Z perspektywy twojego lajfkołcza (który sam jest singlem i głównymi problemami, z którymi się boryka to decyzja czy pójść na siłownię, ugotować coś zdrowego czy przeczytać kolejną książkę z zakresu automotywacji), nieprzespana noc, którą spędziłeś z chorym dzieckiem, to tylko kwestia „nieodpowiedniej organizacji swojego czasu”, a to, że  potem przez cały tydzień nie masz jak odespać tej nocy to kwestia jakiś mechanizmów, które są po to, by nie ruszyć ścieżką prawdziwych wyzwań, bo boisz się zmian w swoim życiu. Twój lajfkołcz cię dręczy; kartka z postanowieniami przygnębia. Ostatnim wysiłkiem woli, próbujesz je realizować, ale już wiesz, że twoje wyjście poza strefę komfortu to późne godziny wieczorne, bo wtedy „masz czas”. Niestety, wiesz też, że po 22, karta z postanowieniami budzi agresję, albo depresję.

Postanowienia nie dają nam często siły. Stają się dodatkowym balastem, wśród wielu-nie-zrobionych-rzeczy. Poczucie winy nie jest dobrym przyjacielem wdrażania ani postanowień, ani jakichkolwiek działań. Nie funduj sobie kolejnej listy pobożnych życzeń, „dobrych zmian”.

W tym roku, zamiast listy postanowień przygotuj listę kontynuacji. Kontynuacji rzeczy, które ci wychodzą, dają radość, energię. W naturalny sposób jesteś w tych rzeczach dobrzy. Nie ma możliwości, żebyś w tych kontynuacjach nawalił.

Co dobrze ci wychodzi?

Co daje ci szczęście? Energię?

Do czego się uśmiechasz?

To jest twoja kontynuuacja!

Zrób sobie taką listę na przyszły rok i… konsekwentnie kontynuuj. Rok 2017 rokiem DOBRYCH KONTYNUUACJI

Tego ci życzę.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Mistrzowie FAKAPU. Czy Dan Lyons w swojej książce FAKAP opisał także twoją pracę?

Wyobraź sobie, organizację, w której pracują najlepsi ludzie. Specjaliści w swojej branży, doceniani przez szefa i współpracowników. Wyobraź sobie, że ci pracownicy słyszą od swoich przełożonych, że są świetni; że praca z nimi to prawdziwe szczęście; że wszystkie firmy zazdroszczą, że nie pracują „dla nich”. Wyobraź sobie, że w tej pracy, podkreśla się „ducha pracy zespołowej”, a podczas każdego spotkania atakują cię: równanie „1+1=3” i odmieniane przez wszystkie przypadki słowo „SYNERGIA”. Wyobraź sobie, że wszyscy w tej pracy, podkreślają, znaczenie atmosfery, a szefowie przy każdej okazji zachęcają cię, żebyś współtworzył miejsce, które pokochasz…

Co ty na to? Czy już piszesz CV i list motywacyjny? Czy już zamawiasz w pobliskim studio tatuaży, tatuaż z nazwą firmy, by od początku, na 1000% identyfikować się z organizacją? Czy w tym momencie pojawia się w twojej głowie pełne podejrzliwości pytanie: „A tak serio? Gdzie jest haczyk?”.

Continue reading “Mistrzowie FAKAPU. Czy Dan Lyons w swojej książce FAKAP opisał także twoją pracę?” »

W szponach infodemii – czyli jak przeżyć weekend?

W psychologii dość często używamy sformułowania, że „mózg jest ślepy”. W dużym uproszczeniu oznacza to, że mózg przetwarza te informacje, które mu dostarczysz. Co dostarczasz mu przez ostatni tydzień?

Na części ekranów, zamiast zdjęć z uroczymi małymi kotkami, znacząco częściej pojawiają się informacje z Chin, Włoch (i nie chodzi o planowanie wakacji(sic!)); analizy giełdowe, trochę danych ze statystki oraz medycyny (pewnie odkryłeś już jak wielu znajomych ma wiedzę, którą przez lata ukrywało z biotechnologii, medycyny, analiz finansowych(sic!)). Dodatkowo znajomi, też raczej nie dzwonią do Ciebie, żeby się umówić na weekendowy wypad, tylko z informacjami, z których kiedyś śmiałbyś się, że naczytali się Nostradamusa, ale teraz sam się zastanawiasz czy…. przypadkiem klucz ptaków na niebie nie układa się w jakieś charakterystyczne kształty i niebiosa nie dają Ci jakiś znaków. Jeżeli w tym opisie rozpoznajesz kilka  swoich ostatnich dni, warto spojrzeć na swoje życie emocjonalne i strategie „ogarniania rzeczywistości” z poziomu „meta”.

