Archiwum

Strefa szefa

„Boję się, że mnie zwolnią”. Kilka pytań, które mogą pomóc w poradzeniu sobie z lękiem

„Boję się, że mnie zwolnią”

Czego konkretnie się boisz?

To pytanie może wydawać się okrutne, bezmyślne. „Jak to? Czego się boję?” Przecież w tym zdaniu, wypowiedzianym przez dorosłego człowieka jest już wszystko. Wiadomo czego się boi. Tego, że straci pracę. Jeszcze kilka miesięcy temu znajomi, przy których ktoś powiedział takie zdanie, zaczynali udzielać wsparcia. „Znajdziesz inną pracę”. „Teraz jest rynek pracownika”. „Nie martw się”. „Bez problemu coś znajdziesz”. Teraz, gdy słyszą to zdanie czasami milkną. Co odważniejszy powie: „Ale jesteś pewny?”, „Dlaczego myślisz, że Ciebie zwolnią?”. Pojawiają się też rady w stylu: „może ucieknij na L4”. Skąd ta zmiana w zachowaniu znajomych? Na profilach, które obserwujesz na różnych portalach społecznościowych „Otwarty na nowe wyzwania” zastępuje nieco starszy i prostszy zwrot „szukam pracy”. W niektórych firmach wokół nas, ludzie dostają wypowiedzenia, tracą zlecenia B2B. Pewnie wcześniej też tak się działo. Ludzie też tracili pracę, nieważne czy pisali potem wprost, że „szukają pracy”, „szukają nowych wyzwań”, czy „podjęli decyzję o odejściu z korporacji, bo dojrzeli do tego, żeby założyć coś swojego”. Teraz nie ma to znaczenia. Subiektywnie pojawia się uczucie, że jest gorzej, a liczby na stronach GUS, pokazujące stopę bezrobocia jakoś mogą nie uspokajać. Ludzie zawsze „tracili pracę”, ale aura była bardziej sprzyjająca, ludzie nie chodzili w maseczkach, a paski w telewizorze nie krzyczały na nas na czerwono. Trochę trudniej się myśli racjonalnie w „kowidowej” rzeczywistości, gdy właśnie kolega z działu dostał wypowiedzenie, a szef został zwolniony dwa miesiące temu.

„Boję się, że mnie zwolnią”.

Co zrobić z tym pełzającym lękiem?

 

Czego się konkretnie boisz? To pierwsze pytanie, które możesz sobie zadać. Wywlecz z głowy to, co kryję się pod zdaniem „boję się, że mnie zwolnią”. Weź kartę papieru i zacznij zapisywać to, co masz w głowie

  • boję się, że nie będę miał z czego spłacać kredytu
  • boję się, że nie będę miał na utrzymanie rodziny
  • boję się, że nie znajdę innej pracy
  • boję się, że nikt mnie nie będzie chciał zatrudnić
  • boję się, że stracę mieszkanie
  • boję się, że żona mnie zostawi*
  • boję się, że nie będę mieć swoich pieniędzy, że będę na utrzymaniu partnera*
  • Żadna z tych odpowiedzi nie poprawia nastroju.

    Żadna z nich nie jest pochwałą pozytywnego myślenia. Mówiąc to, możesz mieć problem z oddechem. W nocy, przez takie myśli może pojawić się też zmora, o której opowiadała Ci babcia. Babcie nie znały terminu stres, więc wszystko to, co nie pozwalało im zasnąć w nocy, zwalane było na istnienie zmory, która dusi. Każda z tych odpowiedzi dusi, ale warto poddusić się chwilę, przejść przez ten lęk, żeby móc to zanalizować.

  • Ile potrzebujesz na kredyt miesięcznie?
  • Czy możesz zawiesić spłatę? Czy wiesz jakie ma procedury bank, jeżeli nie spłaca się kredytu?
  • Ile potrzebujesz na przeżycie miesięcznie minimalnie?
  • Jaki masz okres wypowiedzenia?
  • Jak wyglądają w twojej firmie zwolnienia?
  • Na jakiej podstawie sądzisz, że dostaniesz wypowiedzenie?
  • Czy i z kim w firmie możesz o tym porozmawiać?
  • Jak się szuka pracy?
  • Gdzie możesz szukać pracy?
  • Kto ci może pomóc?
  • Z kim możesz o tym porozmawiać?
  • Jakie masz możliwości pracy?
  • Kiedy szukałeś pracy? Jak znalazłeś tę pracę, którą masz teraz?
  • Te pytania nie zmienią rzeczywistości. Nie wyeliminują twojego lęku, ale może pomogą ci znaleźć jakieś rozwiązanie. Może pokażą potencjalnie kierunki działań, które możesz podjąć?

