Archiwum

Otagowane ‘manipulacje‘

Spotlight. Warto czasem „zobaczyć”, a nie tylko „patrzeć”.

Niektóre zwierzęta widzą w ciemności. Niestety, korona stworzenia, czyli człowiek, zmysły ma dość słabo rozwinięte. Ułomność człowieka polega też na tym, że „w dzień”, często także nie dostrzega rzeczy, które powinien zobaczyć. Niestety, wśród nas jest wiele osób, które tylko bezrefleksyjnie „omiatają” wzrokiem swoją rzeczywistość. Tylko „paczą”. Jak weekendowi klienci, chodzący po galeriach handlowych. Tylko obserwują, ale nie są w stanie wyciągnąć żadnych wniosków. Obca jest im „ocena”, tego co się wokół dzieje; „refleksja” nad tym, czego są udziałem, na jakie plugastwa pozwalają; „zinterpretowanie” działań otoczenia, najbliższych, bo to wszystko wymagałoby jakiejś reakcji od nich. A oni są przecież tymi „dobrymi”. „Dobrzy Niemcy”. Oni tylko patrzą, nie interpretują, nie nazywają… Nie są w stanie? Czy nazwanie tego, co dzieje się wokół nich, w czym współuczestniczą, byłoby dla nich zbyt trudne? Czy są tak tępi? Tak naiwni? Tak ufni? Czy tak obojętni, bo „to przecież ich nie dotyczy”, oni tylko patrzą. Tylko obserwują… Continue reading “Spotlight. Warto czasem „zobaczyć”, a nie tylko „patrzeć”.” »

GHOSTING – dlaczego ludzie odchodzą W TAKI sposób?

Damian Maliszewski pisząc swój tekst o ghosting’u do Wysokich Obcasów zapytał mnie „Dlaczego ludzie znikają? Dlaczego ghosting staje się doświadczeniem tak wielu ludzi?”

W przypadku zachowania człowieka, bardzo trudno jest określić jedną, dominującą przyczynę jakiegoś zachowania. Niemożliwe jest dotarcie do jednej praprzyczyny, która wyjaśni wszystko. Trudno diagnozuje się też „nieobecnych”, a o takiej sytuacji mówimy, gdy do gabinetu psychologa przychodzi osoba, która doświadczyła ghosting’u. To nie jest terapia par. W gabinecie rozmawiamy wtedy z jedną osobą.

Próba zrozumienia tego co się wydarzyło jest często dominującą potrzebą osoby, która doświadczyła ghosting’u.

W głowie pojawia się założenie, że jeżeli zrozumiem, znajdę powody, dla których ktoś tak ze mną postąpił, lepiej się poczuję, uchronię się przed kolejnym zranieniem. Jedną z reakcji na ghosting jest szukanie winy w sobie. „Co złego zrobiłam?”, „Może coś powiedziałam?”, „Może zrobiłam coś, co on źle zrozumiał?”. Musi być jakiś powód, bo przecież nikt nie znika bez powodu…

Dlaczego ludzie znikają bez słowa wyjaśnienia?

1. Słuchając osób, które doświadczyły ghosting’u, jak opisują swoich byłych partnerów, można przypuszczać, że część z nich było w relacji z osobami, u których można zauważyć pewne cechy narcystyczne. Dla ofiary ghosting’u takie rozstanie i sama relacja są szczególnie traumatyczne. Pierwszy etap tej relacji to czas, który ofiara takiego partnera, często opisuje jako, w którym partner jest „jak czarodziej”. Wszystko jest cudowne. Osoba czuje się oczarowywana, słyszy o sobie cudowne rzeczy. „Jest najlepsza”, „cudownie się z nią rozmawia”, „jest jedyna”, „jest wyjątkowy” – po czasie ten etap można określić jako etap uwodzenia, którego celem jest uzyskanie kontroli nad partnerem, podporządkowanie, emocjonalne uwiedzenie.

