Blog

Nerdowe Marzenia. Czy wiesz dlaczego Sheldon Cooper nie poleciałby na Marsa? O astronautach, ich żonach, Nerdach, NASA i Marsjaninie

Nerdowe Marzenia. Czy wiesz dlaczego Sheldon Cooper nie poleciałby na Marsa? O astronautach, ich żonach, Nerdach, NASA i Marsjaninie

TEKST PRZEZNACZONY TYLKO DLA DOROSŁYCH CZYTELNIKÓW;)

Czasem słyszymy anegdoty, jak to Szymborska „oblałaby maturę” z języka polskiego, ponieważ „źle” zinterpretowała swój własny wiersz. Miłosz, podobno własnych wierszy nie interpretuje, bo ON JE PISZE. Ci wielcy, piszący wielcy, jakoś się przed interpretacją bronią! Co innego ci „INNI”, „INNI-INTERPRETUJĄCY”, czyli ci, co czytają różne rzeczy, a potem na temat tych „rzeczach” się wymądrzają. Mały problem jak tylko o tym, co przeczytali mówią. Zawsze można ich „przestać słuchać”, albo wybrać sobie z rozmowy, tylko te fragmenty, które „są kompatybilne” z tym, co sami uważamy za mądre i słuszne. Gorzej, gdy te interpretacje są zapisywane, bo wtedy, ktoś to jednak może przeczytać (i to kilka razy) i… interpretować, reinterpretować, analizować. Ja przeczytałam Marsjanina. Pewien, Pan na pewnym blogu, pochwalił się, że też przeczytał.  Oboje nie mamy się czym chwalić, bo książka jest bestsellerem. Ja napisałam kilka refleksji o Marsjanine, a Pan Michał napisał kilka refleksji o Marsjaninie i o moim tekście… Co będzie dalej? Teraz ja wytłumaczę Panu Michałowi, dlaczego żaden nerd na Marsa nigdy nie poleci. Sam „Marsjanin” też nie jest nerdem!

Teorię Wielkiego Podrywu” (to o tym serialu pisze także Pan Michał) oglądają nie tylko niebezpieczni dla otoczenia informatycy, ale też również psycholodzy. Informatycy w tym filmie odnajdują ciekawe stylizacje ubrań i pomieszczeń. Psychologowie oglądają ten serial z troską. Wiedzą, że pokazywani w nich ludzie ISTNIEJĄ. Wiedzą też, że Sheldon Cooper nie poleciałby w kosmos. „Sheldony” nie biorą udziału w takich podróżach. Są niezdolne do udziału w wyprawach badawczych. Wysokofunkcjonujący autysta nie jest idealnym członkiem załogi. Nie ulega presji. Nie poddaje się kontroli.  Goni za swoimi dziwactwami, teoriami, których my normalni nie rozumiemy. Jest genialnie niezależny. Wyobraź sobie teraz takiego „niezależnego” astronautę w odległości kilku lat od domu… od Ziemi, która jednak chce z nim współpracować, a nie tylko obserwować go!

Nerdowie, pogrążeni w świecie, w którym analiza teorii strun, dyskusje na temat wielkiego wybuchu, oraz rycerze Jedi zajmują tyle samo miejsca, i są tak samo dla nich prawdziwe, marzą o kosmosie. Marzą, że… kiedyś i oni polecą. Marzenia te nazywają „planami”. Niestety NIE POLECĄ (ps. Święty Mikołaj też nie istnieje, to rodzice robią prezenty). W Teorii Wielkiego Podrywu w kosmos poleciał „twórca genialnego sedesu”, inżynier z dyplomem szanowanej uczelni. Jedyny w serialu posiadał żonę i praktyczną wiedzę jak zrobić sedes, który poradzi sobie z brakiem grawitacji. Sedes w przestrzeni kosmicznej to ważna rzecz, bo pierwsi astronauci, krążyli po orbicie wśród… fekaliów swoich i tych, które opuściły wnętrzności ich kolegów. Takie otoczenie mogło niewątpliwie zakłócać zachwyt nad widokiem błękitnej planety.

