Spotlight. Warto czasem „zobaczyć”, a nie tylko „patrzeć”.
Niektóre zwierzęta widzą w ciemności. Niestety, korona stworzenia, czyli człowiek, zmysły ma dość słabo rozwinięte. Ułomność człowieka polega też na tym, że „w dzień”, często także nie dostrzega rzeczy, które powinien zobaczyć. Niestety, wśród nas jest wiele osób, które tylko bezrefleksyjnie „omiatają” wzrokiem swoją rzeczywistość. Tylko „paczą”. Jak weekendowi klienci, chodzący po galeriach handlowych. Tylko obserwują, ale nie są w stanie wyciągnąć żadnych wniosków. Obca jest im „ocena”, tego co się wokół dzieje; „refleksja” nad tym, czego są udziałem, na jakie plugastwa pozwalają; „zinterpretowanie” działań otoczenia, najbliższych, bo to wszystko wymagałoby jakiejś reakcji od nich. A oni są przecież tymi „dobrymi”. „Dobrzy Niemcy”. Oni tylko patrzą, nie interpretują, nie nazywają… Nie są w stanie? Czy nazwanie tego, co dzieje się wokół nich, w czym współuczestniczą, byłoby dla nich zbyt trudne? Czy są tak tępi? Tak naiwni? Tak ufni? Czy tak obojętni, bo „to przecież ich nie dotyczy”, oni tylko patrzą. Tylko obserwują…
Grupa Spotlight ma za zadanie „zwracać uwagę”. Czterech dziennikarzy wyszukuje tematy, które wymagają pracy detektywistycznej. Ich praca polega na „oświetlaniu” takich tematów i ludzi, którzy wolą pozostawać w cieniu. Znajdują temat i wyciągają bohaterów lub antybohaterów, na scenę medialnego życia. Oni, tamci, przez swoje pięć minut nie-sławy stoją w „światłach rampy”.
W 2002roku na scenie Boston Glob, dzięki grupie Spotlight, pojawiło się kilkudziesięciu pedofili, którzy zniszczyli życie wielu ludziom. Na scenie pojawił się też ich przełożony, bostoński kardynał. Film jest o pedofilii w kościele, ale scenariusz i reżyser, oszczędzają nam nazbyt dokładnych opisów działań pedofilii. Spotlight to nie jest pierwszy sezon Detektywa, po którym człowiek zrobi wszystko, by zapomnieć o czym był film i jednocześnie nie przestaje uwielbiać Matthew McConaughey (jednego z tytułowych detektywów). Nie ma tu brutalnych scen, po obejrzeniu, których każdy rodzic, zagłosowałby za przywróceniem kary śmierci. O okropieństwach działań duchownych, pedofilii, widz dowiaduje się obserwując ból ich ofiar. To film o cierpieniu i lęku. Niewyobrażalnym cierpieniu, które nie mija nigdy. Nawet, gdy pozornie wszystko się ułożyło… Niedowierzanie, a po chwili lęk, gdy wiemy, że to, co mówią ofiary to wszystko prawda. Lęk, który może udzielić się także widzowi, czasem w zupełnie nieoczekiwanych momentach. Liczby – 6% duchownych… Czy w takim razie, może to być ktoś, kogo znasz? Ośrodek terapii dla pedofilii, który jest o kilka ulic od domu jednego z bohaterów… Na osiedlu, na którym jest wiele dzieci. Przecież to się może za chwilę powtórzyć, bo pedofil nie przestaje… Spotlight rzuca światło, też na… wielu ludzi, którzy czynnie lub poprzez swoją obojętność przyczynili się do ukrywania bostońskich zbrodni.