Czy osoba, która mówi Ci, że jesteś najwspanialszą osobą, znika bez słowa? Przestaje odbierać telefon? Nie odpowiada na wiadomości? Czy kończy związek bez jakichkolwiek wyjaśnień?

Ludzie maja prawo do tego, by skończyć związek. Mają prawo się rozstać. To co jednak charakteryzuje ghosting to nagłe, nieoczekiwane zakończenie relacji. Nic nie wskazuje wcześniej, że związek nie był satysfakcjonujący dla drugiej strony. Co charakterystyczne, pierwsze reakcje to bardzo silny lęk o partnera, że nie odzywa się, bo „coś się mogło stać”. Strona porzucona nie rozumie co się stało i nie ma możliwości uzyskania informacji od swojego byłego partnera.

Gdy wreszcie udaje się spotkać, dodzwonić do „partnera”, spotkanie odbywa się z jakby z inną osobą. Odcięcie, brak empatii, współczucia, złość – to jedna z możliwych reakcji na pytanie „dlaczego się nie odzywa”. Niektóre zaburzenia osobowości cechuje brak wyrzutów sumienia. W takim przypadku, osoba stosująca ghosting będzie zachowywała się tak, jakby nie rozumiała co się wydarzyło. Przecież ona_on nic złego nie zrobił.

2. W swojej pracy spotkałam też osoby, które deklarowały, że powodem zniknięcia bez słowa, był chęć ochronienia osoby, która została porzucona… „Przecież nie mogłam mu powiedzieć prawdy”. „Nie chciałam go zranić”. „Przecież on na to i tak miał nie wpływu”. Powiedzenie komuś, że jesteśmy seksualnie niedopasowani; że nie pociąga fizycznie, że przeszkadza jego_jej zapach z ust dla wielu osób jest bardzo trudne. Łatwiejsze wydaje się „zniknięcie bez słowa”. Takie osoby, w ich poczuciu, chronią swoich były partnerów nie mówiąc im prawdy. Nie zdają sobie sprawy, w jak trudnej sytuacji emocjonalnej jest osoba, która NIE ROZUMIE CO SIĘ STAŁO.

Nie umiemy mówić prawdy. Nie umiemy komunikować trudnych informacji. Efektem jest zranienie drugiego człowieka

3. „Mam prawo odejść”. „Mam prawo do podejmowania decyzji o swoim życiu”. „Mam prawo decydować z kim chcę być”. „Nie muszę się tłumaczyć z moich decyzji”. Te zdania mogą brzmieć jak podsumowanie niektórych treningów asertywności. Współczesna terapia, psychologia, szkolenia dotyczące rozwoju osobistego, wspierają budowanie człowieka, który daje sobie prawo do… różnych rzeczy. Człowieka, który żyje swoim życiem. Niestety takie osoby też mogą stosować ghosting. NIE MUSZĘ SIĘ TŁUMACZYĆ ma drugą stronę medalu. Po d.rugiej stronie jest osoba, która NIE ROZUMIE CO SIĘ STAŁO. Człowiek, który był w związku, relacji, który nie wie dlaczego został porzucony. Brak informacji zapełnia swoimi domysłami. TO PEWNIE MOJA WINA. JA ZROBIŁEM COŚ ZŁEGO, ALE NIE WIEM CO. Może to wpłynąć na jego kolejne relacje, brak zaufania do kolejnych partnerów. Gdy dostaje wyjaśnienie, powód zerwania relacji, COŚ z tymi informacjami może zrobić.

ON_A TEŻ MA PRAWO WIEDZIEĆ. MA PRAWO ZROZUMIEĆ CO SIĘ STAŁO.

4.„Przecież nic się nie stało”. Są wśród nas osoby niedojrzałe emocjonalnie, społecznie. „Dla nich empatia to zupa z Azji”. Nie potrafią, nie rozumieją emocji innych ludzi. Wszystko jest powierzchowne, odgrywane. Nie widzą tego, co robią. Nie widzą konsekwencji swoich działań. „Przecież nic się nie stało” – oni nie rozumieją skutków swoich zachowań. Nie są zdolni do przyjęcia cudzej perspektywy. Relacja, w której uczestniczyli nie miała dla nich takiego znaczenia. Zachowują się zgodnie z tym, jak tę relację oceniają.

