Mówili o nim „Babiarz” – czyli dla wszystkich czytelników, którzy mają córki, żony i „kolegów” z takim pseudonimem, a nie mieli jeszcze okazji zapoznać się ze słowem STALKING
Nie ma większego komplementu dla trenera niż być zaproszonym do firmy, dla której już wcześniej pracował. Mija jakiś czas. Wchodzisz do przestrzeni, którą już poznałeś, znasz ludzi, przeszedłeś się po hali produkcyjnej. Oni też cię pamiętają i chcą. Czasem zdarza się, że pomimo upływu czasu, kojarzysz nawet konkretnych ludzi z tej organizacji, których spotkałeś kilka lat wcześniej. Zapamiętałeś na przykład jednego, który był taki „fajny”, „wygadany”, „sympatyczny”. Człowieka, który na szkoleniu dużo mówi, łatwo jest zapamiętać. Opowiada taki o sobie, o pracy. Po prostu idealny uczestnik szkolenia. Mija rok, dwa, może więcej (szczęśliwi czasu nie liczą). Wracasz do tej firmy. Masz spotkanie z działem HR, kimś z kierownictwa i chcąc w pewnym momencie jakoś tak niezobowiązująco zagaić, pytasz o… na przykład tego uczestnika, którego zapamiętałeś. Pytasz o niego, bo ci się wydaje, że taki to ci się fajny temat do rozmowy. W końcu człowiek, którego wspominasz był fajny. To, co dzieje się po zadaniu tego pytania, przypomina sceny, które znasz tylko z filmów, czas staje, wszystko zwalnia… W tle powinna pojawić się muzyka jak z fimów Hitchcock’a. Widzisz twarz pracownika HR i już wiesz, że… to było „złe pytanie”. Bardzo złe! Nie uda się tej sceny wyciąć, bo to wszystko jest „na żywo”. Pracownik HR, po chwili jednak, przypomina sobie, że można ci zaufać, że jesteś „swój człowiek”, że z tobą o tym można porozmawiać. Rysy mu łagodnieją i mówi:
On dostał dyscyplinarkę. Sprawa jest w sądzie. Wymuszał na swoich pracownicach seks. Nic o tym nie wiedzieliśmy, dopóki jedna z pracownic nie przyszła i nie powiedziała co się dzieje. Najpierw nikt jej nie wierzył, ale jak nam pokazała smsy, które miała od niego… Czasem miała po kilkadziesiąt nieodebranych połączeń.
Nie wiem jak do tego mogło dojść. Jak on to zrobił, że nikt nie wiedział? Dziewczyny były tak zastraszone, że żadna nic nie mówiła. Pamięta go Pani. Taki otwarty, ekstrawertyk. Miał opinię babiarza, ale nikt nie przypuszczał, że on te kobiety tak dręczy…
Wie pani, to jest małe miasteczko. On mieszka niedaleko naszego dyrektora. Kilka razy, dyrektor podrzucił go do pracy. Samochód był w naprawie. Wysiadali razem z auta, blisko siebie mieszkali. Ludzie myśleli, że on ma świetne relacje z dyrektorem. Chyba dlatego nikt nic nie mówił.
Dziewczyny, jak zaczęły mówić, to opowiadały, że najpierw próbował poderwać „grzecznie”. Opowiadał jak go żona nie rozumie, jak do domu nie chce wracać. Jakie ma piekło, że jego związek to fikcja, a z żoną jest, bo była w ciąży. Taki biedny miś. Jak się dziewczyna na to łapała, to potem po kilku miesiącach ją zostawiał. Jak nie dawała się poderwać, to się zaczynało… smsy, zastraszanie, szantaże, gorsze zadania w pracy. STALKING…
Ci, którzy wydają się nam „fajni”, pozostają bezkarni(?). Przecież to „nie jest możliwe, żeby taki fajny facet”, robił plugawe rzeczy. „Fajni ludzie” przecież nie robią takich rzeczy. Nie muszą, bo wszyscy ich „kochają i chcą”. Wielu ludzi, wiele ofiar, takiego „fajnego faceta” nie opowiada o tym, co złego ich spotkało, bo gdy na swojej drodze spotykają psychopatę, to rzeczywiście jego „pierwsze kroki”, mogą być nastawione na „polubowne załatwienie sprawy”. On chce się dogadać…, oczywiście na jego warunkach. Stalking – „podchody”, „skradanie się” – na początku może być „miło”, wraz z „rozwojem tej chorej gry”, pojawiają się manipulacje, groźny. Jeżeli grzecznie się zgadzasz na wszystko, to przez jakiś czas może być miło. Gorzej, gdy nie ulegasz, wtedy „ten miły człowiek”… zrobi wszystko, żeby osiągnąć „swój cel”.
