Blog

Slajd 3 Zwierzę, co drzemie w duszy Black Belt’a. Tekst nie tylko dla liderów projektów six sigma

Freud, niewątpliwie zainspirowany darwinizmem twierdził, że wszyscy jesteśmy zwierzętami kierowanymi przez instynkty. Najgorsze, a może najciekawsze jest to, że nie uświadamiamy sobie tych instynktów.Czy Black Belt także jest zwierzęciem, na którego życie wpływają nieuświadomione instynkty? Jeżeli tak, to jak, te jego zwierzęce instynkty wpływają na realizowane przez niego projekty? W jakim stopniu freudowskie dywagacje dotyczą też innych liderów projektów realizowanych w innych metodykach zarządzania projektami?

IMG_1593

W książce “Kto mi zwędził mydło?” Andy Borowitz opisując wdrożenie projektów SIX SIGMA w więzieniu, do którego trafił za defraudacje finansowe,  podkreśla, że kandydatów na liderów projektów, szukał tylko wśród tych współwięźniów, którzy potrafili skręcać karki pod prysznicem. Według Borowitza, kompetencja ta jest niezbędna w zarządzaniu ludźmi, którzy nieefektywnie pracują w ramach projektów. (W tym momencie, pewnie niejeden lider projektów uśmiechnął się do wizji… wyeliminowania określonego uczestnika grupy projektowej lub… spędzenia z nim chwili pod prysznicem(sic!)). Kompetencja „łamacz karków” w profilu lidera projektu niewątpliwie mogłaby wskazywać na bliższe pokrewieństwo lidera projektów ze zwierzakiem niż oświeconym, kulturalnym i wszechstronnie wykształconym liderem projektu. Na szczęście – dla ich grup projektowych – liderom projektów obce są takie instynkty. Zdominowani przez korporacyjne superego wiedzą, że kulturalni, dorośli, wykształceni ludzie nie zachowują się w taki sposób. Superego skutecznie wymusza myśl, że wszystkie problemy rozwiązuje się, bazując na metodyce DMAIC, a nie zaopatrując się w sklepach z bronią. Czasem tylko, w ich żartach, śmieją się z rysunków, na których widać snajpera, strzelającego do narysowanych postaci i podpisów „W życiu trzeba mieć cel i odpowiedni dystans”. Na marginesie, Freud twierdził, że żarty i to z czego się śmiejemy, bardzo dużo mówią o nas samych. Z czego śmiałeś się ostatnio drogi czytelniku? Czy już czas na terapię?

Kiedy człowiekowi bliżej do zwierzaka? Wtedy, kiedy wyłącza myślenie, analizę, refleksję. Czyli w stanie, w którym działanie kory mózgowej skutecznie wygaszamy. Wtedy dominuje w nas „mózg gadzi” i układ limbiczny, czyli świat emocji. Kora mózgowa to przyjaciel Black Belta (i nie tylko Black Belta). Niestety, w naszych zwierzęcych organizacjach, mamy „nawyk szybkiego likwidowania skutków, bez szukania przyczyn„. Black Belt przypomina wtedy Strusia Pędziwiatra, a może bardziej Kojota, który biega za strusiem, przygotowuje jakieś pułapki. Cokolwiek robi, działa nieefektywne, ale „Działa! JEST MOC!!!”(sic!). Kojot ugania się za problemem, ale strusiowi-problemowi udaje się zawsze umknąć. Kojot za to obrywa za każdym razem. Mógłby być symbolem ofiary organizacyjnej przemocy(sic!). A wystarczyłoby żeby chwilkę pomyślał, pomierzył, poobserwował, nie przegrałby wtedy z ptasim mózgiem. Może możliwy jest triumf lidera – ssaka drapieżcy nad problemem – ptasim ziarnożercą(?).

Kojot? Struś Pędziwiatr? Zosia Samosia? Samotny Geniusz? – dlaczego takie porównania najczęściej opisują lidera projektu?

Szybkie działania i szybkie efekty – to może być wynik oczekiwań w organizacji. „My nie mamy czasu”. „U nas nie można inaczej” – słyszałeś to kiedyś w swojej organizacji? A może lepiej zapytać: Kiedy ostatnio to u siebie w firmie słyszałeś? Jak jest jakiś problem to oczywiste jest to, że organizacja chce zmiany w szybkim czasie. Nikomu się nie opłaca czekać miesięcy, lat. Tego czasu, nie da nam też nasz klient. Problem polega jednak na tym, że nie wszystkie problemy da się rozwiązać „szybko”. Ile „szybkich upadków” musimy zaliczyć, ile muszą one kosztować, żeby zorientować się, że ten konkretny problem wymaga szukania innych rozwiązań?

Zosia Samosia? Samotny Geniusz? – Kim jest nasz lider projektu? Co drzemie w jego duszy?

Większość liderów projektów to ludzie około 30-40letni. Wśród uczestników szkoleń Black Belt, większość to przedstawiciele pokolenia X. Pokolenia, które w życie dorosło wchodziło w czasach, w których większości rzeczy musieli uczyć się sami. Ta samodzielność, jak każdy „dar niebios” – z jednej strony jest błogosławieństwem, z drugiej przekleństwem. Błogosławieństwo – to dobry, efektywny pracownik, idealny do „nowych rzeczy”. „Przekleństwo”? Pokolenie X nie umie, nie chce, nie ma cierpliwości do pracy z zespołem. „Wszystko wiedzą najlepiej„. Przez całe ich życie – od klucza na szyi w wieku 7lat, po dziś dzień –  premiowana była samodzielność, dlatego zespół może im przeszkadzać. Czasem boją się „dyszących za ich plecami małolatów”, „czekających kiedy tylko powinie im się noga”. „Jeżeli szybko nie ogarnę tematu, to...” – właśnie co? „Nie ma czasu” – to często mit organizacyjny, którego sami są autorami. Co pokazuje bardzo dobitnie jedno z ćwiczeń coachingowych, w którym dopytuje się rozmówcę o to, co się stanie… Co się stanie jeżeli zrobimy to wolniej? Co się stanie, jeżeli przedstawimy szefowi więcej informacji i spróbujemy go przekonać, by dał nam „więcej czasu”? Co się stanie…?

W tym całym świecie, przestrzeni projektowej, czasem lider projektu, zaczyna wierzyć, że można inaczej. Projekt może być rzeczywistym rozwiązaniem, prawdziwych problemów. Wtedy próbuje… z kagankiem oświaty tłumaczy, wyjaśnia, zderza się z szefem, ludźmi, innymi szefami działów… Kim jest wtedy? Nie przypomina wtedy zwierza, ogarniętego morderczymi instynktami, płynącymi z ID; jest raczej nadczłowiekiem – wznosi się na wyżyny kreatora kultury organizacyjnej. Czy mu się to udaje?

O tych, którzy zwyciężą pewnie będą śpiewać projektowe pieśni, a rodzice będą opowiadać bajki „ku pokrzepieniu serc”. O tych co… odeszli. Odeszli w słusznej sprawie!:)

 

W tym wpisie kilka słów o książce „Kto zwędził moje mydło?” 

Leave Reply