5. Jest jedna sytuacja, w której zniknięcie może być najlepszym rozwiązaniem. Gdy spotykamy ofiarę przemocy, przemocy psychicznej czy fizycznej, nie jest ona w stanie skonfrontować się ze sprawcą. To zniknięcie, to czas, w którym musi odbudować siebie. Swoją samoocenę. Swoje życie. Może się okazać, że osoba, która zarzuca ghosting sama jest sprawcą przemocy. Osoba nie zniknęła, ona uciekła od przemocowego partnera lub partnerki. Sprawca przemocy, może próbować robić z siebie ofiarę takiej sytuacji. Szukać kontaktu do osoby, którą krzywdził. Podkreślać jak bardzo ją/jego kocha. W takich relacjach, ucieczka, zerwanie wszystkich kontaktów z oprawcą może być jedyną szansą na odbudowanie swojego życia.

Do napisania tekstu zainspirowała mnie rozmowa z Damianem Maliszewskim.

Polecam tekst Damian Maliszewski GHOSTING. Kiedy facet znika. Wysokie obcasy 4.03.2023

Na zdjęciu jest okładka Wysokich obcasów 4.03.2023, które właśnie czytam:)) Polecam ten numer Wysokich obcasów każdemu, także w wersji papierowej. Ilustracje Marty Frej, które „w środku” są jak zwykle „w punkt”!

 

 

 

„Nikt, kto jest w czymś wybitny, nie jest bowiem do końca normalny” – Wright Thompson „Cena naszych marzeń”

Książka „Cena naszych marzeń” to dla mnie kompletne zaskoczenie. Po sportowych biografiach spodziewałam się, historyjek, którymi mówcy motywacyjnie dręczą swoich słuchaczy. Myślałam, że będzie tam sporo banałów o tym, że warto dążyć do celu i być sobą.
Ta książka jest kompletnie inna.
To historie ludzi, którzy coś przegrali; czegoś nie osiągnęli. To historie ludzi z obsesjami, które ich wyniszczają. „Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł”. Urban Meyer – jeden z bohaterów tej książki – umieścił ten cytat w swoim biurze. Każda historia pokazuje człowieka, który odniósł sukces, ale „poniósł szkodę na swojej duszy”. Ci ludzie bywają szczęśliwi, szczęśliwi jednak nie są. Furia, którą czują bywa „produktem ubocznym pragnienia sukcesu”. Życie części  z bohaterów to nieustanna walka o to, by być na szczycie. Czytanie o córkach, które w trakcie zawodów „lepiej żeby nie wchodziły” ojcu w drogę, co unaoczniają dziury w ich drzwiach, nie brzmi jak opis sielankowego życia rodzinnego. Anegdotki o znanym sportowcu, który w szafie przyjaciela wywala i niszczy połowę ubrań i butów, bo „nie są tej firmy”, nie wydaje się najlepszym dowodem przyjaźni. Samotna śmierć koszykarza, któremu nikt nie pomógł w trakcie pojawienia się objawów psychozy. Kompletne osamotnienie znanego piłkarza, jego nieśmiałość(?), niedojrzałość(?). Te historie pokazują ludzi znanych, ale samotnych, prawie każdy z opisywanych przez niego ludzi, ma lub miał jakiś problem.
Thompson wiele razy podkreśla, że „nikt, kto jest w czymś wybitny, nie jest bowiem do końca normalny”.
Dla mnie najciekawszym reportażem był opis poszukiwań 50bokserów, którzy walczyli z Muhammedem Ali. Ta historia genialnie pokazuje, co dzieje się z tymi, którzy nawet nie zdają sobie sprawy, że są tylko tłem dla zwycięscy.  Nazwisko Muhammed Ali kojarzą nawet ludzie nieinteresujący się boksem, ale Jim Robinson zniknął jak tysiące tych„przegranych”.
Czytając książkę, zaznaczam dla siebie cytaty, fragmenty. Lubię do nich wracać. Kiedyś ktoś mi powiedział, że to książkowy jeżyk .Patrząc na bok książki, z zaskoczeniem  zobaczyłam, że tak wiele fragmentów przykuło moją uwagę. To nie jest tylko książka dla miłośników biografii sportowych, to książka, dla wszystkich którzy przeczuwają, że gdy gasną światła, życie może wyglądać trochę inaczej. Lektura pokazuje jak wielkiej pasji może towarzyszyć ogromna autodestrukcja. Dlatego warto ją przeczytać.
Wright Thompson (2022) Cena naszych marzeń. Wydawnictwo Znak Literanova

