Blog

Slajd 1. Black Belt na kozetce u psychologa, czyli jak 25 dni szkolenia six sigma mogło zmienić lub zmieniło moje życie.

Czasem człowiek musi… Czasem człowieka gdzieś zaproszą… Czasem człowiek występuje na konferencji. Czasem ta konferencja dedykowana jest dla osób, które pracują w przestrzeni projektowej: ocierają się o nią, jako uczestnicy grup projektowych lub tęsknym bądź przerażonym wzrokiem patrzą na tych, co projekty realizują. 11.06.2015 tym człowiekiem byłam ja. Wystąpiłam na konferencji Lean i Six Sigma, zorganizowanej po raz XI przez wrocławską firmę Akademia Białego Kruka.

Propozycja udziału w tym wydarzeniu nie była przypadkowa. Niezręcznie jest nie zaprosić do udziału w konferencji osobę, z którą się współpracuje 9lat. Mam szczęście współpracować z kulturalnymi, inteligentnymi ludźmi, którzy nie chcą zostać opisani na blogu, we wpisie zatytułowanym „jak zrazić do siebie współpracownika? – studium przypadku z firmy Uniwersytet Czarnej Kawki”(sic!). W szanownym i szacownym gmachu Politechniki Wrocławskiej wiele miejsc zostało zajętych przez życzliwie słuchających słuchaczy (część miejsc pewnie zajęli także ci mniej życzliwi, ale oni wyjątkowo skutecznie ukrywali swoje emocje). Na sali niestety nie było tych „nieobecnych”. Stąd pomysł by napisać coś dla nich. Prezentacja dla nieobecnych uczestników konferencji(?). Kilka odcinków, kilka tekstów –  jak kilka slajdów z omówieniem, dla tych co chcą czegoś dowiedzieć się o tym, co się dzieje w duszy Black Belta i innym liderów projektów. Wystąpienie podzielę na części, bo mój wyjątkowo dobry poziom fluencji słownej sprawia, że tekst byłby bardzo długi, za długi dla zabieganego, pracującego czytelnika, który na czytanie ma tylko chwilę (spokojnie, to nie jest żaden coming out, a fluencja słowna to nie jest żadna wstydliwa choroba, tylko dar, sprawiający, że mówię płynnie i dość łatwo przypominam sobie słowa, tworzę zdania. Te zdania budują narracje, które mogę opowiadać (takich ludzi nazywa się gadułami), zapisywać (takich ludzi nazywa się grafomanami)).

Dziś slajd pierwszy, czyli ile wspólnego z rzeczywistością mają wystąpienia konferencyjne…

 „Dzień dobry nazywam się… Pracuję w firmie… Chcę Państwu zaprezentować…” i zaczyna się bajkowy świat. Świat projektów zrealizowanych. Świat, w którym osiągnięte zostały cele, które zostały wcześniej założone. Lider jest świadomym liderem projektu. Metodyka prowadzenia projektu idealna do warunków, problemu, który został zdefiniowany na początku projektu. Firma równie światła jak lider, wspiera i towarzyszy liderowi w jego projektowym rozwiązywaniu problemu. Członkowie grupy projektowej to wspaniały zespół. Pokazywany na zdjęciach, jako grupa radosnych, uśmiechniętych ludzi, entuzjastycznie   pochyleni nad jakimś zadaniem. Prezentacje konferencyjne pokazują „jak fajnie realizuje się projekty”; „jak organizacje są/będą wdzięczne ci za realizację projektów”.

Mottem większości prezentacji mogłoby być „szczęśliwi liderzy realizują szczęśliwe projekty”, które potem mogą prezentować na konferencjach, które dają im szczęście. Jakże wspaniale jest realizować projekty. Chcesz być szczęśliwy? Zrealizuj w swojej firmie projekt. Jakie to proste…

Wychodząc z sali konferencyjnej zawsze zastanawiam się nad jedną rzeczą: jak to możliwe, że na szkoleniach z zarządzania projektami, spotkaniach indywidualnych z liderami czy sponsorami, spotykam tylu ludzi, którzy opowiadają o trudnościach w trakcie realizowanych przez nich projektów. Słuchając, tego co mówią liderzy projektów leanowskich, six sigmowych, prince’owych,  mam wrażenie, że ich życie w projekcie przypomina wszystko, ale nie „krainę szczęśliwości rodem z bajek o konikach Pony”. Otoczenie projektowe, które opisują czasami bardziej przypomina świat z filmów w stylu Ojca Chrzestnego (wewnętrzne walki o władze, w których nie ma szansy być obok rozgrywek) czy Gry o Tron (gdzie każdy zastanawia się, który z ulubionych bohaterów zginie następny, a chęć władzy jest silniejsza niż wszystko inne). Jak to jest? Ludzie, których spotykam mówią o problemach z grupą projektową; problemach w realizacji projektu; problemach z wdrażaniem rozwiązań… Same problemy, które w cudowny sposób znikają gdy prelegent pojawia się na sali konferencyjnej. Cuda! Rzeczywistość chyba często jest inna. Bardziej przypomina wycieczkę w góry, do której metaforycznie, w kilku prezentacjach odwoływali się na konferencji prelegenci. Droga z „dołu” wydaje się prosta. Zbieramy grupę ochotników (nie-ochotnikom wjeżdżamy na ambicje, lub podstępnie wyciągamy na „spacerek”, nie mówiąc im gdzie idziemy). Nie sprawdzamy prognoz pogody, bo co się może zmienić w tak krótkim czasie w górach(sic!). Nie znamy do końca możliwości ani własnych ani kumpli co z nami idą, ale co tam „DAMY RADĘ!!!”. Nierzadko po drodze trzeba jeszcze uratować jakiegoś psiaka, którego jakiś idiota zostawił na szczycie, a nikt wcześniej takiej bezmyślności i okrucieństwa nie przewidział. Idziemy nie wiedząc co jest na górze. Dochodzimy, później niż myśleliśmy, zdziesiątkowani, obiecując sobie, że następnym razem… to zupełnie inaczej to zorganizujemy. W schronisku za kawę płacimy jak za obiad dla dwóch osób na dole… Wizję schodzenia w dół skutecznie wypieramy. Pełen sukces. Tak opowiemy o tym na dole. Jak opowiemy o tym „wystarczająco wiele razy”, to po jakimś czasie naprawdę będziemy pamiętać tylko o WSPANIAŁYM wypadzie w góry…