Zazwyczaj szukamy danych/liczb/faktów żeby zachowywać się racjonalnie. W normalnym, przewidywalnym świecie merytoryka pomaga i uspokaja. W czasach „infodemii”, kiedy wiele tekstów powinno być podpisane pseudonimem Kasandra, warto sobie uświadomić, że strategia poszukiwania informacji może skutkować podwyższonym ciśnieniem, problem ze snem, i kompulsywnym zastanawianiem się czy ta chrypka to tylko chrypka, czy właśnie jesteś pacjentem zero w swojej rodzinie. Spora część tekstów, które czytasz, nie działa na poziomie merytorycznym, racjonalnym, tylko emocjonalnym. Czytając kolejną biografię osoby z covid, porównując ją z własnym życiem, nie dostarczasz sobie informacji, które pomagają Ci się lepiej poczuć, mieć siłę na kolejny tydzień. Dostarczasz sobie informacji, które męczą cię na poziomie emocjonalnym. Informacje, które czytasz niewiele już na twoje życie wpływają, bo raczej i tak już ograniczyłeś swoje „wyjścia”, „kontakty”, zrobiłeś odpowiedni wywar z imbiru, kupiłeś kolejne mydło, zrobiłeś zakupy. Strategia, która wcześniej była, być może dla Ciebie idealna – poszukiwanie informacji, danych – teraz przez to, że do komputerów dorwały się Kasandry grafomanki, stała się negatywną.

Zrobiłeś wszystko co mogłeś zrobić w tym momencie. Jeżeli nie planujesz spekulacji na giełdzie, inwestycji w maseczki chirurgiczne, zakup akcji Orlenu, to…. przed tobą kolejne zadanie – czekasz. Sama sytuacja izolacji jest trudna. Nie wiemy co wydarzy się w następnych tygodniach, bo w przypadku covid-19 nie mamy danych historycznych. Pierwszy raz jesteśmy w tej sytuacji. Przed tobą weekend. Dwa dni. Zrób w sposób świadomy coś, co da ci siłę, energię na kolejny dzień. Zrób coś, co pomoże Ci przetrwać kolejny tydzień.

Zastanów się:

  • Co zazwyczaj pomaga Ci w trudnych sytuacjach? Czy teraz możesz to zrobić?
  • Czy masz kogoś, z kim kontakt Cię uspokaja, po rozmowie z kim czujesz się zazwyczaj lepiej? Czy możesz teraz z nim/z nią pogadać?
  • Czy jest jakaś aktywność, która daje ci pozytywne emocje? Czy możesz teraz to zrobić?
  •  

    Jeżeli musisz zbierać informacje o covid-19, to:

  • Zastanów się, które strony są dla Ciebie naprawdę wartościowe, które wnoszą rzetelne informacje.
  • Ogranicz czas twoich analiz. Załóż, że w sobotę, poświęcisz np. 30min, 40 min, 60min(?) na czytanie o covid-19. Nie dręcz siebie i rodziny liczeniem poszczególnych osób zakażonych na świecie. Pomierz sobie inne rzeczy w ten weekend(sic!).
  • Rozejrzyj się wokół siebie, czy twoje notatki prasowe ze świata zagrożeń epidemiologicznych pomagają twoim bliskim przeżyć dzień, czy oni jeszcze bardziej się przez to stresują? Pomagasz im czy wykańczasz?
  •  

    Oszczędzaj siły:)

    Odporności!!!:)

    „Bóg wybacza, wioska nigdy” – jak pomóc szefowi przygotować się do „trudnego” spotkania?

    W pracy, spotykamy czasem szefa, który zna się na wszystkim. Ten cudowny(sic!) człowiek, przechodząc przez firmę, ogania się od jednorożców, które wybiegły z okolicznych gajów i kniei, chcąc się z nim przywitać. W biurze poznajesz go po tym, że gdy się zbliża, to jak w bajkach Disney’a, przed nim biegną sarenki, a nad nim śpiewają ptaszki. Pracownicy witają go uśmiechami, machając znad maszyn lub komputerów. Nowo rekrutowani nie pytają o stawki ani zakres obowiązków, bo dla nich jest ważne tylko jedno – pracować z nim i dla niego. No marzenie! Czasami pojawia się jakiś malkontent, pracownik, który ma jakieś uwagi, czegoś nie przyjmuje na słowo, coś by zmienił, coś mu się nie podoba, ale cóż… każdy ma prawo tkwić w bańce swoich negatywnych przekonań. Takich oderwanych od rzeczywistości pracowników, dawało się na nocne zmiany, odsyłało na home office, przeprowadzało się z nimi rozmowę w stylu gombrowiczowskim: „co jest z Tobą nie tak, że Cię nie zachwyca, skoro zachwyca wszystkich”, a szczególnie opornym dawało się szansę na rozwój w innej organizacji. Tak było…. Życie było dla naszego szefa łaskawe.