Człowiek jako niedokończony projekt? O obsesji rozwoju i pogoni za…?

Gdzie chcesz być za 10lat?”; „Jak wyobrażasz sobie swoje życie zawodowe za 10lat?”.

Każdy szukający pracy, spotkał się z takimi pytaniami. Czasem, te pytania powracają, jako senny koszmar, w trakcie którego budzisz się, krzycząc: Co ja mam odpowiedzieć?? Co odpowiedzieć???

Continue reading “Człowiek jako niedokończony projekt? O obsesji rozwoju i pogoni za…?” »

CLICKBAIT czy historia o zwolnionym pracowniku?

Czasem, w sobotnie popołudnie, po ciężkim tygodniu pracy i obiedzie, zamiast przeczytać książkę, co zerka okładką i z wyrzutem o sobie przypomina, siadam przed komputerem i rzucam się w wir klikania. Szukam czegoś „nowego”. Przyznaję, że dziś na szczęście dla mnie, dość szybko klikać przestałam, bo na samym początku tego działania, wpadłam na wpis o „zwolnionym pracowniku” na LinkedIn. Ponad 700 polubień, ponad 200komentarzy, komentarz osoby, którą znam i lubię… to wszystko sprawiło, że dałam się złapać. Magia liczb. 700 wygląda mi na więcej niż tylko reakcje kolegów z tajnej grupy #zróbmysobiedobrzewsieci czy równie popularnej #tykliknieszmniejaciebie. Moje popołudnie zaczęłam więc od historii, a może historyjki o człowieku, który był świetnym handlowcem, pojechał na targi do Warszawy, tam się okazało, że dostał wypowiedzenie na spotkaniu z „Całym Zarządem”. Tenże CałyZarząd zabrał mu samochód służbowy, kazał wziąć udział w targach branżowych, dał bilet na pociąg do Wrocławia.

Czytam ze zrozumieniem, więc „coś” mi w tej historii (chociaż wzorowanej na najlepszych biblijnych wzorcach, przypowieściach, w których człowiek udaje się w podróż, a tam spotykają go różne niepowodzenia) nie pasowało.

Może to wszystko prawda? Może każe się człowiekowi brać udział w targach, żeby reprezentował firmę, z której właśnie został zwolniony? Może są gdzieś szefowie, kompletnie pozbawieni umiejętności myślenia przyczynowo-skutkowego, która pozwala przewidzieć, że skoro ktoś został właśnie zwolniony, to może być słabą reprezentacją firmy na targach? Zakładam jednak, że jeżeli ktoś – jak opisany szef – był w stanie uknuć demoniczny plan, ściągnięcia handlowca do Warszawy pod pretekstem targów, wręczenia mu wypowiedzenia, to zakładał, że inna forma rozwiązania z nim umowy, może być obarczona ryzykiem niezadowolenia pracownika, wyrażonym w niechęci do oddania służbowego samochodu czy innych zasobów. Taki człowiek, lub grupa ludzi, byliby więc też w stanie przewidzieć, że proszenie tego handlowca by reprezentował firmę na targach, jest po prostu głupie. Nie trzeba zbyt dużej inteligencji emocjonalnej, społecznej, czy jakiejkolwiek, by to przewidzieć. Umiarkowany poziom psychopatii też wystarczy, żeby tę prawidłowość zobaczyć.

