„Nikt, kto jest w czymś wybitny, nie jest bowiem do końca normalny” – Wright Thompson „Cena naszych marzeń”
Ta książka jest kompletnie inna.
Thompson wiele razy podkreśla, że „nikt, kto jest w czymś wybitny, nie jest bowiem do końca normalny”.

Ta książka jest kompletnie inna.
Thompson wiele razy podkreśla, że „nikt, kto jest w czymś wybitny, nie jest bowiem do końca normalny”.
Czasem coś człowiek usłyszy, podsłucha.
Pani bez depresji: „Iksińska ma podobno depresję, a widziałam ją na mieście”.
Druga Pani bez depresji: „Telefonów to nie odbiera, a na miasto chodzi”.
Jak to jest z tymi ludźmi, kolegami z pracy, znajomymi? Mają depresje? Czy tylko udają? Skoro mają tę depresję to jak to możliwe, że po mieście łażą, zamiast zamknąć się w mieszkaniu i się w depresji zatracać. Co to za czasy? Raz mieć, a raz łazić po mieście… Co jest z tymi ludźmi? Nawet jak mają depresję, to się nie umieją spójnie zachować (sic!). A najgorsi są ci, co mają depresję, a nie mają zwolnienia od lekarza, tylko tak wyglądają jakoś depresyjnie. Nie mogą się w domu zamknąć? I naprawdę zacząć chorować?
Continue reading “Gdy tchu już brak… o ludziach z depresją.” »
„Gdzie chcesz być za 10lat?”; „Jak wyobrażasz sobie swoje życie zawodowe za 10lat?”.
Każdy szukający pracy, spotkał się z takimi pytaniami. Czasem, te pytania powracają, jako senny koszmar, w trakcie którego budzisz się, krzycząc: Co ja mam odpowiedzieć?? Co odpowiedzieć???
Continue reading “Człowiek jako niedokończony projekt? O obsesji rozwoju i pogoni za…?” »
„Boję się, że mnie zwolnią”
Czego konkretnie się boisz?
To pytanie może wydawać się okrutne, bezmyślne. „Jak to? Czego się boję?” Przecież w tym zdaniu, wypowiedzianym przez dorosłego człowieka jest już wszystko. Wiadomo czego się boi. Tego, że straci pracę. Jeszcze kilka miesięcy temu znajomi, przy których ktoś powiedział takie zdanie, zaczynali udzielać wsparcia. „Znajdziesz inną pracę”. „Teraz jest rynek pracownika”. „Nie martw się”. „Bez problemu coś znajdziesz”. Teraz, gdy słyszą to zdanie czasami milkną. Co odważniejszy powie: „Ale jesteś pewny?”, „Dlaczego myślisz, że Ciebie zwolnią?”. Pojawiają się też rady w stylu: „może ucieknij na L4”. Skąd ta zmiana w zachowaniu znajomych? Na profilach, które obserwujesz na różnych portalach społecznościowych „Otwarty na nowe wyzwania” zastępuje nieco starszy i prostszy zwrot „szukam pracy”. W niektórych firmach wokół nas, ludzie dostają wypowiedzenia, tracą zlecenia B2B. Pewnie wcześniej też tak się działo. Ludzie też tracili pracę, nieważne czy pisali potem wprost, że „szukają pracy”, „szukają nowych wyzwań”, czy „podjęli decyzję o odejściu z korporacji, bo dojrzeli do tego, żeby założyć coś swojego”. Teraz nie ma to znaczenia. Subiektywnie pojawia się uczucie, że jest gorzej, a liczby na stronach GUS, pokazujące stopę bezrobocia jakoś mogą nie uspokajać. Ludzie zawsze „tracili pracę”, ale aura była bardziej sprzyjająca, ludzie nie chodzili w maseczkach, a paski w telewizorze nie krzyczały na nas na czerwono. Trochę trudniej się myśli racjonalnie w „kowidowej” rzeczywistości, gdy właśnie kolega z działu dostał wypowiedzenie, a szef został zwolniony dwa miesiące temu.
„Boję się, że mnie zwolnią”.
Co zrobić z tym pełzającym lękiem?
Czego się konkretnie boisz? To pierwsze pytanie, które możesz sobie zadać. Wywlecz z głowy to, co kryję się pod zdaniem „boję się, że mnie zwolnią”. Weź kartę papieru i zacznij zapisywać to, co masz w głowie
Żadna z tych odpowiedzi nie poprawia nastroju.
Żadna z nich nie jest pochwałą pozytywnego myślenia. Mówiąc to, możesz mieć problem z oddechem. W nocy, przez takie myśli może pojawić się też zmora, o której opowiadała Ci babcia. Babcie nie znały terminu stres, więc wszystko to, co nie pozwalało im zasnąć w nocy, zwalane było na istnienie zmory, która dusi. Każda z tych odpowiedzi dusi, ale warto poddusić się chwilę, przejść przez ten lęk, żeby móc to zanalizować.