    Lęk ogranicza nasze poznawcze funkcjonowanie. Sprawia, że w naszej głowie wyświetla się tylko jeden slajd. „Boję się, że stracę pracę”. Warto się temu przyjrzeć. Początek tej analizy jest zawsze trudny, ale zawsze jest jakieś rozwiązanie. Tylko w tym momencie możesz go nie wiedzieć. Być może, któraś z odpowiedzi, pomoże znaleźć ci jakieś rozwiązanie.

    Może być też tak, że z każda odpowiedź będzie ci uzmysławiała trudność położenia, w którym się znajdujesz. Świat nie jest idealny, małe skrzaty nie myją za nas naczyń, nie robią prania, a dobrych ludzi nie spotykają tylko miłe rzeczy. Warto wtedy odwołać się do „zasobów”, do tego czasami nazywamy „mocną stroną”.

  • Jak sobie radzisz teraz?
  • Co teraz Ci pomaga?
  • Co możesz zrobić teraz, kiedy masz pracę?
  • Jak sobie radziłeś wcześniej w trudnych sytuacjach?
  • Może warto też rozejrzeć się wokół i zastanowić się kto może ci pomóc?
  • Zawsze jest jakieś rozwiązanie, tylko teraz, przez chwilę, lęk może Ci utrudniać znalezienie tego rozwiązania. Jeżeli w najbliższych dniach twój znajomy przyjdzie do Ciebie i powie „boję się, że mnie zwolnią”, spróbuj z nim porozmawiać inaczej. Może któreś z pytań, w tekście Ci pomoże w tej rozmowie.

    Ps. Dwa lęki zrobiłam z „gwiazdką”.

  • boję się, że żona mnie zostawi
  • boję się, że nie będę mieć swoich pieniędzy, że będę na utrzymaniu partnera*
  •  

    Tę lęki to temat na osobny wpis. To dodatkowa grupa problemów w twoim życiu, która chyba nie ma nic wspólnego z pracą, tylko z tym jak wygląda twoje życie osobiste. Jak myślisz co mogą sugerować takie wypowiedzi? O czym mogą świadczyć takie obawy? Jaka byłaby twoja pierwsza myśl, gdyby ktoś bliski powiedział Ci, że to jego największy lęk?

     

    W świecie baśni czyli… Precz z Kopciuszkiem!

    Kopciuszek – siedzi taka brudna w kącie w piwnicy, robi głupie prace (przebieranie grochu z popiołu trudno uznać za zadanie ambitne), dręczą ją siostry, mobbinguje macocha, ojciec ją olewa… Jej sytuacją niewątpliwie powinno się zająć kilku rzeczników praw obywatelskich oraz sanepid (kto ją taką brudną dopuścił do żywności????!!!!). Siedzi więc, nasza sierota w piwnicy, nie robi nic, nie podejmuje żadnych działań. Nie ma żadnej inicjatywy poza podkarmianiem gryzoni, które roznoszą choróbska. Kopciuszek jest bierna, negatywnie skupiona na użalaniu się nad sobą. Continue reading “W świecie baśni czyli… Precz z Kopciuszkiem!” »

    CLICKBAIT czy historia o zwolnionym pracowniku?