    Dziś bohater naszej historii idzie na spotkanie, włącza komputer, lub bierze telefon do swej dłoni, żeby przekazać swoim współpracownikom informacje dotyczące sytuacji w firmie. Idzie, bo wie, że trzeba w takim momencie z zespołem się spotykać, komunikować. Dowiedział się o tym z licznych webinarów, koledzy szefowie robią to w innych firmach, więc w umyśle naszego-do-marca-uwielbianego-szefa, pojawił się impuls, by takie spotkanie zorganizować także z jego zespołem.

    Nasz bohater idzie rozmawia, idzie odpalić ZOOM’a lub inny komunikator, bo wie, że komunikacja z zespołem to ważny element pracy w kryzysie. Idzie spokojny, bo wie, że ludzie go kochają, ma cudowny zespół, a może i dziś jakiś jelonek podejdzie pod okno…

    Jeżeli jesteś jego bliskim współpracownikiem, pracownikiem HR, jego kumplem, członkiem rodziny albo po prostu przechodziłeś obok (jesteś jelonkiem?;))…. TO JEST TWÓJ MOMENT. MUSISZ GO POWSTRZYMAĆ!

    Nie, że w ogóle ma nie rozmawiać, ale zrób wszystko żeby ten człowiek odpowiedział sobie na następujące pytania:

      1. O co zapytają mnie ludzie?
      2. Które z tych pytań są dla mnie najtrudniejsze?
      3. Które odbieram personalnie? Przy których, zapominam, że dany człowiek „pyta” i o co pyta?
      4. Jak na te pytania odpowiem? (Tu podajesz mu kartkę, żeby spróbował napisać te odpowiedzi, albo ma te odpowiedzi zwerbalizować, korzystając z tego, że ma Ciebie. Analizując odpowiedzi, nie pijecie sobie z dzióbków miodek, tylko szczerze mu mówisz co jest ok, a gdzie go poniosło…).
      5. Potem patrzysz mu głęboko w oczy… i zadajesz mu pytanie, czy zrobił sobie kilka wariantów rozwoju sytuacji jego firmy. Tak głęboko mu patrzysz…. Jak Pani na maturze ustnej z polskiego, gdy nie byłeś w stanie nic powiedzieć o jej ulubionej lekturze. Dopytujesz czy On to sobie wszystko z kolegami z księgowości policzył… w wariancie, który miał karmę dla jednorożców (być może wtedy się dowie, że one przychodziły na żarcie a nie do niego;)) i bez karmy i bez jednorożców. Czy ma plan A i B…?
      6. Czego się ludzie najbardziej boją? Czy można ich obawy uspokoić? Czy ma pomysł jak te „obawy” uspokoić? Jak na nie zareagować?
      7. Czego jego ludzie potrzebują teraz?
      8. Jaki plan zaprezentuje ludziom? Na ten moment? Na najbliższe tygodnie? Na najbliższe dni?
      9. Czy wie czego po spotkaniu oczekuje od ludzi? Czy jest to jasno powiedziane?
      10. Czego najbardziej on się boi podczas spotkania? Czy to realne? Czy to nierealne?
      11. Z iloma osobami na spotkaniu czuje się komfortowo ( przy ilu osobach jest w stanie zarządzać tym spotkaniem)?
      12. Po co robimy to spotkanie? Czy to jak przygotowaliśmy to spotkanie, pozwoli nam zrealizować cel?
      13. Czego nie chce powiedzieć ludziom, ale i tak się dowiedzą….? Więc może warto pomyśleć JAK TO ZROBIĆ…..?

    Nie wypuszczaj swojego szefa nieprzygotowanego na takie spotkanie z zespołem.