Czy na konferencji można powiedzieć prawdę i całą prawdę, czy można tylko pokazać zdjęcie z ostatniego etapu? Co wolelibyśmy usłyszeć jako uczestnicy? Dramatyczną historię(!), pełną zwrotów akcji – taka historia sprawiłaby, że poczulibyśmy, że jest prawdziwa. Moglibyśmy też odnaleźć w tej historii nasze doświadczenia projektowe i poczuć, że nasz los i los prelegenta są splecione. Nie jesteśmy „nieudolni” i nie otaczają nas wybitnie patologiczne postacie, czytające do poduszki biografię Stalina, Mao i Hitlera,  po prostu w każdym projekcie są „trudne sytuacje”. Historia w prezentacji konferencyjnej musiałaby się koniecznie skończyć HAPPY ENDEM. Potrzebujemy szczęśliwych zakończeń, żeby uwierzyć, że nasz projekt też będzie miał zdjęcie na szczycie, na którym będzie grupa uśmiechniętych, zadowolonych ludzi. Chcemy wierzyć, „że u nas też będzie dobrze”.

IMG_4822Kolejne wpisy będą próbą przedstawienia co lider projektu opowiada czasem psychologowi, gdy szuka wsparcia, pomocy albo po prostu musi się wygadać. Zapraszam na kolejne odcinki wykładu „Black Belt na kozetce u psychologa, czyli jak 25dni szkolenia mogło zmienić lub zmieniło moje życie?”

3 komentarze

  • Piotr dnia lip 22, 2015 Reply

    Każdy projekt to sukces, nawet ten nieudany jeśli tylko wyciągnąć z niego wnioski… problem tylko w tym że wniosków nie wyciągamy. Jak wszyscy wiemy sukces ma wielu ojców, a tylko porażka ma jedną matkę (w sumie czemu?), dlatego na konferencjach / seminariach są tylko ojcowie… i tak dochodzimy do sytuacji gdzie są same sukcesy… zresztą historię piszą zwycięzcy… o porażce nikt nie chce słuchać.

  • Anka dnia cze 23, 2015 Reply

    „czy można na konferencji powiedzieć całą prawdę o projektach?”. Bardzo dobre pytanie.

    Może te prezentacje są takim (samo)głaskaniem się po głowie? Bo jak nie ja sama, to może nikt.

    A może z projektami jest jak z rodzicielstwem?
    Takie małe, wydarte parę kilo szczęścia (czyli taki projekcik w fazie początkowej) daje nieźle w kość. Podkrążone oczy, nieprzespane noce i, czasami, niemoc. A za chwil kilka? Za chwil kilka się tego nie pamięta. Nie, nie, że się nie pamięta. Pamięta się wybiórczo. Pamięta się to, co dobre.
    No bo co tam nieprzespane noce, kiedy staje przede mną facet 1,80 (czyli projekt zakończony sukcesem) i mówi „no i co tam mamcia?”

    A ileż razy po pierwszym „rozdartym” pojawia sie kolejne?
    Czy każda mama , która po pierwszym rozdartym maluchu ma kolejnego rozdartego malucha jest psychopatką ?
    Juz w trakcie pisania zawisła mi ręka w bezruchu. Myślę ” Uwaga! Piszesz „psychopata” na blogu psychologa. ” Sprawdzę później o co dokładnie chodzi z tym psychopatą. Teraz zostawiam, bo jakoś tak mi tu pasuje….

    No i wracając do pytania „czy warto powiedzieć o projektach całą prawdę?” Myślę, że liderzy na prezentacjach mówią prawdę. Tak widzą te projekty na końcu. Ważne! Oni pokazują projekty ukończone. Pamiętają to, co było dobre.
    I tak jest dobrze, i ja im wierzę, i nie czuję się oszukana …

    • Julita Urbaniuk dnia cze 24, 2015 Reply

      Dziękuję za odpowiedź:))) To co napisałam jest oczywiście tendencyjne, prowokacyjne i… i tak dalej:)) nie ma nic na swoje usprawiedliwienie:))) tym bardziej jak dziecko ma 180cm wzrostu i samo może mamę obronić:)) pozdrawiam serdecznie:)))

      ps. czasem specjalnie przejaskrawiam, najczęściej specjalnie przejaskrawiam, żeby pokazać… „coś”:))

Leave Reply