    Czasem, w sobotnie popołudnie, po ciężkim tygodniu pracy i obiedzie, zamiast przeczytać książkę, co zerka okładką i z wyrzutem o sobie przypomina, siadam przed komputerem i rzucam się w wir klikania. Szukam czegoś „nowego”. Przyznaję, że dziś na szczęście dla mnie, dość szybko klikać przestałam, bo na samym początku tego działania, wpadłam na wpis o „zwolnionym pracowniku” na LinkedIn. Ponad 700 polubień, ponad 200komentarzy, komentarz osoby, którą znam i lubię… to wszystko sprawiło, że dałam się złapać. Magia liczb. 700 wygląda mi na więcej niż tylko reakcje kolegów z tajnej grupy #zróbmysobiedobrzewsieci czy równie popularnej #tykliknieszmniejaciebie. Moje popołudnie zaczęłam więc od historii, a może historyjki o człowieku, który był świetnym handlowcem, pojechał na targi do Warszawy, tam się okazało, że dostał wypowiedzenie na spotkaniu z „Całym Zarządem”. Tenże CałyZarząd zabrał mu samochód służbowy, kazał wziąć udział w targach branżowych, dał bilet na pociąg do Wrocławia.

    Czytam ze zrozumieniem, więc „coś” mi w tej historii (chociaż wzorowanej na najlepszych biblijnych wzorcach, przypowieściach, w których człowiek udaje się w podróż, a tam spotykają go różne niepowodzenia) nie pasowało.

    Może to wszystko prawda? Może każe się człowiekowi brać udział w targach, żeby reprezentował firmę, z której właśnie został zwolniony? Może są gdzieś szefowie, kompletnie pozbawieni umiejętności myślenia przyczynowo-skutkowego, która pozwala przewidzieć, że skoro ktoś został właśnie zwolniony, to może być słabą reprezentacją firmy na targach? Zakładam jednak, że jeżeli ktoś – jak opisany szef – był w stanie uknuć demoniczny plan, ściągnięcia handlowca do Warszawy pod pretekstem targów, wręczenia mu wypowiedzenia, to zakładał, że inna forma rozwiązania z nim umowy, może być obarczona ryzykiem niezadowolenia pracownika, wyrażonym w niechęci do oddania służbowego samochodu czy innych zasobów. Taki człowiek, lub grupa ludzi, byliby więc też w stanie przewidzieć, że proszenie tego handlowca by reprezentował firmę na targach, jest po prostu głupie. Nie trzeba zbyt dużej inteligencji emocjonalnej, społecznej, czy jakiejkolwiek, by to przewidzieć. Umiarkowany poziom psychopatii też wystarczy, żeby tę prawidłowość zobaczyć.

    Czytam historyjkę i wyłapuję kolejną nieścisłość, skoro szef chce żeby człowiek brał udział w kilkudniowych targach, czy daje mu do ręki bilet na pociąg powrotny? Na dodatek bilet na pociąg wieczorem, czyli nasz bohater musiał był sam z biletem na ulicach nieprzyjaznej stolicy przez kilka godzin… Dość paskudny ten CałyZarząd.

    Chcę jednak uwierzyć autorowi historyjki. Szukam czegoś, co sprawi, że mu uwierzę. W tekście upokorzony bohater wraca do Wrocławia o 1w nocy. Z ulgą konstatuję, że jest taki pociąg. O 1:04 na Wrocław Główny, przyjeżdża InterCity z Warszawy. Czyli to jednak jest prawda (sic!). Co za ulga!  Inni czytelnicy, bardziej obyci z podłością ludzką, nie mieli takich wątpliwości jak ja. Nie musieli też tak wnikliwie czytać tekstu. W komentarzach czytam o podłych szefach, którzy nie umieją zwalniać; wybierają terminy zwolnienia w urodziny; zwalają na covid; zwalniają najlepszych, bo „taka to Polska rzeczywistość”. Czytając komentarze, dochodzę do wniosku, że świat szefów:

  • to świat socjopatów, którzy polują na ważne daty w życiu pracownika, by właśnie w tym dniu go zwolnić. Ulubione daty dla takich wydarzeń to urodziny, wesela, komunie; wyjątkowo zajadli szefowie wybierają: zaręczyny, rocznice ślubu rodziców, a wyjątkowi koneserzy dręczenia pracowników wybierają – miesięcznice związków i urodziny znajomych(sic!) ?
  • to świat sabotażystów, którzy próbują wykończyć własne firmy, zwalniając najlepszych pracowników. Przecież każdy szef planuje jak pozbyć się najlepszego pracownika  „bez powodu” i „bez uprzedzenia”.
  • to grupa ludzi, która na pewno ma jakieś strony, na których dzieli się sposobami jak wykończyć najlepszych, wykorzystując hasztagi #kolejnydzieńwktórymupokorzyłemkolejnegopracownika, bo ta powtarzalność doświadczeń komentujących musi wskazywać, że istnieje jakiś poradnik jak zwolnić w wyjątkowo upokarzający sposób.
  • Komentarze to kilku zdaniowy opis sytuacji. Ludzie piszą w nich o kawałku swojego doświadczenia. Czy mogą je zniekształcać? Czy mogą wybrać to, co pasuje do ich wersji świata? Czy mogą zdeformować percepcję tego doświadczenia, gloryfikując siebie, a z osoby wręczającej wypowiedzenie zrobić, socjopatę, zło wcielone? Czy jest to możliwe, że za tą tak trudną emocjonalnie, społecznie  sytuację, całą odpowiedzialność chcemy zrzucić na osobę, która nas zwolniła? Czy jest jakaś chociaż mała możliwość, że poza psychopatycznym charakterem jest inny powód, przez który straciliśmy pracę? Czy jest możliwe inne wyjaśnienie?

    Czytając komentarze mam wrażenie, że większość szefów, których ja spotykam, to dewianci, jakieś wyjątkowo rzadkie egzemplarze.

    Szefowie, których poznałam w swojej pracy w większości:

  • wcześniej, zanim pracownika zwolnili, przygotowywali z nim programy naprawcze, przeprowadzali rozmowy itp.
  • mają doświadczenia, że pracownikowi przez x-miesięcy nie mogą wręczyć wypowiedzenia, bo „uciekł na lewe L-4”.
  • stresują się rozmową zwalniającą. Chcą się do niej jak najlepiej przygotować. Dzwonią, spotykają się, dopytując czy można „to” „tak” powiedzieć pracownikowi…
  • wiedzą, że wśród swoich obowiązków mają też „zwalnianie”, ale nie jest to ich ulubiona „rozrywka” i nie mają za każdego zwolnionego pracownika nacięcia na biurku. Sytuacje rozwiązania umowy z pracownikiem, traktują w kategoriach trudnego doświadczenia.
  • jeżeli z jakiegoś obiektywnego powodu, muszą zwolnić dobrego pracownika, próbują mu pomóc znaleźć pracę.
  • nie zwalniają najlepszych pracowników. Jeżeli sami się zwolnili, to chętnie ich przyjmują z powrotem, jeżeli chcą wrócić do firmy.
  • Czy tylko ja mam takie szczęście? Do takich ludzi? Czy to jest tylko „moja Polska” rzeczywistość?

    A może ta historyjka tylko CLICKBAIT?

    To pytanie pojawiło się w kilku komentarzach.  Tekst, który ma zapewnić autorowi „lajki”, „klikanie”. Tekst emocjonalny, uruchamiający nasze poczucie, że „świat nie powinien tak wyglądać”, „żaden bóg tak nie chciał”, „bohaterów nie razi się prądem” itp. Chcąc naprawić więc to zło, które wyrządził zły-zarząd-z-Warszawy dobremu-handlowcowi-z-Wrocławia, piszemy komentarz. „Też to przeżyłem, ale już jest dobrze”, „kolega kolegi też tak miał” – oswajamy doświadczenie. „Jaka to firma???” – krzyczymy, chcąc ukarać ich odpowiednim wpisem na ich firmowej stronie? „Taka jest Polska właśnie”… Emocjonalny tekst, emocjonalne komentarze.

    Jaki jest morał z tej opowieści? Ilu czytelników po przeczytaniu ponarzeka dzisiaj na złych szefów, którzy tylko czekają na koniec miesiąca żeby zwolnić nas sprawiedliwych i dobrych? Czy my jako czytelnicy tej przypowieści o człowieku wędrującym własnym samochodem do Warszawy, tam sponiewieranym i upokorzonym, który jednak zebrał swój dobytek w dwie torby i wrócił, wyciągnęliśmy jakiś pozytywny morał, poza tym, że jadąc do innego miasta na spotkanie z szefem, warto usunąć ze służbowego samochodu prywatne rzeczy, zabrać ciepłą kurtkę i samodzielnie sprawdzić połączenia kolejowe, żeby nie czekać aż do 20.45 na dworcu Warszawa Główna?

