Archiwum

Strefa szefa

PR w pracy? PR pracy? PR pracownika? – czyli dzień, w którym uświadomiłem sobie, że trzeba mówić ludziom, co robię w pracy, a nie tylko mówić im, co oni mają robić!

-„Tato, tato, a co ty robisz w pracy?”. Z pozoru banalne pytanie.

-„No jak co robię. Pracuję”.

-„Ale co ty tam robisz?” – dopytuje mały potwór.

Jeszcze dwie, trzy dekady temu, odpowiedź na to pytanie małoletniego, nie wymagała zbytniego wysiłku. Dziś, też kilku szczęśliwców może z uśmiechem powiedzieć: tata gasi pożary (strażak), mama leczy chorych ludzi (psychiatra☺); tata jeździ tramwajem (motorniczy) i tak dalej… Podobno najgorzej mają mamy, bo one na pytania dzieci, najczęściej odpowiadają „mama chodzi do pracy”. Continue reading “PR w pracy? PR pracy? PR pracownika? – czyli dzień, w którym uświadomiłem sobie, że trzeba mówić ludziom, co robię w pracy, a nie tylko mówić im, co oni mają robić!” »

(Nie)obecni szefowie – czyli nie da się zarządzać nie zarządzając… Czego możemy się nauczyć od Howard’a Schultz’a. Starbucks po raz drugi.

W psychologii zarządzania i w ogóle w psychologii podkreśla się, że nie ma czegoś takiego jak jedna recepta na człowieka.Nie ma jednego uniwersalnego sposobu oddziaływania na ludzi. Nie ma jednego sposobu, które wpływałyby na każdego człowieka w taki sam sposób. W psychologii mówimy raczej o prawidłowościach. Jedną z nich jest zasada, opisujące procesy uczenia się. Ludzie uczą się obserwując innych ludzi w codziennym życiu. Szef też człowiek. Do modelowania, bo tak się ten proces nazywa, dochodzi też, gdy patrzymy na to co robi, albo czego nie robi nas przełożony.

Continue reading “(Nie)obecni szefowie – czyli nie da się zarządzać nie zarządzając… Czego możemy się nauczyć od Howard’a Schultz’a. Starbucks po raz drugi.” »

Historia jednego rozkazu…

Komenda, rozkaz to idealny patent na zarządzanie ludźmi. Wydajesz jednoznaczne polecenie, pracownik pokrzykuje „Tak jest ukochany Panie i Szefie Mój”, a ty szczęśliwy i zadowolony odchodzisz do swoich zadań. Co więcej codziennie wracasz do ukochanej pracy, bez której nie mógłbyś żyć. W twojej świetnie zorganizowanej firmie każdy wie,  co ma robić, każdy wie co należy do jego zadań. Idealna firma, idealny proces i ty idealny szef, uwielbiający zarządzanie innymi.  Continue reading “Historia jednego rozkazu…” »

O tym co najważniejsze… dla szefa. Motywacja pozafinansowa, czyli jak życie szefa wpływa na motywację do pracy jego pracowników.

Dawno, dawno temu w odległej galaktyce, pewna pani psycholog i dwóch właścicieli pewnej firmy rozmawiają o braku motywacji.

Pan X z dużym zaangażowaniem opowiada, o swojej firmie, którą prowadzi razem z przyjacielem, Panem Y. Z dumą podkreśla jakich świetnych dwudziestu ludzi zatrudnił. Raz w roku, firma organizuje „pewne wydarzenie”, unikatowe w branży. Bierze w nim udział około 200-300osób. Dla firmy taka cykliczna impreza, oznacza intensywną pracę całego zespołu. Kolejne „wydarzenie” odbędzie się za około dwa miesiące, a Pana X martwi zachowania pracowników. Jakoś tak mniej chętnie od jakiegoś czasu organizują, mają coraz mniej pomysłów. Nie widać już po nich dawnego entuzjazmu. Pana X martwi ten brak zaangażowania i motywacji.

Pan X: Chcemy żeby nam Pani pomogła. Pani ma tyle energii. Po Pani widać zaangażowanie… Może by Pani porobiła z nimi takie spotkanie grupowe, żeby pracowników tak zmotywować i żeby coś fajnego powymyślali.