    Przegadaj z nim to. W trudnych, emocjonalnych sytuacjach warto by osoba, która prowadzi takie spotkanie wiedziała co mówi i dlaczego. Nie ma znaczenia, że to zespół, który wcześniej rzucał mu kwiaty pod nogi, teraz oni są pod wpływem emocji, nie wiedzą co będzie. Są w trybie „emocjonalnym”. Po spotkaniu z szefem, warto by byli trochę bardziej „racjonalni”. Nawet jeżeli nie są przekazywane im dobre informacje. Zawsze warto zastanowić się jak to zrobić.

    ps. jeżeli jesteś osobą, która często widuje mityczne zwierzęta pod oknami, to… warto przed spotkaniem zespołem skorzystać z konsultacji psychiatrycznej;)

    Szkolenia i coachingi w czasach zarazy…

    W poszukiwaniu informacji o tym jakie decyzje są podejmowane w naszym kraju, w związku z koronawirusem, co jakiś czas wpadam na wpisy trenerów, szkoleniowców, psychologów i kołczów, którzy z paniką, z lękiem o swoje dochody, zastanawiają się jak tu szybko zostać specjalistą od szkoleń online, lub ekspertem od platform e-learningowych. Każdy kto chociaż raz nagrał webinara, zaczyna się też reklamować jako specjalista od webinarów; proponuje też szkolenie, oczywiście on-line, z tego jak szkolić w sieci… 

    Zachowanie racjonalne, bo przecież jak wiadomo każdy, kto…:

    1. …poczytał sobie, że jego 80letnia mama, lub tato, może umrzeć w wyniku zachorowania na koronawirusa, kombinuje po chwili jak tu sobie zrobić szkolenie z motywowania pozafinansowego(sic!);
    2. …dowiedział się, że jego 7letnie dziecko przez najbliższe dwa tygodnie, nie będzie chodziło do szkoły, co dla niego oznacza, że przez dwa tygodnie może mieć duży problem z frekwencją w pracy (a zapewniam Państwa, że większość ludzi nie może z różnych powodów zabrać swoje dziecko do pracy), w drugiej kolejności szuka szkoleń on-line z autoprezentacji (sic!);
    3. …obserwuje puste półki w sklepach, a ma w domu, dwójkę dzieci i psa, zastanawiając się czy kupić ryż, makaron, pomidory w puszce i żarcie dla psa, w kolejnym kroku szuka szkoleń sprzedażowych(sic!).

    Serio?

    Człowiek w sytuacji, w której odczuwa lęk, lęk o siebie i swoich bliskich (wliczaj

    ąc w to psa, dla którego nie kupił jeszcze karmy;)) naprawdę nie myśli o rozwoju, zwiększaniu własnych kompetencji… Tak się nie da. Lęk tak nie działa i dla każdego psychologa to wiedza elementarna z pierwszego roku psychologii. Lęk „zawęża” myślenie. 

    Ludzie odwołują szkolenia nie dlatego, że chcą skorzystać z „innych szkoleń”, „wybrać inną firmę”. Odwołują, bo gdy się boją, są w sytuacji kryzysowej, to w tym momencie „mają inne rzeczy na głowie”. Nawet jak przyjdą na to szkolenie, to być może głownie będą myśleli o swojej mamie, dziecku, bliskich, o swojej pracy i negatywnych skutkach paniki(?) dla ich branży. To po prostu sytuacja kryzysowa. Trudno planuje się cokolwiek, gdy nie wie się co wydarzy się jutro.

    Na szczęście mamy wokół siebie uśmiechniętych kołczów, którzy opisują jak wspaniale ten czas wykorzystają pisząc książkę, przygotowując kolejne szkolenie… Naprawdę to jedyna grupa ludzi, która nie ma pod opieką małych dzieci, dużych i małych psów, rodziców po 80tce? Czy oni mają tylko siebie?

    ps. Pozdrawiam wszystkich znajomych, których spotkałam pod szkołą – Damy radę 🙂

    ps. Pozdrawiam wszystkich sąsiadów – zrobiłam zakupy – jak czegoś Wam będzie brakowało, to dajcie znać. Damy radę 🙂

    ps. Pozdrawiam Klientów, jeżeli coś będziecie potrzebowali przegadać, omówić, dzwońcie. Żadnych faktur za te rozmowy nie wystawię, śmiało dzwońcie. Dzięki Wam, mam trochę oszczędności. 🙂 Dam radę 🙂

     

     

    O tym jak się wraca na tarczy i o porażkach, z których „nie da się zrobić sukcesu”

    „I czy warto było to wszystko rzucać , żeby teraz wracać na tarczy?” – jak odpowiedzieć na takie pytanie? Czym kieruje się człowiek, który pyta w ten sposób bliską osobę?

    To pytanie zostało zadane Juli. Kim jest Julia?