„Wie Pani, ja już sama nie wiem jak to się wszystko mogło d
ziać. Przecież to był, to jest fajny facet. Nie jakiś psychol.”
„Fajny facet”??? Jakim trzeba być człowiekiem, żeby wysyłać do pracownicy, smsy: „jak nie zaczniesz być wreszcie dla mnie milsza, to wylecisz z pracy”. „Chce żebyś rano wsiadła do mojego auta…i…”(tutaj następuje opis co on chce). Jak trzeba się czuć bezkarnie by dzwonić do pracownicy po kilkadziesiąt razy dziennie? „Babiarz”, „podrywacz”, „lubi kobiety” – dlaczego w takich ludziach nie potrafimy dostrzec psychopaty? Czy to dlatego, że w „fazie podrywania”, uwodzenia, potrafią być czarujący? Czy to dlatego, że potrafią sprawić, że kobieta może się poczuć „najpiękniejszą kobietą świata”, jak bohaterka jednego z opowiadań Jerzego Pilcha? Problemy zaczynają się, gdy „potencjalna ofiara”, nie chcę się podporządkować. Dla psychopaty to nie do pomyślenia. Gra ma się odbywać na jego zasadach.
W tej firmie, Pan IKS miał opinię „babiarza”. Nikt nie reagował na jego kolejne „romanse”, bo… przecież „nie ma w tym nic złego”, „nikogo nie krzywdzi”. Czyżby? Czy naprawdę nie ma w tym nic złego? Wszyscy wiemy, że monogamia to wymysł kultury, a człowiek to seryjny monogamista, jak przekonuje nas socjobiologia. Homo sapiens wiązało się w pary na około 5lat, bo tyle potrzeba było, by dziecko stało się „samodzielne”. Nie ma nic złego więc w „firmowej” seksualnej sztafecie, w której „ktoś” jest kawałkiem patyka, którego przekazuje się kolejnym… „Nie ma nic złego, w tym co dorośli ludzie robią w pracy i poza nią”. Nie można się wtrącać i reagować w „dorosłe sprawy”. Przecież oni/one wiedziały co się dzieje. Czy naprawdę wszyscy „dorośli” byli tam naprawdę na równych prawach? Czy naprawdę wszystko działo się za zgodą tych „dorosłych”. Dziś ci „wszyscy dorośli” zeznają w sądzie.
Brawa dla Pani, która odważyła się zacząć mówić.
9 komentarzy
Przykład ze stalkingu niepotrzebnie rozciągnięty do moralnej (moralizatorskiej?) oceny poligamicznej natury człowieka w ostatnim akapicie. To są dwa oddzielne tematy, na które można mieć różne poglądy. Czy ja dobrze rozumiem Twoją sugestię, jakoby należało postawić znak równości pomiędzy mobbingiem w pracy a, że pozwolę sobie zapożyczyć, rozpustą?
Mała uwaga techniczna – „strasznie” „dużo” „cytowania” „w” „tym” „tekście”.
„Dwa oddzielne tematy, na które można mieć różne poglądy”. Pozwól mi je w takim razie łączyć w dowolny sposób. Nie piszę opinię do sądu, mogę więc swobodnie łączyć myśli. Socjobiologię przywołałam świadomie, bo często ludzie w taki sposób próbuję tłumaczyć „naturalność” pewnych zachować. Nie jestem w stanie ocenić, „czy dobrze zrozumiałeś”. Według mnie, rozpusta i rozwiązłość może być przykrywką dla nadużyć w pracy. Dość często słychać teksty: „pewnie sama chciała”.
Co do uwaga technicznych dziękuję. Rozważę:)
Dziękuję za komentarz.
Pisząc, że można mieć różne poglądy na te dwie sprawy, miałem na myśli, że jest możliwe posiadanie dwóch, różniących się od siebie poglądów na poruszane przez Ciebie, a zawarte w jednym teście i niejako utożsamiane tematy. Dla przykładu można absolutnie zgadzać się, że mobbing, seksizm w miejscu pracy, generalnie zachowania opisane w pierwszej części Twojego tekstu są absolutnie naganne i powinny być penalizowane i jednocześnie nie zgadzać się kompletnie z tezą, że wszystkiemu winna jest rozwiązłość seksualna, a jedyną zdrową formą pożycia, jest monogamia w sformalizowanej rodzinie, co zdajesz się sugerować na końcu. O ile pomiędzy dewiacją a rozwiązłością może występować korelacja, osobiście uważam, że nie można jednoznacznie mówić o związku przyczynowo skutkowym. W skrócie, jeśli dorośli ludzie wiedzą co robią, to niech robią co wiedzą, i nic nikomu do tego. Zakładam tu oczywiście wiedzę i chęci po obu stronach równania. Moja uwaga odnosiła się jedynie do tego aspektu Twojego, skądinąd ciekawego tekstu, który niepotrzebnie na końcu rozprasza, odwraca uwagę od zarysowanego w pierwszej części problemu, poprzez nietrafną, w mojej ocenie, propozycję jego źródła.