Pan Y, drugi właściciel, opowiada jeszcze o ludziach, firmie, pracy, klientach. Rozmowa powoli zbliża się do końca, gdy…

Pan X: Teraz będzie się już z Panią kontaktował mój przyjaciel Y. Ja wyjeżdżam. Nie będzie mnie przez miesiąc, wracam na dwa tygodnie przed „wydarzeniem”. Przez kilka dni będę musiał się zregenerować, bo zmiana czasu, i w ogóle ta moja wyprawa jest bardzo wyczerpująca. Wyjeżdżam co roku i doskonale wiem, jak się potem czuję. Przez kilka dni jestem nieprzytomny. Tak tydzień przed „naszym wydarzeniem”, to bardzo chętnie chciałbym się włączyć w to, co Pani będzie robić. Ja co prawda, wtedy mam masę rzeczy na głowie, bo zawsze ten tydzień wcześniej trzeba jeszcze tyle rzeczy zorganizować, zrobić, poprawić…, ale chciałbym tym moim ludziom pomóc… Zależy mi na ludziach.

Hmmm…. I to jest ten moment, w którym muszę, w ułamku sekundy podjąć decyzję, czy powiedzieć Panu X, że jest… (tutaj szukam odpowiedniego słowa, opisującego jego bezmyślność i bezrefleksyjność).

Jeżeli dobrze Pana zrozumiałam, to przed bardzo ważnym wydarzeniem dla Pana firmy, wyjeżdża Pan na miesięczną wyprawę? Robi Pan tak od kilku lat. Pana pracownicy, podczas przygotowań „wydarzania” nie widzą szefa, nie widzą jego pracy? Wraca Pan, kilkanaście dni wcześniej i poprawia, zmienia pracę zespołu, w której Pan nie uczestniczył? Jak Pan sądzi jak to wpływa na motywację Pana ludzi, którzy dla Pana pracują?

– Mocno to Pani uprościła. Przecież jest jeszcze Y. Jest nas dwóch. – mówi Pan X, kierując się emocjonalnie w strefę focha.

A jak Pan myśli jak wpływa to na motywację Pana wspólnika, gdy w tak ważnym okresie pracy firmy, pan wyjeżdża? – odpowiada niezrażona Pani psycholog

– Przecież jakby komuś to przeszkadzało, to by mi powiedział. U nas jest otwarta komunikacja. Każdy może przyjść i mi wszystko powiedzieć. Y – powiedz, czy masz coś przeciwko moim wyjazdom. – Pan X patrzy na Y.

Zapadła długa, niezręczna cisza… Pan Y milczał. Pan Y powoli i spokojnie przemówił: Mówiłem ci, żebyś przemyślał daty, swoich wyjazdów.

Pan X wyszedł na papierosa.

Pan Y powiedział do pani psycholog: „Dziękuję”.

Fajni, zaangażowani ludzie z pasjami, zakładają firmy. Swoją energią zarażają innych, pracowników, klientów. Dobrze się z takimi ludźmi pracuje. Mają energię i pomysł na życie także w życiu prywatnym. Ci ludzie muszą doładować swoje akumulatory. Wyjazd, hobby to świetny sposób na takie doładowanie. Ale czasem warto pomyśleć jak to, co się robi, wpływa na współpracowników i pracowników. Cała firma pracuje bardzo intensywnie. Ludziom zależy, żeby ich praca była jak najlepsza, a osoba dla której to robią – właściciel firmy – jest „na drugiej półkuli”. Kilkanaście osób pracuje, rozwiązuje problemy, a szef w tym czasie wrzuca wspaniałe relacje ze swojej podróży, na wszystkie możliwe portale społecznościowe. Pracownicy widzą to, a sami właśnie zostają dłużej w pracy, bo coś się „znowu” stało. Pojawił się kolejny problem. To, co jest atutem szefa – jego otwartość, zaangażowanie, nastawienie na działanie – staje się jego „długim ogonem”, wadą, przesadnym nasileniem danej cechy. Szef działa, jest zaangażowany ale jest na drugim końcu świata. Takie zaangażowanie, zaangażowanie w inne sprawy,  nie te „nasze”, demotywuje. A kolejne zdjęcie wrzucone na Instagram lub FB przez szefa, na którym sączy drinka z palemką, doprowadza do szału, gdy mija właśnie dziesiąta godzina bycia w pracy…

Chcesz mieć zmotywowanych pracowników, zaangażowanych w sprawy firmy?

Sam musisz pokazać swoje zaangażowanie w codziennej pracy. Nie wystarczy tylko mówić jak ważna jest dla ciebie firma. Nie wystarczy zatrudnić zmotywowanych, pełnych energii ludzi, jeżeli potem, samemu nie uczestniczy się w żaden sposób w zadaniach, które firma realizuje. Takich zaangażowanych pracowników, taki szef jak Pan X demotywuje najszybciej.DSC01150

Czasami ludzie pytają jak motywować pozafinansowo… czasami wystarczy ich po prostu przestać demotywować finansowo.

