Archiwum

Otagowane ‘motywacja‘

O tym co najważniejsze… dla szefa. Motywacja pozafinansowa, czyli jak życie szefa wpływa na motywację do pracy jego pracowników.

Dawno, dawno temu w odległej galaktyce, pewna pani psycholog i dwóch właścicieli pewnej firmy rozmawiają o braku motywacji.

Pan X z dużym zaangażowaniem opowiada, o swojej firmie, którą prowadzi razem z przyjacielem, Panem Y. Z dumą podkreśla jakich świetnych dwudziestu ludzi zatrudnił. Raz w roku, firma organizuje „pewne wydarzenie”, unikatowe w branży. Bierze w nim udział około 200-300osób. Dla firmy taka cykliczna impreza, oznacza intensywną pracę całego zespołu. Kolejne „wydarzenie” odbędzie się za około dwa miesiące, a Pana X martwi zachowania pracowników. Jakoś tak mniej chętnie od jakiegoś czasu organizują, mają coraz mniej pomysłów. Nie widać już po nich dawnego entuzjazmu. Pana X martwi ten brak zaangażowania i motywacji.

Pan X: Chcemy żeby nam Pani pomogła. Pani ma tyle energii. Po Pani widać zaangażowanie… Może by Pani porobiła z nimi takie spotkanie grupowe, żeby pracowników tak zmotywować i żeby coś fajnego powymyślali.

Pan Y, drugi właściciel, opowiada jeszcze o ludziach, firmie, pracy, klientach. Rozmowa powoli zbliża się do końca, gdy…

Pan X: Teraz będzie się już z Panią kontaktował mój przyjaciel Y. Ja wyjeżdżam. Nie będzie mnie przez miesiąc, wracam na dwa tygodnie przed „wydarzeniem”. Przez kilka dni będę musiał się zregenerować, bo zmiana czasu, i w ogóle ta moja wyprawa jest bardzo wyczerpująca. Wyjeżdżam co roku i doskonale wiem, jak się potem czuję. Przez kilka dni jestem nieprzytomny. Tak tydzień przed „naszym wydarzeniem”, to bardzo chętnie chciałbym się włączyć w to, co Pani będzie robić. Ja co prawda, wtedy mam masę rzeczy na głowie, bo zawsze ten tydzień wcześniej trzeba jeszcze tyle rzeczy zorganizować, zrobić, poprawić…, ale chciałbym tym moim ludziom pomóc… Zależy mi na ludziach.

Hmmm…. I to jest ten moment, w którym muszę, w ułamku sekundy podjąć decyzję, czy powiedzieć Panu X, że jest… (tutaj szukam odpowiedniego słowa, opisującego jego bezmyślność i bezrefleksyjność).

Jeżeli dobrze Pana zrozumiałam, to przed bardzo ważnym wydarzeniem dla Pana firmy, wyjeżdża Pan na miesięczną wyprawę? Robi Pan tak od kilku lat. Pana pracownicy, podczas przygotowań „wydarzania” nie widzą szefa, nie widzą jego pracy? Wraca Pan, kilkanaście dni wcześniej i poprawia, zmienia pracę zespołu, w której Pan nie uczestniczył? Jak Pan sądzi jak to wpływa na motywację Pana ludzi, którzy dla Pana pracują?

– Mocno to Pani uprościła. Przecież jest jeszcze Y. Jest nas dwóch. – mówi Pan X, kierując się emocjonalnie w strefę focha.

A jak Pan myśli jak wpływa to na motywację Pana wspólnika, gdy w tak ważnym okresie pracy firmy, pan wyjeżdża? – odpowiada niezrażona Pani psycholog

– Przecież jakby komuś to przeszkadzało, to by mi powiedział. U nas jest otwarta komunikacja. Każdy może przyjść i mi wszystko powiedzieć. Y – powiedz, czy masz coś przeciwko moim wyjazdom. – Pan X patrzy na Y.

Zapadła długa, niezręczna cisza… Pan Y milczał. Pan Y powoli i spokojnie przemówił: Mówiłem ci, żebyś przemyślał daty, swoich wyjazdów.