    Czy o to chodziło autorowi CLICKBAIT?

     

    ps. Wszystkich czytających, u których pojawi się podejrzenie, że jestem niepoprawną optymistką,  chciałam uspokoić, że „słyszałam” wiele mrożących krew w żyłach historii o szefach, psychopatach z różnych części Polski i tych „zagranicznych” też. Mówili mi je wiarygodni ludzie. Mam też personalia tych szczególnie niebezpiecznych i w miarę możliwości ostrzegam przed nimi rodzinę i przyjaciół. 🙂 Na szczęście nie poznałam ich osobiście.

     

    Postanowienie noworoczne lidera projektu

    Nowy Rok, to czas licznych deklaracji i obietnic, które formułujemy w stosunku do własnej osoby. Może tym razem, warto przygotować jakieś postanowienia, na których nie będą korzystali tylko producenci plastrów nikotynowych oraz środków na odchudzanie? Podobno te właśnie produkty najczęściej łączą się z postanowieniami noworocznymi. Czy w tym roku możesz zrobić coś więcej poza odchudzaniem się i rzucaniem palenia? Może czas na „liderskie” postanowienia noworoczne?

    Continue reading “Postanowienie noworoczne lidera projektu” »

    „Bóg wybacza, wioska nigdy” – jak pomóc szefowi przygotować się do „trudnego” spotkania?

    W pracy, spotykamy czasem szefa, który zna się na wszystkim. Ten cudowny(sic!) człowiek, przechodząc przez firmę, ogania się od jednorożców, które wybiegły z okolicznych gajów i kniei, chcąc się z nim przywitać. W biurze poznajesz go po tym, że gdy się zbliża, to jak w bajkach Disney’a, przed nim biegną sarenki, a nad nim śpiewają ptaszki. Pracownicy witają go uśmiechami, machając znad maszyn lub komputerów. Nowo rekrutowani nie pytają o stawki ani zakres obowiązków, bo dla nich jest ważne tylko jedno – pracować z nim i dla niego. No marzenie! Czasami pojawia się jakiś malkontent, pracownik, który ma jakieś uwagi, czegoś nie przyjmuje na słowo, coś by zmienił, coś mu się nie podoba, ale cóż… każdy ma prawo tkwić w bańce swoich negatywnych przekonań. Takich oderwanych od rzeczywistości pracowników, dawało się na nocne zmiany, odsyłało na home office, przeprowadzało się z nimi rozmowę w stylu gombrowiczowskim: „co jest z Tobą nie tak, że Cię nie zachwyca, skoro zachwyca wszystkich”, a szczególnie opornym dawało się szansę na rozwój w innej organizacji. Tak było…. Życie było dla naszego szefa łaskawe.

    Dziś bohater naszej historii idzie na spotkanie, włącza komputer, lub bierze telefon do swej dłoni, żeby przekazać swoim współpracownikom informacje dotyczące sytuacji w firmie. Idzie, bo wie, że trzeba w takim momencie z zespołem się spotykać, komunikować. Dowiedział się o tym z licznych webinarów, koledzy szefowie robią to w innych firmach, więc w umyśle naszego-do-marca-uwielbianego-szefa, pojawił się impuls, by takie spotkanie zorganizować także z jego zespołem.

    Nasz bohater idzie rozmawia, idzie odpalić ZOOM’a lub inny komunikator, bo wie, że komunikacja z zespołem to ważny element pracy w kryzysie. Idzie spokojny, bo wie, że ludzie go kochają, ma cudowny zespół, a może i dziś jakiś jelonek podejdzie pod okno…

    Jeżeli jesteś jego bliskim współpracownikiem, pracownikiem HR, jego kumplem, członkiem rodziny albo po prostu przechodziłeś obok (jesteś jelonkiem?;))…. TO JEST TWÓJ MOMENT. MUSISZ GO POWSTRZYMAĆ!