Te pytania nie zmienią rzeczywistości. Nie wyeliminują twojego lęku, ale może pomogą ci znaleźć jakieś rozwiązanie. Może pokażą potencjalnie kierunki działań, które możesz podjąć?
Lęk ogranicza nasze poznawcze funkcjonowanie. Sprawia, że w naszej głowie wyświetla się tylko jeden slajd. „Boję się, że stracę pracę”. Warto się temu przyjrzeć. Początek tej analizy jest zawsze trudny, ale zawsze jest jakieś rozwiązanie. Tylko w tym momencie możesz go nie wiedzieć. Być może, któraś z odpowiedzi, pomoże znaleźć ci jakieś rozwiązanie.
Może być też tak, że z każda odpowiedź będzie ci uzmysławiała trudność położenia, w którym się znajdujesz. Świat nie jest idealny, małe skrzaty nie myją za nas naczyń, nie robią prania, a dobrych ludzi nie spotykają tylko miłe rzeczy. Warto wtedy odwołać się do „zasobów”, do tego czasami nazywamy „mocną stroną”.
Zawsze jest jakieś rozwiązanie, tylko teraz, przez chwilę, lęk może Ci utrudniać znalezienie tego rozwiązania. Jeżeli w najbliższych dniach twój znajomy przyjdzie do Ciebie i powie „boję się, że mnie zwolnią”, spróbuj z nim porozmawiać inaczej. Może któreś z pytań, w tekście Ci pomoże w tej rozmowie.
Ps. Dwa lęki zrobiłam z „gwiazdką”.
Tę lęki to temat na osobny wpis. To dodatkowa grupa problemów w twoim życiu, która chyba nie ma nic wspólnego z pracą, tylko z tym jak wygląda twoje życie osobiste. Jak myślisz co mogą sugerować takie wypowiedzi? O czym mogą świadczyć takie obawy? Jaka byłaby twoja pierwsza myśl, gdyby ktoś bliski powiedział Ci, że to jego największy lęk?
„Jeżeli czytasz jakąś książkę i ze wszystkim się, w tej książce zgadzasz, to…tracisz czas”. Dawno, dawno temu usłyszałam takie zdanie od jednego z wykładowców. Przeczytałam właśnie taką książkę. W trakcie jej lektury często miałam wrażenie, że „to chyba nie tak”; „tak się nie robi”, „to by chyba nie wyszło”, „takie rzeczy to tylko w jednej sieci (jak nawoływała jedna z reklam)”, a jednocześnie „coś sprawiało”, że czytałam książkę dalej i byłam ciekawa „jak rozwinie się akcja”. Główny bohater książki – „szef” – zgodnie z zasadami pisania scenariusza Hitchcock’a może zginąć dość szybko, bo już w drugiej fazie procesów grupowych. Na szczęście, jeżeli szef przeżyje zachowania swojego zespołu, ma szansę „pod koniec filmu” usłyszeć pytanie „No dobrze, szefie, to co dalej?”. Nie jest to już jednak pytanie bezradnej grupy, która nie wie co robić, tylko początek pracy z zespołem, z mądrymi ludźmi. Książka streszczona w trzech zdaniach? Czy warto ją przeczytać? Odpowiedź na to pytanie, przyszła sama, gdy jeden z uczestników szkolenia, zapytał mnie dzisiaj czy poleciłabym „coś” do poczytania o zarządzaniu ludźmi. Pierwszym tytułem był właśnie ta książka – „Szef w relacji z zespołem” Agnieszki Zych i Roberta Zycha. W tak prosty sposób zadział efekt świeżości. Dopiero co przeczytana książka staje się „godna polecenia”? Co sprawiło, że poleciłam dziś tę publikację?
Prawdziwego psa – w przeciwieństwie do psiopodobnych-istot – trzeba wyprowadzać na spacer. Psiopodobne-istoty mają w domu kuwety, które znacząco ograniczają kontakty społeczne właścicieli psów i samych psiopodobnych. Każde zwierzę stadne, niezależnie czy dwunożne czy czteronożne, lubi spotkać z kumplami. Na spacerze z psem, właściciel psa poznaje innych ludzi. Po dość oczywistej prezentacji imion, informacji o wieku, płci i pochodzeniu (wszystkie te informacje dotyczą psa oczywiście), pojawiają się inne tematy do rozmowy. Trzeba coś robić, gdy pies z innym psem biega, kopie dziury, obwąchuje nowego kumpla itp. Ludzie obwąchują się mentalnie w trakcie rozm nic-nie-znaczących, bezpiecznych rozmów. Pula tematów jest nieograniczona: pogoda na najbliższe tygodnie; zachowania czworonogów poza spacerami; rozmowy o innych, akurat nieobecnych psach; uwagi na temat okolicznych weterynarzy; anonimowe rozmowy o galerii idiotów z pracy (bez nazwisk oczywiście). Czasem jednak wśród wielu takich samych, nieznaczących rozmów, pojawia się…. ROZMOWA.