Czytam historyjkę i wyłapuję kolejną nieścisłość, skoro szef chce żeby człowiek brał udział w kilkudniowych targach, czy daje mu do ręki bilet na pociąg powrotny? Na dodatek bilet na pociąg wieczorem, czyli nasz bohater musiał był sam z biletem na ulicach nieprzyjaznej stolicy przez kilka godzin… Dość paskudny ten CałyZarząd.

Chcę jednak uwierzyć autorowi historyjki. Szukam czegoś, co sprawi, że mu uwierzę. W tekście upokorzony bohater wraca do Wrocławia o 1w nocy. Z ulgą konstatuję, że jest taki pociąg. O 1:04 na Wrocław Główny, przyjeżdża InterCity z Warszawy. Czyli to jednak jest prawda (sic!). Co za ulga!  Inni czytelnicy, bardziej obyci z podłością ludzką, nie mieli takich wątpliwości jak ja. Nie musieli też tak wnikliwie czytać tekstu. W komentarzach czytam o podłych szefach, którzy nie umieją zwalniać; wybierają terminy zwolnienia w urodziny; zwalają na covid; zwalniają najlepszych, bo „taka to Polska rzeczywistość”. Czytając komentarze, dochodzę do wniosku, że świat szefów:

  • to świat socjopatów, którzy polują na ważne daty w życiu pracownika, by właśnie w tym dniu go zwolnić. Ulubione daty dla takich wydarzeń to urodziny, wesela, komunie; wyjątkowo zajadli szefowie wybierają: zaręczyny, rocznice ślubu rodziców, a wyjątkowi koneserzy dręczenia pracowników wybierają – miesięcznice związków i urodziny znajomych(sic!) ?
  • to świat sabotażystów, którzy próbują wykończyć własne firmy, zwalniając najlepszych pracowników. Przecież każdy szef planuje jak pozbyć się najlepszego pracownika  „bez powodu” i „bez uprzedzenia”.
  • to grupa ludzi, która na pewno ma jakieś strony, na których dzieli się sposobami jak wykończyć najlepszych, wykorzystując hasztagi #kolejnydzieńwktórymupokorzyłemkolejnegopracownika, bo ta powtarzalność doświadczeń komentujących musi wskazywać, że istnieje jakiś poradnik jak zwolnić w wyjątkowo upokarzający sposób.
  • Komentarze to kilku zdaniowy opis sytuacji. Ludzie piszą w nich o kawałku swojego doświadczenia. Czy mogą je zniekształcać? Czy mogą wybrać to, co pasuje do ich wersji świata? Czy mogą zdeformować percepcję tego doświadczenia, gloryfikując siebie, a z osoby wręczającej wypowiedzenie zrobić, socjopatę, zło wcielone? Czy jest to możliwe, że za tą tak trudną emocjonalnie, społecznie  sytuację, całą odpowiedzialność chcemy zrzucić na osobę, która nas zwolniła? Czy jest jakaś chociaż mała możliwość, że poza psychopatycznym charakterem jest inny powód, przez który straciliśmy pracę? Czy jest możliwe inne wyjaśnienie?

    Czytając komentarze mam wrażenie, że większość szefów, których ja spotykam, to dewianci, jakieś wyjątkowo rzadkie egzemplarze.