    Nie, że w ogóle ma nie rozmawiać, ale zrób wszystko żeby ten człowiek odpowiedział sobie na następujące pytania:

      1. O co zapytają mnie ludzie?
      2. Które z tych pytań są dla mnie najtrudniejsze?
      3. Które odbieram personalnie? Przy których, zapominam, że dany człowiek „pyta” i o co pyta?
      4. Jak na te pytania odpowiem? (Tu podajesz mu kartkę, żeby spróbował napisać te odpowiedzi, albo ma te odpowiedzi zwerbalizować, korzystając z tego, że ma Ciebie. Analizując odpowiedzi, nie pijecie sobie z dzióbków miodek, tylko szczerze mu mówisz co jest ok, a gdzie go poniosło…).
      5. Potem patrzysz mu głęboko w oczy… i zadajesz mu pytanie, czy zrobił sobie kilka wariantów rozwoju sytuacji jego firmy. Tak głęboko mu patrzysz…. Jak Pani na maturze ustnej z polskiego, gdy nie byłeś w stanie nic powiedzieć o jej ulubionej lekturze. Dopytujesz czy On to sobie wszystko z kolegami z księgowości policzył… w wariancie, który miał karmę dla jednorożców (być może wtedy się dowie, że one przychodziły na żarcie a nie do niego;)) i bez karmy i bez jednorożców. Czy ma plan A i B…?
      6. Czego się ludzie najbardziej boją? Czy można ich obawy uspokoić? Czy ma pomysł jak te „obawy” uspokoić? Jak na nie zareagować?
      7. Czego jego ludzie potrzebują teraz?
      8. Jaki plan zaprezentuje ludziom? Na ten moment? Na najbliższe tygodnie? Na najbliższe dni?
      9. Czy wie czego po spotkaniu oczekuje od ludzi? Czy jest to jasno powiedziane?
      10. Czego najbardziej on się boi podczas spotkania? Czy to realne? Czy to nierealne?
      11. Z iloma osobami na spotkaniu czuje się komfortowo ( przy ilu osobach jest w stanie zarządzać tym spotkaniem)?
      12. Po co robimy to spotkanie? Czy to jak przygotowaliśmy to spotkanie, pozwoli nam zrealizować cel?
      13. Czego nie chce powiedzieć ludziom, ale i tak się dowiedzą….? Więc może warto pomyśleć JAK TO ZROBIĆ…..?

    Nie wypuszczaj swojego szefa nieprzygotowanego na takie spotkanie z zespołem.

    Przegadaj z nim to. W trudnych, emocjonalnych sytuacjach warto by osoba, która prowadzi takie spotkanie wiedziała co mówi i dlaczego. Nie ma znaczenia, że to zespół, który wcześniej rzucał mu kwiaty pod nogi, teraz oni są pod wpływem emocji, nie wiedzą co będzie. Są w trybie „emocjonalnym”. Po spotkaniu z szefem, warto by byli trochę bardziej „racjonalni”. Nawet jeżeli nie są przekazywane im dobre informacje. Zawsze warto zastanowić się jak to zrobić.

    ps. jeżeli jesteś osobą, która często widuje mityczne zwierzęta pod oknami, to… warto przed spotkaniem zespołem skorzystać z konsultacji psychiatrycznej;)

    Co opowiesz o swoim szefie za kilkadziesiąt lat na spacerze z psem? Co o tobie opowiadają na spacerach z psem?

    Prawdziwego psa – w przeciwieństwie do psiopodobnych-istot – trzeba wyprowadzać na spacer. Psiopodobne-istoty mają w domu kuwety, które znacząco ograniczają kontakty społeczne właścicieli psów i samych psiopodobnych. Każde zwierzę stadne, niezależnie czy dwunożne czy czteronożne, lubi spotkać z kumplami. Na spacerze z psem, właściciel psa poznaje innych ludzi. Po dość oczywistej prezentacji imion, informacji o wieku, płci i pochodzeniu (wszystkie te informacje dotyczą psa oczywiście), pojawiają się inne tematy do rozmowy. Trzeba coś robić, gdy pies z innym psem biega, kopie dziury, obwąchuje nowego kumpla itp. Ludzie obwąchują się mentalnie w trakcie rozm nic-nie-znaczących, bezpiecznych rozmów. Pula tematów jest nieograniczona: pogoda na najbliższe tygodnie; zachowania czworonogów poza spacerami; rozmowy o innych, akurat nieobecnych psach; uwagi na temat okolicznych weterynarzy; anonimowe rozmowy o galerii idiotów z pracy (bez nazwisk oczywiście). Czasem jednak wśród wielu takich samych, nieznaczących rozmów, pojawia się…. ROZMOWA.

