Blog

O paleniu, rażeniu prądem, demotywatorach, motywacjach i krzaku agrestu – rzecz o postanowieniach noworocznych

– Czy masz już postanowienia noworoczne? – pytanie dopada mnie ze wszystkich stron.

Ludzie z niezrozumiałych dla mnie powodów, zakładają, że jak ktoś jest psychologiem to na pewno ma postanowienia noworoczne, tak samo jak każdy konsultant Lean eliminuje marnotrawstwo w swoim życiu prywatnym, a każdy konsultant six sigma podejmując jakieś decyzje robi sobie DMAIC i dręczy rodzinę MINITABEm… Litości!

– Czy zapisałaś swoje postanowienia? – pyta kolejna grupa prześladowców.

Foto (1)Tych bardziej świadomych, tych co to wiedzą, bo przeczytali w niejednym poradniku, że trzeba zapisywać postanowienia i cele, bo takie się spełniają. Wiadomo, cyrograf podpisany krwią, działa na motywacje bardziej, niż ten bez krwi. Na taką serię pytań, odpowiadam niegrzecznie, pytaniem na pytanie. „Niegrzecznie jest odpowiadać pytaniem, na pytania” — to mi mówiła mama, teraz co poniektórzy mi wmawiają, że tak coachingowo pytam. Pytam podstępnie: „A co ty sobie postanowiłeś?”. Pytam podstępnie, bo wiem, co większość z tych uzależnionych od poradników motywacyjnych mi odpowie.

W odpowiedzi usłyszę:

„Palenie rzucam”;

„schudnę”;

„będę biegał, skakał”;

„będę mniej/więcej spał; mniej/więcej odpoczywał”;

„mniej/więcej pracował”;

„wiesz taki będę miał większy lajfbalans”;

„będę kończył to, co zaczynam”… i takie tam inne postanowienia mają.

Słucham tego i… wtedy zaczynam triumfować (tak wewnętrznie), bo zewnętrznie zmieniam się w oprawcę, co zaczyna punktować, takie postanowienia… Większość postanowień moich interlokutorów to ograniczenia (nie będę czegoś robił). A jak wiadomo przy ograniczeniach, czyli wygaszaniu jakiś działań najskuteczniejsze są kary. Czyli za każdego papierosa, po którego sięgasz serwujesz sobie bodziec bólowy! Najlepszy jest strzał prądem! Czyli papieros+gwóźdź+kontakt…;) albo chociaż bateryjka. Ale przecież wiadomo, że w takim postanowieniu nikt nie dopisał sankcji za ich złamanie. Co więcej te ograniczenia (czyt. Postanowienia noworoczne) są związane z fizjologią (jeść każdy musi! Dlatego tak trudne w terapii są wszelkie zaburzenia związane z odżywaniem), z nałogami (akurat nałogowiec palacz tak z dnia na dzień sobie rzuci… palenie), albo ze stylem życia i nawykami, które taki 30-40letni młodzieniec wyrabiał sobie przez lekko ponad dziesięć lat życia i teraz rzuci to przez jedną noc??? Najgorsze jest to, że większość tych postanowień to nie są postanowienia moich interlokutorów, tylko ich rodziny i najbliższych… to są wymuszenia a nie postanowienia. Czy to ma sens? Chwila prawdy – przecież takie postanowienia są skazane na porażkę. Co więcej… jak już jedno nie wyszło, to pewnie reszta też zostanie schowana w szufladzie z etykietką „mam słabą wolę”. Może dlatego nieskuteczne jest formułowanie postanowień noworocznych (według Melibrudy, tylko co dwudziesty Polak dotrzymuje postanowień). A może można inaczej? Może warto w postanowieniach wpisać to co lubi się robić! Zrób sobie postanowienia, do których się uśmiechniesz; które cię zmotywują, po których będzie się chciało! Do których będzie się chciało wracać! Od których się lubi żyć, jak śpiewa Waglewski w jednej z piosenek (tylko teraz nie pytajcie mnie, w której. W moich postanowieniach nie ma pamiętania tytułów wszystkich utworów z płyty Męskie Granie). W moich postanowieniach jest wakacyjny wyjazd szlakiem Krzyżaków; posadzenie krzaka róż, agrestu i porzeczek; robienie albumów ze zdjęciami; rodzinne granie w gry wszelakie (oprócz Neuroshimy), uczenie się angielskiego z córkami… takie fajne rzeczy, dzięki którym będę miała siłę zmierzyć się ze wszystkimi innymi rzeczami, które MUSZĘ ZROBIĆ, bo tego oczekują inni. Samych postanowień, od których się chce!!!! Tego Wam życzę!

2 komentarze

  • Atiqah dnia wrz 10, 2015 Reply

    Lucas pisze:Mądrze napisane, predze wszystkim postanowienia muszą mieć jakiś cel, prowadzić w jakimś kierunku. Co do postanowień noworocznych (i nie tylko) dodam, że bardzo ważne jest według mnie jak najbardziej precyzyjne określenie, kiedy dane postanowienie będziemy mogli uznać za zrealizowane.Napiszę, jak to wygląda u mnie:Z niektf3rymi postanowieniami sprawa jest prosta (postanowienie typu przeczytam książkę xxx jest zrealizowane po przeczytaniu książki xxx ;)) ale nie wszędzie sprawa wygląda tak łatwo. Przykład: Będę biegać przynajmniej raz w tygodniu po 30 minut Niby wszystko pięknie, ale co na przykład, jeżeli z rf3żnych przyczyn nie będziemy mogli biegać przez jakiś czas? Całe postanowienie bierze w łeb? Albo czy częste bieganie na siłę rf3wnież jest tym, o co nam chodziło?W moim przypadku, moment w ktf3rym mogę odhaczyć to postanowienie, wygląda tak: Kiedy co najmniej przez 3 miesiące aż do końca roku (też w zimie) będę faktycznie biegać, bez przymuszania się, kiedy bieganie stanie się moim nawykiem, bez ktf3rego będę się źle czuć Czasem określenie tego momentu odhaczenia może się okazać jeszcze trudniejsze. Na przykład postanowienie: Polepszę swoje relacje z teściami ;)Może i trudniejsze, ale warto je wymyślić, nawet jeżeli ukonkretnienie momentu odhaczenia brzmiałoby trochę głupawo albo nienaturalnie. Najważniejsze jest, że określenie to bardzo zwiększa motywację. Coś chyba nawet pisał o tym Allen w swojej książce o GTD ( clarify your goals czy coś w tym stylu ;))PozdrawiamŁukasz

    • Julita Urbaniuk dnia paź 04, 2015 Reply

      Tak, Allen o tym pisze.
      Dla mnie najważniejsze jest żeby to „postanowienie” rzeczywiście było dla nas motywujące, ważne.

Leave Reply