Pewna drugoklasistka, co tydzień, ma jedno zadanie. Dziewczynka, lat osiem, pisze list do koleżanki lub kolegi ze swojej klasy. Raz w tygodniu, dostaje też list od jednego ze swoich rówieśników.
Co piszą ośmioletnie dzieci do siebie? Continue reading “Dzieci listy piszą. Dorośli ludzie już (nie) piszą?” »
Lubimy historie, które zmieniają głównego bohatera.
Hrabia Monte Christo wraca po latach i z miłego, niewinnego młodzieńca, przeistacza się w demona zemsty. Następnie, zgodnie z przewidywaniami widza lub czytelnika, wykańcza wszystkich obrzydliwców. Pani/Pan Doubtfire – ojciec, gdy uświadamia sobie, że stracił rodzinę, w przebraniu pani niani, opiekuje się dziećmi. Jako niania, sprawdza się w opiece nad dziećmi lepiej, niż gdy był „sobą”. Pat Solitano Jr., bohater Poradnika pozytywnego myślenia, także wraca… Wraca ze szpitala psychiatrycznego. Pobyt w psychiatryku i wielomiesięczne refleksje na temat zakończonego rozwodem związku, sprawiają, że chce zmienić „swój styl myślenia”. Zmienia się jego życie. Co prawda zmiany nie są takie, jakich oczekiwał, ale to nowe, jest dla niego chyba najlepsze. Kmicic, ksiądz Robak, Frodo, Bilbo Baggins, Batman… Wiele nazwisk, pseudonimów, które moglibyśmy wymieniać przez długie godziny, to wszystko historie, w których bohater się zmienia. Lubimy takie opowieści. Statyczni, idealni bohaterowie nużą. Są niewiarygodni. Zbyt idealni i zbyt odlegli od nas, śmiertelników. Ciągnie nas do historii o POWROTACH i ZMIANIE, być może dlatego, że one pokazują, że jeszcze nie wszystko stracone. Film Burnt to jedna z takich historii. Jeżeli tylko „przebijemy się” przez trywialny, polski tytuł Ugotowany, który sugeruje, że film jest raczej adresowany do miłośników programów kulinarnych, w trakcie których, widz poświęca dwie godziny obserwując gotowanie zupy; potem ogląda łzy i inne emocje związane z tą zupą; a na końcu, słucha wyznań osób, które tę zupę gotowały, o tym jak bardzo zmieniło się ich życie, gdy biegali od spiżarni do garnka. Na szczęście Burnt to nie jest o tym… No dobra, powiem prawdę, nie tylko o tym;)
„Przeklęta baba się uparła”. Ten tekst dość często pojawia się w filmie ”Sztuka kochania” Uparła się, że….?
Continue reading “Sztuka kochania – film o Michalinie Wisłockiej?” »
Uwaga!!! W tekście wprost i bez skrupułów, reklamuję pewnych ludzi i pewne miejsce.
Czy zastanawiałeś się kiedyś co daje ci poczucie szczęścia?
Kiedy czujesz się szczęśliwy? Chodzi o tę dawkę endorfin, która sprawia, że troszkę bardziej chce się żyć. Guru od szczęścia mówią: pobiegaj; myśl pozytywnie; zrób coś dla siebie. Tysiące rad jak żyć, a ty i tak biedaczku, czasem wpadasz w dół. Z tej perspektywy, wzgórza samozadowolenia i szczęścia wydają się bardzo odległe. Co wtedy może pomóc? Inny człowiek? Banalna odpowiedź, biorąc pod uwagę, że człowiek jest zwierzęciem stadnym, oczywiste jest to, że obecność innych ludzi, może dać mu szczęście. Problem to odpowiedni dobór tych ludzi. Nie każdy, niestety, kontakt to 100% gwarancja poczucia, że warto żyć. Świat marud, którym życie nie wyszło – bo żona nie taka; mąż nie spełnia oczekiwań; dzieci nie takie; szef nie taki; praca nie taka – sprawia, że zniechęcamy się do kolejnych spotkań. Wybieramy własne przytulne kąciki na kanapie i bezpiecznie odcinamy się od wampirów energetycznych, przy których żyć się nie chce.
Gdzie znaleźć ludzi, przy których człowiek ma szansę poczuć, że warto?
Continue reading “bakeMAnia – dla tych, którym chce się żyć:)” »