Pan X wyszedł na papierosa.

Pan Y powiedział do pani psycholog: „Dziękuję”.

Fajni, zaangażowani ludzie z pasjami, zakładają firmy. Swoją energią zarażają innych, pracowników, klientów. Dobrze się z takimi ludźmi pracuje. Mają energię i pomysł na życie także w życiu prywatnym. Ci ludzie muszą doładować swoje akumulatory. Wyjazd, hobby to świetny sposób na takie doładowanie. Ale czasem warto pomyśleć jak to, co się robi, wpływa na współpracowników i pracowników. Cała firma pracuje bardzo intensywnie. Ludziom zależy, żeby ich praca była jak najlepsza, a osoba dla której to robią – właściciel firmy – jest „na drugiej półkuli”. Kilkanaście osób pracuje, rozwiązuje problemy, a szef w tym czasie wrzuca wspaniałe relacje ze swojej podróży, na wszystkie możliwe portale społecznościowe. Pracownicy widzą to, a sami właśnie zostają dłużej w pracy, bo coś się „znowu” stało. Pojawił się kolejny problem. To, co jest atutem szefa – jego otwartość, zaangażowanie, nastawienie na działanie – staje się jego „długim ogonem”, wadą, przesadnym nasileniem danej cechy. Szef działa, jest zaangażowany ale jest na drugim końcu świata. Takie zaangażowanie, zaangażowanie w inne sprawy,  nie te „nasze”, demotywuje. A kolejne zdjęcie wrzucone na Instagram lub FB przez szefa, na którym sączy drinka z palemką, doprowadza do szału, gdy mija właśnie dziesiąta godzina bycia w pracy…

Chcesz mieć zmotywowanych pracowników, zaangażowanych w sprawy firmy?

Sam musisz pokazać swoje zaangażowanie w codziennej pracy. Nie wystarczy tylko mówić jak ważna jest dla ciebie firma. Nie wystarczy zatrudnić zmotywowanych, pełnych energii ludzi, jeżeli potem, samemu nie uczestniczy się w żaden sposób w zadaniach, które firma realizuje. Takich zaangażowanych pracowników, taki szef jak Pan X demotywuje najszybciej.DSC01150

Czasami ludzie pytają jak motywować pozafinansowo… czasami wystarczy ich po prostu przestać demotywować finansowo.

 

Czego można nauczyć się od… KURY?

Z czym kojarzy Ci się kura? Jeżeli w dzieciństwie oglądałeś Muppet Show, to niewątpliwie kojarzysz długonosego Gonzo. Ten stwór kochał kury. Stadko kur, energicznie gdacząc, wspierało Gonzo podczas jego „występów”. Kury były z nim prawie zawsze. Natomiast białkoholikom, miłośnikom diet wszelakich, którzy unikają „niezdrowego” telewizora, kura kojarzyć się raczej z „zaleceniem dietetyka”. Dietetycy kochają kury, a dokładniej ich piersi. Nie ma przecież nic zdrowszego, niż dawka, nafaszerowengo antybiotykami, białego mięsa. Kura, czy to jako muza Gonzo, czy też inspiracja dietetyków, nie wydaje się chyba nikomu, stworzeniem, od którego możemy się czegoś nauczyć… A jednak! Gdzieś, wcale nie tak odległej galaktyce, praktykuje kurzy mistrz Yoda, który uczy ludzi, jak obchodzić się z kurami. Na pewnym Ranczu Stokrotka, twoja „głowa” dostaje dawkę wiedzy o zwierzakach – o tym jak się uczą; a twoja „ręka” dostaje „narzędzie” kliker, oraz chochelkę z karmą dla kur. Następnie, trzy dni spędzasz w kurniku z ziarnem i 7 ludzkimi towarzyszami oraz ośmioma ptakami. Po trzech dniach: twoja kura rozpoznaje kartę (moja rozpoznawała ósemkę karo); przeciąga wózek; kręci się na sygnał i… pewnie robiłaby znaczenie więcej, gdybyś jej nie przeszkadzał i lepiej ją uczył. Szkolenie jest dedykowane przede wszystkim dla osób, które… Właśnie dla kogo? Kto może spędzić kilka dni swojego życia w kurniku?  Po co na takie szkolenie jedzie psycholog, który na co dzień pracuje… z koroną stworzenia, homo sapiens?