Wielu najgorszych czynów na świecie dokonują ludzie, którzy wierzą, szczerze wierzą, że robią to, co najlepsze; zwłaszcza kiedy w sprawę wmieszany jest jakiś bóg. (Niuch, Terry Pratchett)
„Szanowani”, „wpływowi”, „adwokaci”, „prokuratorzy”, „zwykli parafianie” – wszyscy ci, których dzieci miały szczęście… Ich dzieci chodziły do innej klasy; szkoły; były w innej drużynie sportowej; oni nie widzieli tego bólu(?), potrafili być „obok” tych wszystkich plugastw i pomagali pozostać bezkarnymi wielu oprawcom, którzy dalej wykorzystywali dzieci…
Dlaczego tak często nie reagujemy? Każda scena Spotlight to rozmowa. To film, w którym się rozmawia się z ofiarami, „szczęściarzami”, którzy pomimo zbrodni dokonanej na ich ciałach i duszach, przeżyli, nie popełnili samobójstwa. „Szczęściarze”, którzy rozsypują się emocjonalnie po kilkunastu minutach rozmowy, gdy zaczynają mówić o tym, co spotkało ich jako 12letnich chłopców. Gdy mówi się słowo „pedofilia”, czujemy… wstręt? Lęk? Zaprzeczamy, że przecież takie rzeczy nie mogą się dziać w naszym mieście, parafii, okolicy. Gdy słyszymy ból w wypowiedziach dorosłych mężczyzn zgwałconych jako dzieci, czujemy… AGRESJĘ, NIENAWIŚĆ, BÓL. Chcemy zemsty, tak jak wybuchający emocjonalnie dziennikarze, gdy poznają kolejne ofiary. Dlaczego tak wielu, ludzi „tego nie czuje”? Dlaczego nie pojawiają się żadne emocje, które popchnęłyby ich do „słusznej reakcji”?
„Dla dobra…”, „w interesie miasta…”, „w interesie Kościoła”, „dla dobra, tych wszystkich, którzy są „dobrymi” i normalnymi ludźmi”, zamyka się usta ludziom, którzy próbują powiedzieć prawdę. Dzieje się to podczas życzliwych spotkań, podczas których opowiada się, że przecież to nie miało znaczenia”.
„TO nie ma znaczenia”. TO co ma znaczenia, jeżeli znaczenia ma nie mieć krzywda wyrządzona drugiemu człowiekowi?
„Najważniejsze jest dobro…”. Kogo? Jak można ukrywać ZŁO, BESTIALSTWO pod przykrywką jakiegoś „dobra”????
„TO był tylko pojedynczy przypadek. Jedno zgniłe jabłko”. Marginalizowanie uspokaja nasze sumienia, nie musimy reagować, bo… przecież to tylko taka jedna sytuacja.
„Minęło już.. . siedem miesięcy, siedem lat, siedemdziesiąt lat”. Winni i współwinni, chcą za wszelką cenę zapomnieć przeszłość. Dla nich przeszłość jest „niewygodna”. Jakie to ma znaczenie ile czasu minęło, skoro ON może skrzywdzić kolejną osobę? Jakie to ma znaczenie ile czasu minęło, jeżeli widzisz swojego oprawcę. Widzisz jak jest bezkarny. Jak „szczęśliwie” żyje nie ponosząc żadnych konsekwencji swoich działań. „Odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy”… nagle staje się bardzo trudne, gdy zostałeś skrzywdzony. Dlaczego odpuszczone mają być winy, które pozostają bezkarne? Dlaczego odpuszczone mają być winy, za które nie ma pokuty? Dlaczego odpuszczone mają być winy, osób, u których nie widać nawet grama (z ich 21gramowej duszy) skruchy? „Ja nie robiłem nic złego” – mówi jeden z bohaterów Spotlight.
Czas nie leczy ran. Podobno ważne jest tylko to, co w tym „czasie się dzieje”. To sprawiedliwość daje ukojenie. Czy w Spotlight znajdujemy sprawiedliwość? Choćby taką jaką znalazł Cheyenne w filmie „Wszystkie odloty Cheyenne’a”? Niestety, napisy końcowe w Spotlight nie pozostawiają wątpliwości…
Wszystkie odloty Cheyenne’a (2011)
Na zdjęciu Grialda z sewillskiej katedry. Grialda, wiara, która wskazuje wiernym kierunek… (wiatru).