Oczywiście nie staram się odbierać Ci prawa do dowolnego łączenia myśli i stawiania takich tez, na jakie masz ochotę. Ja jedynie z nimi polemizuję. Czy wszyscy byli w opisanej przez Ciebie historii na tych samych prawach? Zapewne nie, to czysta definicja mobbingu. Czy z tego wynika, że „jest coś złego w tym co dorośli ludzie robią w pracy i poza nią”? No właśnie – to zależy.
W seryjnej monogamii nie upatruję źródła nadużyć seksualnych. Chodziło mi o to, że ludzie poprzez „teorie” usprawiedliwiają podle, czasem przestępcze (bo takie opisuje w przykładzie w tekście) czyny. „Jakby nie chciała, to by się nic nie wydarzyło”, „faceci tacy są”, „to są dorośli ludzie” – takie sformułowania są nierzadko przykrywką dla…? własnej bezradności? Własnej bezmyślności? Usprawiedliwieniem, że samemu nic się nie zrobiło? Wynikają z lęku nazwania, że dany człowiek jest przestępcą? Dość często spotykam się z przywoływaniem socjobiologii(a raczej kilku wyrwanych z kontekstu chwytliwych przykładów) w celu nie rozpoczęcia dyskusji, tylko wymuszenia akceptacji dla nadużyć jakiś ludzi. U Pana, którego opisuje problem nie polegał chyba nawet na „rozpuście”,tylko szukania sytuacji, w których ma władzę. Gdyby chodziło tylko o żądzę, to pewnie zaspokajałby ją w różnych okolicznościach. Opis jego działań pokazuje, że szukał sytuacji, w których może nękać ofiarę.PO raz kolejny dopada mnie sytuacja, w której jest tłum, który nie reaguje. Po raz kolejny, bo pisałam już o tym parę tygodni temu (tekst o Spotligt)
ps1. co do moralizowania…chyba się starzeję;) J.
ps2. a co do rozwiązłości… definicję! daj jej definicję. Wtedy będzie można próbować sprawdzić i związki przyczynowo-skutkowe i korelacje. Rozwiązłość to…?;)J.
Ps3. Muszę jeszcze raz przeczytać to, co napisałam;) J.
Tu pełna zgoda. Obwinianie ofiary i używanie argumentu z atawizmów są zarówno powszechne jak i naganne. Ja tylko nie lubię, gdy się zbyt szybko generalizuje i przechodzi z jednego ekstremum w drugie – stąd moja polemika. Jestem zwolennikiem zasady „każdemu jego porno”; oczywiście tak długo, jak możemy mówić o pełnej zgodzie i zrozumieniu po wszystkich stronach równania.
W takim sensie „rozwiązłość” powinno stać się eksponatem archaicznego słownictwa…
Nie wierzę, że koledzy/współpracownicy nie wiedzą, nie widzą, nie podejrzewają, że ich kolega jest zwykłym _tu wstaw wulgarne określenie męskiego narządu rozrodczego_. Babiarz, babiarzem ale kiedy to się dzieje na taką skalę – ktoś coś musi widzieć.
I tu się zgadzamy… też nie wierzę, że „nikt o tym nie wie”.
I tu masz rację, zazwyczaj wszyscy wiedzą (no może poza ślepcami), ale w dzisiejszych czasach istnieje jakaś bojaźń przed interweniowaniem. Wszyscy myślą, że to nie ich sprawa… ale jeśli to dzieje koło nas – to jest to nasza sprawa… Pytanie tylko czy w danej sytuacji ja sam zareaguję?
Jak mam wątpliwość czy zareagować, to zazwyczaj zadaję sobie pytanie, czy gdybym ja, albo ktoś z mojej rodziny był w podobnej sytuacji, to chciałabym żeby ktoś nam pomógł, zainterweniował… To pomaga podjąć decyzję:)
Zapisz się do newslettera
Najnowsze komentarze
31st paź 20
Dziękuję:) znam:)
17th maj 20
A z poleceń ... https://ladypasztet.com/
12th mar 20
Dziękuję za Pani komentarz. To bardzo miłe. Zachęca żeby pisać dalej:)
Archiwa
Kategorie
Meta