Continue reading “Czego można nauczyć się od… KURY?” »

Nerdowe Marzenia. Czy wiesz dlaczego Sheldon Cooper nie poleciałby na Marsa? O astronautach, ich żonach, Nerdach, NASA i Marsjaninie

TEKST PRZEZNACZONY TYLKO DLA DOROSŁYCH CZYTELNIKÓW;)

Czasem słyszymy anegdoty, jak to Szymborska „oblałaby maturę” z języka polskiego, ponieważ „źle” zinterpretowała swój własny wiersz. Miłosz, podobno własnych wierszy nie interpretuje, bo ON JE PISZE. Ci wielcy, piszący wielcy, jakoś się przed interpretacją bronią! Co innego ci „INNI”, „INNI-INTERPRETUJĄCY”, czyli ci, co czytają różne rzeczy, a potem na temat tych „rzeczach” się wymądrzają. Mały problem jak tylko o tym, co przeczytali mówią. Zawsze można ich „przestać słuchać”, albo wybrać sobie z rozmowy, tylko te fragmenty, które „są kompatybilne” z tym, co sami uważamy za mądre i słuszne. Gorzej, gdy te interpretacje są zapisywane, bo wtedy, ktoś to jednak może przeczytać (i to kilka razy) i… interpretować, reinterpretować, analizować. Ja przeczytałam Marsjanina. Pewien, Pan na pewnym blogu, pochwalił się, że też przeczytał.  Oboje nie mamy się czym chwalić, bo książka jest bestsellerem. Ja napisałam kilka refleksji o Marsjanine, a Pan Michał napisał kilka refleksji o Marsjaninie i o moim tekście… Co będzie dalej? Teraz ja wytłumaczę Panu Michałowi, dlaczego żaden nerd na Marsa nigdy nie poleci. Sam „Marsjanin” też nie jest nerdem!

Continue reading “Nerdowe Marzenia. Czy wiesz dlaczego Sheldon Cooper nie poleciałby na Marsa? O astronautach, ich żonach, Nerdach, NASA i Marsjaninie” »

Marsjanin w firmie? Refleksyjny przewodnik dla tych, którym nikt nie pomaga i wokół których pracują sami źli ludzie!

On: Co teraz czytasz?

Ona: Marsjanina

On: O czym to jest?

Continue reading “Marsjanin w firmie? Refleksyjny przewodnik dla tych, którym nikt nie pomaga i wokół których pracują sami źli ludzie!” »

Śmierć w kombinacie. Samobójstwo w pracy.

W tekście piosenki Kombinat, Grzegorz Ciechowski śpiewał o powtarzalności, przewidywalności losu pracownika kombinatu. Pracownik ma wskazane biurko, szufladę. To „kombinat pracuje, oddycha, buduje”. Konkretny człowiek, pracownik jest tylko „komórką”. „Kombinat to tkanka”. W kombinacie Ciechowskiego człowiek jest anonimowy. Wykonuje zadania i wydaje mu się, że „nikt nie wie, że [on] żyje”. Nie ma możliwości wyrwania się z tego świata(?). „Nie wyrwę się” – wielokrotnie, w tym utworze śpiewa autor, lider Republiki. „Nie wyrwę się”? Czasami, człowiek wybiera najbardziej radykalny sposób wyrwania się z tej rzeczywistości. ZABIJA SIĘ.

Dla innych ludzi, samobójstwo jednego ze współpracowników, pracowników to zawsze szok. Cios, z którym trudno sobie poradzić. Coś kompletnie NIEZROZUMIAŁEGO…

Continue reading “Śmierć w kombinacie. Samobójstwo w pracy.” »

Co się stanie gdy Woody Allen umrze? Rozważania nie tylko dla neurotyków o tym, że „O północy w Paryżu” warto spotykać się z ludźmi!