    Continue reading “Co opowiesz o swoim szefie za kilkadziesiąt lat na spacerze z psem? Co o tobie opowiadają na spacerach z psem?” »

    Duch nr3 – Opowieść wigilijna dla szefa, czyli rzecz o pieniądzach i motywacji finansowej.

    DUCH SCROOGE’A to trzeci i ostatnich duch…

    W Opowieści Wigilijnej Bob Cratchit, pracownik Scrooge’a spędza kilkanaście godzin dziennie w ciemnym, zimnym pomieszczeniu. Warunki jego pracy, kwestie wynagrodzenia, ubezpieczenia, że nie wspomnę o mobbingu ze strony Scrooge’a, zainteresowałyby BHP, sanepid, PIP i prokuraturę. Scrooge nie dostałby nagrody „Pracodawca roku”. Scrooge odwiedzony przez duchy się zmienił… może więc czas żeby i on zrobił swoje i jako DUCH SCROOGE’A odwiedził kilku szefów i pogadał z nimi o… o pieniądzach.

    Continue reading “Duch nr3 – Opowieść wigilijna dla szefa, czyli rzecz o pieniądzach i motywacji finansowej.” »

    Duch nr 1 – Opowieść wigiljna dla firm. Czy któryś z tych duchów wpadnie do ciebie dziś w nocy? Czy ktoś kogoś u ciebie w firmie mobbinguje czy tylko dręczy?

    W Wigilijnej Opowieści Dickensa do Ebenezera Scrooge’a w nocy przychodzą duchy. Ebenezer to wredny, złośliwy, nieufny człowiek, z którym nie chciałbyś ani spędzać wakacji, ani dla niego pracować. Duchy mają mu pomóc w zrozumieniu co w życiu jest ważne. Pokazują jakie błędy popełnia Scrooge. Te refleksje są dla głównego bohatera opowieści zbawienne. Duchy nie są miłe, nie przebierają w środkach, ale… ale czasem nie można inaczej. Dzięki spotkaniu z duchami, Scrooge staje się innym człowiekiem. Zmienia się. Docenia rzeczywiście ważnych ludzi w swoim otoczeniu. Przewartościowuje swoje życie.

    Początek nowego roku, to dla wielu ludzi czas postanowień noworocznych, ale wszyscy wiemy, że CI, podobni do Ebenezera Scrooge’a, którzy powinni zrobić sobie ważne postanowienia noworoczne, pewnie znów wybiorą jako swój cel na 2016, rzucanie palenia, czy naukę języka angielskiego. Zdecydowanie lepszym pomysłem byłoby nasłanie na nich Duchów. Duch mógłby pobrzękując kajdanami, uzmysłowić wielu naszym współpracownikom, szefom, że czas na zmianę.

    Continue reading “Duch nr 1 – Opowieść wigiljna dla firm. Czy któryś z tych duchów wpadnie do ciebie dziś w nocy? Czy ktoś kogoś u ciebie w firmie mobbinguje czy tylko dręczy?” »

    Błędy lidera projektu. Co się dzieje, gdy ludzie nie mają informacji o projekcie?

    • Ona mnie nienawidzi!
    • Ten psychopata robi wszystko żeby mnie wykończyć!
    • Ci kretyni kompletnie nie rozumieją o co chodzi!
    • Oni umieją być tylko „na nie”!
    • Ci… ten..

    Świat jest pełen „tych, którzy nienawidzą Ciebie i szkodzą Twojemu projektowi”. Mitomania? Rzeczywistość? Naprawdę świat jest pełen psychopatów, którzy robią wszystko, by wykończyć twój projekt? Kusząca wizja rzeczywistości: ty jeden, rozsądny rycerz, dążący do prawdy w mitycznej krainie projektów idealnych, a wokół potwory, które musisz wykończyć w imię wyższych celów, wartości – optymalizacji i eliminowania marnotrawstwa. Może jest jednak inna, alternatywna wersja, inne wyjaśnienie zachowań ludzi wokół ciebie? Może popełniłeś jeden z grzechów głównych pracy projektowej. Grzech-braku-informacji. Co zrobiłeś?