Astronauta Mark Watney  wysłał z Marsa „cycki” – ( . )( . ).  Sheldon by tego nigdy nie zrobił. Sheldon Cooper nie jest zainteresowany cyckami. Prawdziwego Nerda cechuje wolność od cycków. Podróby, udające Nerdów obsesyjnie o cyckach myślą, ale wtedy nie są Nerdami, tylko kujonami lub zwyrolami. Może ten brak zainteresowania cyckami u Sheldona, ma związek z fascynacją rycerzami Jedi. To ich Nerdowie kochają. Rycerze Jedi mają świetlne miecze i nie muszą się komunikować (telepatyczne oddziaływania na umysł im wystarcza). Tutaj ciekawostka, niektórzy psycholodzy też kochają „Wojny Gwiezdne”, ale uczuciem darzą film, a nie bezpłciowych rycerzy Jedi. W „Gwiezdnych wojnach” „cyckami” był zainteresowany tylko Anakin i Han Solo (nie rycerz). Jak ich za to potraktowali scenarzyści? Obaj zostali wykończeni. Anakin za zachowania seksualne, został pozbawiony kilku kończyn, a Han Solo… Han Solo już w kolejnej części się nie pojawi. Raz się rozmnożył i… koniec. Biedni Nerdowie, nie mają więc żadnych pozytywnych wzorców ani zachowań seksualnych, ani relacji z kobietami. Z mężczyznami zresztą też nie, bo Chubaka, to co prawda samiec, ale Han Solo to nie rycerz, więc odpada też wątek miłości międzygatunkowej. Trudno też nabywać jakieś sensowne zachowania seksualne, obserwując relacje uczeń-mistrz w świecie Jedi. Szczególnie te ćwiczenia, walki są „trochę” dziwne. Chyba nie ma żadnego podtekstu seksualnego, w „walce” dwóch mężczyzn z długimi, mieczami, które raz są” krótkie i schowane”, a raz długie i…. nieschowane(?). Jakiekolwiek sugestie, że miecz w wielu kulturach, nawiązuje do symboliki męskiej, fallicznej i ci rycerze Jedi to się okładają… hmmm… może nie tylko mieczami, jest chyba nadużyciem(?).

Podsumowując, gdyby NERD poleciał gdziekolwiek, na Marsa, Księżyc, czy na jakiekolwiek ciało niebieskie, to żadnego z ciał – ani żeńskich, ani męskich – by nie wysłał jako jednej z informacji na Ziemię. Fragmenty ciał, tak interesujące znaczącą część populacji, kompletnie go nie interesują.

Kim więc jest nasz Marsjanin, a raczej astronauta?

O jego życiu przed jego lotem na Marsa wiemy niewiele. Jest jakaś rodzina, która go będzie opłakiwać, ale nie ma żadnej Pani Watney. Brak Pani lub Pana mógłby być pewną przeszkodą na drodze kosmicznej kariery marsoastronauty. Taka wyprawa jest nie tylko projektem badawczym. NASA wybierając ludzi na takie astro-ekspedycję, nie wybrałaby nerda, który po powrocie z gwiezdnej wyprawy „nie umiałby odpowiednio sprzedać korzyści z poznawania kolejnych planet układu słonecznego”. Sheldon Cooper jako gwiazda programów „Co słychać na Marsie?”. Sheldon Cooper jako uczestnik kampanii „I ty możesz by sponsorem kolejnego lotu na Marsa”? To by się „źle sprzedało”. Jak ten obsesyjno-kompulsywny biedaczek zniósłby podróże marketingowe po locie?

Pierwsze loty załogowe na Marsa można by porównać do pierwszych amerykańskich lotów na Księżyc. „Masz żonę – lecisz, nie masz żony – nie lecisz”. Tak można by w dużym skrócie podsumować jedno z kryterium, którym kierowano się wybierając kandydatów do lotów na Księżyc, wśród niskich (nie każdy mógł się zmieścić do małej rakietki) pilotów doświadczalnych (musieli umieć poradzić sobie ze sprzętem). Ustabilizowane życie rodzinne, miało być gwarancją dobrego PR ekspedycji.

NASA co jakiś czas wśród iluś tam tysiąca ofert wybiera 8ludzi, z których zamierza zrobić astronautów. Kogo szukają? Kogo wybierają? Sprawdziłeś to?DSC01703

Wszystkim Nerdom, marzącym o prawdziwym kosmosie, a nie tym z „Gwiezdnych wojen” polecam „Żony astronautów” Lily Koppel. Biografie i dokumenty pokazują, że czasem warto, poza kompulsywnym zajmowaniem teorią strun, zainwestować trochę w życie społeczne i rodzinne.

Niestety, a może na szczęście sukces w życiu najczęściej mają ci, co poznali kilku ludzi, trochę się porozmnażali, a nie tylko czytali książki, których tytułów nikt poza nimi nie jest w stanie zapamiętać. Tego więc Nerdom życzę. Porzuć książki i figurki rycerzy Jedi i pogadaj z prawdziwymi ludźmi na temat „prawdziwego świata”.

 

 

 

 

Leave Reply