    Julia to:

  • dorosła kobieta, której się „nie udało”;
  • kobieta, która po dwóch latach nieudanego związku, wraca do domu rodzinnego;
  • kobieta, która rzuciła pracę, zostawiła mieszkanie, „spaliła zawodowe mosty”, dla tego jedynego;
  • kobieta, która chciała być szczęśliwa z mężczyzną, z którym niestety „nie wyszło”;
  • kobieta, która przy pierwszym wspólnym posiłku w gronie najbliższych osób, słyszy od swojej matki: „i warto było to wszystko rzucać, żeby teraz wracać na tarczy?”;
  • jedna z postaci, które opisała Katarzyna Grochola w książce „Osobowość Ćmy”.
  • Continue reading “O tym jak się wraca na tarczy i o porażkach, z których „nie da się zrobić sukcesu”” »

    Co opowiesz o swoim szefie za kilkadziesiąt lat na spacerze z psem? Co o tobie opowiadają na spacerach z psem?

    Prawdziwego psa – w przeciwieństwie do psiopodobnych-istot – trzeba wyprowadzać na spacer. Psiopodobne-istoty mają w domu kuwety, które znacząco ograniczają kontakty społeczne właścicieli psów i samych psiopodobnych. Każde zwierzę stadne, niezależnie czy dwunożne czy czteronożne, lubi spotkać z kumplami. Na spacerze z psem, właściciel psa poznaje innych ludzi. Po dość oczywistej prezentacji imion, informacji o wieku, płci i pochodzeniu (wszystkie te informacje dotyczą psa oczywiście), pojawiają się inne tematy do rozmowy. Trzeba coś robić, gdy pies z innym psem biega, kopie dziury, obwąchuje nowego kumpla itp. Ludzie obwąchują się mentalnie w trakcie rozm nic-nie-znaczących, bezpiecznych rozmów. Pula tematów jest nieograniczona: pogoda na najbliższe tygodnie; zachowania czworonogów poza spacerami; rozmowy o innych, akurat nieobecnych psach; uwagi na temat okolicznych weterynarzy; anonimowe rozmowy o galerii idiotów z pracy (bez nazwisk oczywiście). Czasem jednak wśród wielu takich samych, nieznaczących rozmów, pojawia się…. ROZMOWA.

    Continue reading “Co opowiesz o swoim szefie za kilkadziesiąt lat na spacerze z psem? Co o tobie opowiadają na spacerach z psem?” »

    Duch nr2 – Opowieść wigilijna dla kolegów z pracy, czyli Dickens dla tych, których to „nie dotyczy”, którzy się „nie wtrącają”, którzy „nie oceniają”. Cała prawda o zdradach i zdradzie… w organizacji i poza nią.

    Kontynuując cykl opowieści wigilijnych, dziś – w części drugiej – dręczymy tych, których powinien odwiedzić DUCH (NIE)Lojalności.

    Continue reading “Duch nr2 – Opowieść wigilijna dla kolegów z pracy, czyli Dickens dla tych, których to „nie dotyczy”, którzy się „nie wtrącają”, którzy „nie oceniają”. Cała prawda o zdradach i zdradzie… w organizacji i poza nią.” »

    Duch nr 1 – Opowieść wigiljna dla firm. Czy któryś z tych duchów wpadnie do ciebie dziś w nocy? Czy ktoś kogoś u ciebie w firmie mobbinguje czy tylko dręczy?

    W Wigilijnej Opowieści Dickensa do Ebenezera Scrooge’a w nocy przychodzą duchy. Ebenezer to wredny, złośliwy, nieufny człowiek, z którym nie chciałbyś ani spędzać wakacji, ani dla niego pracować. Duchy mają mu pomóc w zrozumieniu co w życiu jest ważne. Pokazują jakie błędy popełnia Scrooge. Te refleksje są dla głównego bohatera opowieści zbawienne. Duchy nie są miłe, nie przebierają w środkach, ale… ale czasem nie można inaczej. Dzięki spotkaniu z duchami, Scrooge staje się innym człowiekiem. Zmienia się. Docenia rzeczywiście ważnych ludzi w swoim otoczeniu. Przewartościowuje swoje życie.

    Początek nowego roku, to dla wielu ludzi czas postanowień noworocznych, ale wszyscy wiemy, że CI, podobni do Ebenezera Scrooge’a, którzy powinni zrobić sobie ważne postanowienia noworoczne, pewnie znów wybiorą jako swój cel na 2016, rzucanie palenia, czy naukę języka angielskiego. Zdecydowanie lepszym pomysłem byłoby nasłanie na nich Duchów. Duch mógłby pobrzękując kajdanami, uzmysłowić wielu naszym współpracownikom, szefom, że czas na zmianę.

    Continue reading “Duch nr 1 – Opowieść wigiljna dla firm. Czy któryś z tych duchów wpadnie do ciebie dziś w nocy? Czy ktoś kogoś u ciebie w firmie mobbinguje czy tylko dręczy?” »