Co się stanie gdy Woody Allen umrze? Jedyną pewną rzeczą w naszym życiu jest to, że kiedyś nasze życie się skończy. Brutalne? Okrutne? Wpisów o śmierci nie powinno się umieszczać na blogach na początku roku? Styczeń to czas radosnych postanowień noworocznych (i nie ma żadnego znaczenia, że za chwilę te postanowienia staną się wyrzutami sumienia dla większości zmotywowanych na krótko postanawiaczy). Odważę się jednak popsuć tę atmosferę entuzjastycznego, pełnego energii wchodzenia w Nowy Rok i powtórzę pytanie: Co się stanie, gdy Woody Allen umrze?

Continue reading “Co się stanie gdy Woody Allen umrze? Rozważania nie tylko dla neurotyków o tym, że „O północy w Paryżu” warto spotykać się z ludźmi!” »

Bo tamta Pani mnie inspiruje… rzecz o kosmitach (co żyją wśród nas), motywacji (co ją czasem tracimy), mówcach motywacyjnych (co wiedzą jak żyć) i koncertach (które czasem pomagają przeżyć…)

Kompletnie nie wiem co będę robić jutro. – stwierdza jeden z bohaterów sitcomu Trzecia Planeta od Słońca.

TO FASCYNUJĄCE!!!!!! – z zachwytem, entuzjazmem i rozbrajającym uśmiechem (których niestety wielkie, pogrubione litery i wykrzykniki nie są w stanie w pełni oddać) podsumowuje tę sytuację kosmita, Dick Solomon, grany przez John’a Lithgow.

Continue reading “Bo tamta Pani mnie inspiruje… rzecz o kosmitach (co żyją wśród nas), motywacji (co ją czasem tracimy), mówcach motywacyjnych (co wiedzą jak żyć) i koncertach (które czasem pomagają przeżyć…)” »

O dorosłych fantazjach… ale nie takich jak myślisz;)

Dawno, dawno temu, gdy nie było aż tylu terapeutów, aż tak wielu psychologów, aż tak wielu coachów i świat był dużo prostszy, ludzie, mimo nieobecności tak ważnych dla ich życia osób, rozmawiali ze sobą, podróżowali, spotykali się, chodzili do pracy, a nawet zakładali firmy. Niektórym z nas trudno w taką rzeczywistość uwierzyć. Ale były takie czasy i ludzie też wtedy żyli i dawali radę! W tej zamierzchłej przeszłości, gdy ktoś cię denerwował mówiłeś do niego (używając języka, który można cytować przy nieletnich): „denerwujesz mnie”, „wkurzasz mnie”, lub „czemu się mnie czepiasz?”, „odczep się ode mnie”, „daj mi spokój”.  Adresat takiego komunikatu, odpowiadał wtedy: „chyba cię pogięło”, albo „przepraszam, nie chciałem”, albo „to Ty mnie wpieniasz”. Proste czasy, w których proście ludzie, w prosty sposób wkurzali się na siebie, gdy ktoś przekroczył czyjeś granice, powiedział coś „nie na miejscu”, był złośliwy. Jeżeli jakaś osoba nie miała intencji kogoś zranić albo zaatakować, mówiła, że „to nie tak”, „nie chciałem żeby tak wyszło” itp. Krótka wymiana zdań i wszystko było jasne. Continue reading “O dorosłych fantazjach… ale nie takich jak myślisz;)” »

Zapiski z wioski smerfów. O Smerfie Marudzie i jego (nie)pracy ku (nie)chwale organizacji!