    Nie informowałeś o projekcie ludzi, których ten projekt dotyczy.

    Continue reading “Błędy lidera projektu. Co się dzieje, gdy ludzie nie mają informacji o projekcie?” »

    „Proszę Pani u nas już wszystko było… i nic nie zadziałało” – o problemach i tematach w organizacjach

    „Proszę Pani, myśmy już wszystkiego próbowali. Były szkolenia, były coachingi, był coaching grupowy, projekty były. Wszystko było. Nic to nie dało. Nic to nie zadziałało.” – mówi to BARDZO-WAŻNY-CZŁOWIEK-W-FIRMIE. Mówi to z dumą i samozadowoleniem. W końcu firma, jego firma, jest wyjątkowa. Nic w niej nie zadziałało. Rzadko się obserwuje takie zadowolenie u niektórych BARDZO-WAŻNYCH-LUDZI-W-FIRMIE. Bardzo-Ważny-Człowiek-w-Firmie jest jednak żądny wrażeń. Żądny kolejnych projektów, które się nie udadzą. Ważny człowiek pyta: „Co Pani/Państwo mogą nam zaproponować?”. Widać nawet taką ciekawość u człowieka. Jest otwarty na nowe wyzwania. W spojrzeniu widać, że chętnie uwaliłby kolejne działania, udowadniając, że to, co mu się proponuje już było, lub że nic nie działa w jego organizacji. On wie, że w nic nie działa, a organizacja to taka, w której KOMPLETNIE NIC SIĘ NIE DA ZMIENIĆ. Nieśmiała-Pani-Psycholog odpowiada z całą delikatnością, na którą ją stać:

    „Skoro już wszystko u Państwa było i nic się nie udało zmienić, to… pozostaje już tylko jedno wyjście. Seans grupowej hipnozy.”

    Nieśmiała-Pani-Psycholog oczywiście nie dostaje tego zlecenia, bo nie umie przeprowadzać ani grupowych, ani indywidualnych seansów hipnozy(sic!). Ta firma znalazła pewnie do swojej kolekcji „coś”, co nazywało się inaczej niż coaching, trening itp. Pozostaje pytanie, czy to, co znalazła zmieniło coś w organizacji…Nie wiem jak to się skończyło. Czasem mam jednak wrażenie, że niektóre firmy mają „tematy” a nie „problemy”.

    IMG_5120„Temat” to coś, o czym się często mówi. Podkreśla się, jak to przeszkadza, utrudnia. Często pod temat podpięty jest jakiś człowiek. Gdyby on… był więcej, częściej, inaczej… to świat też byłby inny. Z niewiadomych powodów ten człowiek (szef, lider projektu, współpracownik) nie zmienia tego, co dla otoczenia jest oczywiste. Dlaczego tak jest? Czy nikt mu o tym nie powiedział? Czy on ma inne zdanie na ten temat? Nie widzi powodu, dla którego miałby to zmienić? Skoro wystarczyłoby, żeby on to zrobił i świat byłby inny, czemu tego nie robi?

    „Temat” jest od lat… odkąd się pamięta wszyscy w firmie narzekają na jakąś sprawę, osobę, sposób załatwiania jakiś rzeczy. Wszyscy narzekają, ale firma działa, nie chyli się ku upadkowi. Może więc „te temat” nie jest wcale taki ważny i istotny.

    „Temat” może być paradoksalnie wygodny dla organizacji. Jest chłopiec do bicia. Jest na kogo zwalać błędy i wypaczenia. Jest „temat”, który przykrywa też nasze niedociągnięcia i błędy. Czymże one są w porównaniu z tym „co oni tam robią!!!!”? Wszyscy jesteśmy usprawiedliwieni, więc nie zależy nam na zmianie.

    Gdyby to, o czym rozmawiamy w firmowej kuchni, na papierosie, imprezach firmowych, piszemy w ankietach ewaluacyjnych, było prawdziwym problemem, to przecież wszystkim, w normalnej organizacji, zależałoby żeby coś z tym zrobić, a nie tylko o tym gadać. Może to nie są problemy, tylko tematy!

     

    A teraz odpowiedz szczerze na pytanie: Masz w firmie „tematy” czy „problemy”?