    Szefowie, których poznałam w swojej pracy w większości:

  • wcześniej, zanim pracownika zwolnili, przygotowywali z nim programy naprawcze, przeprowadzali rozmowy itp.
  • mają doświadczenia, że pracownikowi przez x-miesięcy nie mogą wręczyć wypowiedzenia, bo „uciekł na lewe L-4”.
  • stresują się rozmową zwalniającą. Chcą się do niej jak najlepiej przygotować. Dzwonią, spotykają się, dopytując czy można „to” „tak” powiedzieć pracownikowi…
  • wiedzą, że wśród swoich obowiązków mają też „zwalnianie”, ale nie jest to ich ulubiona „rozrywka” i nie mają za każdego zwolnionego pracownika nacięcia na biurku. Sytuacje rozwiązania umowy z pracownikiem, traktują w kategoriach trudnego doświadczenia.
  • jeżeli z jakiegoś obiektywnego powodu, muszą zwolnić dobrego pracownika, próbują mu pomóc znaleźć pracę.
  • nie zwalniają najlepszych pracowników. Jeżeli sami się zwolnili, to chętnie ich przyjmują z powrotem, jeżeli chcą wrócić do firmy.
  • Czy tylko ja mam takie szczęście? Do takich ludzi? Czy to jest tylko „moja Polska” rzeczywistość?

    A może ta historyjka tylko CLICKBAIT?

    To pytanie pojawiło się w kilku komentarzach.  Tekst, który ma zapewnić autorowi „lajki”, „klikanie”. Tekst emocjonalny, uruchamiający nasze poczucie, że „świat nie powinien tak wyglądać”, „żaden bóg tak nie chciał”, „bohaterów nie razi się prądem” itp. Chcąc naprawić więc to zło, które wyrządził zły-zarząd-z-Warszawy dobremu-handlowcowi-z-Wrocławia, piszemy komentarz. „Też to przeżyłem, ale już jest dobrze”, „kolega kolegi też tak miał” – oswajamy doświadczenie. „Jaka to firma???” – krzyczymy, chcąc ukarać ich odpowiednim wpisem na ich firmowej stronie? „Taka jest Polska właśnie”… Emocjonalny tekst, emocjonalne komentarze.

    Jaki jest morał z tej opowieści? Ilu czytelników po przeczytaniu ponarzeka dzisiaj na złych szefów, którzy tylko czekają na koniec miesiąca żeby zwolnić nas sprawiedliwych i dobrych? Czy my jako czytelnicy tej przypowieści o człowieku wędrującym własnym samochodem do Warszawy, tam sponiewieranym i upokorzonym, który jednak zebrał swój dobytek w dwie torby i wrócił, wyciągnęliśmy jakiś pozytywny morał, poza tym, że jadąc do innego miasta na spotkanie z szefem, warto usunąć ze służbowego samochodu prywatne rzeczy, zabrać ciepłą kurtkę i samodzielnie sprawdzić połączenia kolejowe, żeby nie czekać aż do 20.45 na dworcu Warszawa Główna?

    Czy o to chodziło autorowi CLICKBAIT?

     

    ps. Wszystkich czytających, u których pojawi się podejrzenie, że jestem niepoprawną optymistką,  chciałam uspokoić, że „słyszałam” wiele mrożących krew w żyłach historii o szefach, psychopatach z różnych części Polski i tych „zagranicznych” też. Mówili mi je wiarygodni ludzie. Mam też personalia tych szczególnie niebezpiecznych i w miarę możliwości ostrzegam przed nimi rodzinę i przyjaciół. 🙂 Na szczęście nie poznałam ich osobiście.

     

    Mistrzowie FAKAPU. Czy Dan Lyons w swojej książce FAKAP opisał także twoją pracę?

    Wyobraź sobie, organizację, w której pracują najlepsi ludzie. Specjaliści w swojej branży, doceniani przez szefa i współpracowników. Wyobraź sobie, że ci pracownicy słyszą od swoich przełożonych, że są świetni; że praca z nimi to prawdziwe szczęście; że wszystkie firmy zazdroszczą, że nie pracują „dla nich”. Wyobraź sobie, że w tej pracy, podkreśla się „ducha pracy zespołowej”, a podczas każdego spotkania atakują cię: równanie „1+1=3” i odmieniane przez wszystkie przypadki słowo „SYNERGIA”. Wyobraź sobie, że wszyscy w tej pracy, podkreślają, znaczenie atmosfery, a szefowie przy każdej okazji zachęcają cię, żebyś współtworzył miejsce, które pokochasz…

    Co ty na to? Czy już piszesz CV i list motywacyjny? Czy już zamawiasz w pobliskim studio tatuaży, tatuaż z nazwą firmy, by od początku, na 1000% identyfikować się z organizacją? Czy w tym momencie pojawia się w twojej głowie pełne podejrzliwości pytanie: „A tak serio? Gdzie jest haczyk?”.