Socjolodzy twierdzą, że podobno każdy z nas zna 300osób, z którymi jest po imieniu (Wiseman, s.64). To całkiem spora grupa ludzi. Znamy nie tylko ich imiona. W każdym z nas siedzi psycholog, znawca duszy ludzkiej, który WIE co(?), kto(?) i dlaczego(?).  Zdarzają się błędy w ocenie innych, szczególnie, gdy próbujemy zinterpretować motywy postępowania innych. Większość jednak ludzi wokół nas, udałoby nam trafnie, bez użycia testów psychometrycznych scharakteryzować. Gdybyśmy byli złośliwi, nadalibyśmy ich jakieś przydomki. Może inspirujące w tym nazywaniu byłby bajki z dzieciństwa. Kto z nas nie kojarzy Smerfetki, Ważniaka, Papy Smerfa, Lalusia? Trafność diagnoz wynika stąd, że się z nasze „smerfy” obserwowaliśmy w różnych sytuacjach. Obserwowaliśmy co robili. Jak się zachowywali. Mogliśmy słuchać historii, które o sobie opowiadają. Słyszeliśmy opowieści o ludziach z ich otoczenia, szefach, współpracownikach, partnerach. Czasem, niestety, wielokrotnie zmuszani byliśmy do słuchania tych samych narracji. Nie wszyscy znajomi maja dobrą pamięć, a niektórzy mają „za dobrą” i dlatego wciąż zaśmiecają spotkania towarzyskie tymi samymi historiami, o tym co im się w życiu przydarzyło lub tysiącami szczegółów, które interesują tylko ich. Niestety czas mija, ale długość historii w przypadku pewnych ludzi, wciąż pozostaje ta sama. Jakby obawiali się, że jeżeli kilka razy do roku nie usłyszymy tej samej opowieści, to nasze życie straci sens. Niektórzy znajomi, najwyraźniej „litując się nad nami”, zmieniają co jakiś czas grupę społeczną (sytuacje takie potocznie nazywamy „rozstaniem” lub „rozwodem”(sic!)), dzięki czemu „tam” są powiewem świeżości, a my oddychamy z ulgą nie musząc już walczyć o tlen w trakcie słuchania ich monologów (wewnętrzna walka z samym sobą, czyli instynktami co podpowiadają „zabij” a wymogami społecznymi „wysłuchaj”, pochłania ogromne zasoby energii, stąd zapotrzebowanie na tlen(sic!)). Wszyscy jesteśmy mieszkańcami prywatnej wioski smerfów. W naszej wiosce dałoby się całkiem wygodnie i spokojnie żyć, gdyby nie… SMERF MARUDA.

Continue reading “Zapiski z wioski smerfów. O Smerfie Marudzie i jego (nie)pracy ku (nie)chwale organizacji!” »

WYJŚCIE EWAKUACYJNE. Czy istnieje „merchandising biurowy” i czy to w jakiej przestrzeni pracujemy wpływa na nas?

Sala spotkań. Sala konferencyjna.

Miejsce w firmie, w którym ludzie czasem się spotykają. Czasem pracują wspólnie ku chwale organizacji. Czasem mają dyskutować. Czasem mają rozwiązywać problemy. Czasem mają prowadzić spotkania dyscyplinujące lub interwencyjne. Różne rzeczy powinni w tej sali robić… Ta sala to też miejsce, do którego są przyprowadzania „obcy” – ci obcy to goście, przyszli pracownicy, dostawcy, ludzie.

Stół. Krzesła. Biała, magnetyczna tablica na ścianie. Kompletna pustka. W tej sterylnej przestrzeni tylko jeden napis. Przyciąga wzrok, wabi. Umysł szuka jakiegokolwiek punktu zaczepienia. W tej projektowanej na modłę PRLowskich szpitali sali, tylko ten napis skupia uwagę: WYJŚCIE EWAKUACYJNE.

czarno biały

WYJŚCIE EWAKUACYJNE – obietnica czy ostrzeżenie? Jesteś na spotkaniu i jedyny element, który przyciąga twój wzrok, to napis „wyjście ewakuacyjne”. Czy to to wpływa na twoje zachowanie na spotkaniu? Jak to wpływa na twoją percepcję sytuacji w której się znalazłeś? O czym możesz myśleć, gdy jedyne litery, które jesteś w stanie złożyć w sensowną całość brzmią „WYJŚCIE EWAKUACYJNE”.

Continue reading “WYJŚCIE EWAKUACYJNE. Czy istnieje „merchandising biurowy” i czy to w jakiej przestrzeni pracujemy wpływa na nas?” »