    Continue reading “Mistrzowie FAKAPU. Czy Dan Lyons w swojej książce FAKAP opisał także twoją pracę?” »

    Duch nr2 – Opowieść wigilijna dla kolegów z pracy, czyli Dickens dla tych, których to „nie dotyczy”, którzy się „nie wtrącają”, którzy „nie oceniają”. Cała prawda o zdradach i zdradzie… w organizacji i poza nią.

    Kontynuując cykl opowieści wigilijnych, dziś – w części drugiej – dręczymy tych, których powinien odwiedzić DUCH (NIE)Lojalności.

    Continue reading “Duch nr2 – Opowieść wigilijna dla kolegów z pracy, czyli Dickens dla tych, których to „nie dotyczy”, którzy się „nie wtrącają”, którzy „nie oceniają”. Cała prawda o zdradach i zdradzie… w organizacji i poza nią.” »

    Duch nr 1 – Opowieść wigiljna dla firm. Czy któryś z tych duchów wpadnie do ciebie dziś w nocy? Czy ktoś kogoś u ciebie w firmie mobbinguje czy tylko dręczy?

    W Wigilijnej Opowieści Dickensa do Ebenezera Scrooge’a w nocy przychodzą duchy. Ebenezer to wredny, złośliwy, nieufny człowiek, z którym nie chciałbyś ani spędzać wakacji, ani dla niego pracować. Duchy mają mu pomóc w zrozumieniu co w życiu jest ważne. Pokazują jakie błędy popełnia Scrooge. Te refleksje są dla głównego bohatera opowieści zbawienne. Duchy nie są miłe, nie przebierają w środkach, ale… ale czasem nie można inaczej. Dzięki spotkaniu z duchami, Scrooge staje się innym człowiekiem. Zmienia się. Docenia rzeczywiście ważnych ludzi w swoim otoczeniu. Przewartościowuje swoje życie.

    Początek nowego roku, to dla wielu ludzi czas postanowień noworocznych, ale wszyscy wiemy, że CI, podobni do Ebenezera Scrooge’a, którzy powinni zrobić sobie ważne postanowienia noworoczne, pewnie znów wybiorą jako swój cel na 2016, rzucanie palenia, czy naukę języka angielskiego. Zdecydowanie lepszym pomysłem byłoby nasłanie na nich Duchów. Duch mógłby pobrzękując kajdanami, uzmysłowić wielu naszym współpracownikom, szefom, że czas na zmianę.

    Continue reading “Duch nr 1 – Opowieść wigiljna dla firm. Czy któryś z tych duchów wpadnie do ciebie dziś w nocy? Czy ktoś kogoś u ciebie w firmie mobbinguje czy tylko dręczy?” »

    Ilu psychopatów przypada na m² twojej przestrzeni życiowej? Rozważania o mężu, który chciał ukarać swoją żonę.

    Pewien Pan, uważał, że żona go źle traktuje. Postanowił ją ukarać. Do kawy wrzucił jej trutkę na szczury i środki psychotropowe. Pani źle czuła się po baristycznych popisach Pana. Kawa przestała jej smakować. Z większą uważnością, przyjrzała się zawartości opakowania. W pudełku zobaczyła różowe kuleczki. Poszła na policję. Mąż swoje postępowanie tym, że chciał się na żonie „odegrać”, „zemścić”(?). Nie chciał zabić żony, chciał tylko żeby „dostała za swoje”. Continue reading “Ilu psychopatów przypada na m² twojej przestrzeni życiowej? Rozważania o mężu, który chciał ukarać swoją żonę.” »

    Mówili o nim „Babiarz” – czyli dla wszystkich czytelników, którzy mają córki, żony i „kolegów” z takim pseudonimem, a nie mieli jeszcze okazji zapoznać się ze słowem STALKING

    Nie ma większego komplementu dla trenera niż być zaproszonym do firmy, dla której już wcześniej pracował. Mija jakiś czas. Wchodzisz do przestrzeni, którą już poznałeś, znasz ludzi, przeszedłeś się po hali produkcyjnej. Oni też cię pamiętają i chcą. Czasem zdarza się, że pomimo upływu czasu, kojarzysz nawet konkretnych ludzi z tej organizacji, których spotkałeś kilka lat wcześniej. Zapamiętałeś na przykład jednego, który był taki „fajny”, „wygadany”, „sympatyczny”. Człowieka, który na szkoleniu dużo mówi, łatwo jest zapamiętać. Opowiada taki o sobie, o pracy. Po prostu idealny uczestnik szkolenia. Mija rok, dwa, może więcej (szczęśliwi czasu nie liczą). Wracasz do tej firmy. Masz spotkanie z działem HR, kimś z kierownictwa i chcąc w pewnym momencie jakoś tak niezobowiązująco zagaić, pytasz o… na przykład tego uczestnika, którego zapamiętałeś. Pytasz o niego, bo ci się wydaje, że taki to ci się fajny temat do rozmowy. W końcu człowiek, którego wspominasz był fajny. To, co dzieje się po zadaniu tego pytania, przypomina sceny, które znasz tylko z filmów, czas staje, wszystko zwalnia… W tle powinna pojawić się muzyka jak z fimów Hitchcock’a. Widzisz twarz pracownika HR i już wiesz, że… to było „złe pytanie”. Bardzo złe! Nie uda się tej sceny wyciąć, bo to wszystko jest „na żywo”. Pracownik HR, po chwili jednak, przypomina sobie, że można ci zaufać, że jesteś „swój człowiek”, że z tobą o tym można porozmawiać. Rysy mu łagodnieją i mówi:

    On dostał dyscyplinarkę. Sprawa jest w sądzie. Wymuszał na swoich pracownicach seks. Nic o tym nie wiedzieliśmy, dopóki jedna z pracownic nie przyszła i nie powiedziała co się dzieje. Najpierw nikt jej nie wierzył, ale jak nam pokazała smsy, które miała od niego… Czasem miała po kilkadziesiąt nieodebranych połączeń.

    Nie wiem jak do tego mogło dojść. Jak on to zrobił, że nikt nie wiedział? Dziewczyny były tak zastraszone, że żadna nic nie mówiła. Pamięta go Pani. Taki otwarty, ekstrawertyk. Miał opinię babiarza, ale nikt nie przypuszczał, że on te kobiety tak dręczy…

    Wie pani, to jest małe miasteczko. On mieszka niedaleko naszego dyrektora. Kilka razy, dyrektor podrzucił go do pracy. Samochód był w naprawie. Wysiadali razem z auta, blisko siebie mieszkali. Ludzie myśleli, że on ma świetne relacje z dyrektorem. Chyba dlatego nikt nic nie mówił.

    Dziewczyny, jak zaczęły mówić, to opowiadały, że najpierw próbował poderwać „grzecznie”. Opowiadał jak go żona nie rozumie, jak do domu nie chce wracać. Jakie ma piekło, że jego związek to fikcja, a z żoną jest, bo była w ciąży. Taki biedny miś. Jak się dziewczyna na to łapała, to potem po kilku miesiącach ją zostawiał. Jak nie dawała się poderwać, to się zaczynało… smsy, zastraszanie, szantaże, gorsze zadania w pracy.  STALKING…

    Continue reading “Mówili o nim „Babiarz” – czyli dla wszystkich czytelników, którzy mają córki, żony i „kolegów” z takim pseudonimem, a nie mieli jeszcze okazji zapoznać się ze słowem STALKING” »