 

Mówili o nim „Babiarz” – czyli dla wszystkich czytelników, którzy mają córki, żony i „kolegów” z takim pseudonimem, a nie mieli jeszcze okazji zapoznać się ze słowem STALKING

Nie ma większego komplementu dla trenera niż być zaproszonym do firmy, dla której już wcześniej pracował. Mija jakiś czas. Wchodzisz do przestrzeni, którą już poznałeś, znasz ludzi, przeszedłeś się po hali produkcyjnej. Oni też cię pamiętają i chcą. Czasem zdarza się, że pomimo upływu czasu, kojarzysz nawet konkretnych ludzi z tej organizacji, których spotkałeś kilka lat wcześniej. Zapamiętałeś na przykład jednego, który był taki „fajny”, „wygadany”, „sympatyczny”. Człowieka, który na szkoleniu dużo mówi, łatwo jest zapamiętać. Opowiada taki o sobie, o pracy. Po prostu idealny uczestnik szkolenia. Mija rok, dwa, może więcej (szczęśliwi czasu nie liczą). Wracasz do tej firmy. Masz spotkanie z działem HR, kimś z kierownictwa i chcąc w pewnym momencie jakoś tak niezobowiązująco zagaić, pytasz o… na przykład tego uczestnika, którego zapamiętałeś. Pytasz o niego, bo ci się wydaje, że taki to ci się fajny temat do rozmowy. W końcu człowiek, którego wspominasz był fajny. To, co dzieje się po zadaniu tego pytania, przypomina sceny, które znasz tylko z filmów, czas staje, wszystko zwalnia… W tle powinna pojawić się muzyka jak z fimów Hitchcock’a. Widzisz twarz pracownika HR i już wiesz, że… to było „złe pytanie”. Bardzo złe! Nie uda się tej sceny wyciąć, bo to wszystko jest „na żywo”. Pracownik HR, po chwili jednak, przypomina sobie, że można ci zaufać, że jesteś „swój człowiek”, że z tobą o tym można porozmawiać. Rysy mu łagodnieją i mówi:

On dostał dyscyplinarkę. Sprawa jest w sądzie. Wymuszał na swoich pracownicach seks. Nic o tym nie wiedzieliśmy, dopóki jedna z pracownic nie przyszła i nie powiedziała co się dzieje. Najpierw nikt jej nie wierzył, ale jak nam pokazała smsy, które miała od niego… Czasem miała po kilkadziesiąt nieodebranych połączeń.

Nie wiem jak do tego mogło dojść. Jak on to zrobił, że nikt nie wiedział? Dziewczyny były tak zastraszone, że żadna nic nie mówiła. Pamięta go Pani. Taki otwarty, ekstrawertyk. Miał opinię babiarza, ale nikt nie przypuszczał, że on te kobiety tak dręczy…

Wie pani, to jest małe miasteczko. On mieszka niedaleko naszego dyrektora. Kilka razy, dyrektor podrzucił go do pracy. Samochód był w naprawie. Wysiadali razem z auta, blisko siebie mieszkali. Ludzie myśleli, że on ma świetne relacje z dyrektorem. Chyba dlatego nikt nic nie mówił.

Dziewczyny, jak zaczęły mówić, to opowiadały, że najpierw próbował poderwać „grzecznie”. Opowiadał jak go żona nie rozumie, jak do domu nie chce wracać. Jakie ma piekło, że jego związek to fikcja, a z żoną jest, bo była w ciąży. Taki biedny miś. Jak się dziewczyna na to łapała, to potem po kilku miesiącach ją zostawiał. Jak nie dawała się poderwać, to się zaczynało… smsy, zastraszanie, szantaże, gorsze zadania w pracy.  STALKING…

Continue reading “Mówili o nim „Babiarz” – czyli dla wszystkich czytelników, którzy mają córki, żony i „kolegów” z takim pseudonimem, a nie mieli jeszcze okazji zapoznać się ze słowem STALKING” »

Marsjanin w firmie? Refleksyjny przewodnik dla tych, którym nikt nie pomaga i wokół których pracują sami źli ludzie!

On: Co teraz czytasz?

Ona: Marsjanina

On: O czym to jest?

Continue reading “Marsjanin w firmie? Refleksyjny przewodnik dla tych, którym nikt nie pomaga i wokół których pracują sami źli ludzie!” »

Zapiski z wioski smerfów. O Smerfie Marudzie i jego (nie)pracy ku (nie)chwale organizacji!

Socjolodzy twierdzą, że podobno każdy z nas zna 300osób, z którymi jest po imieniu (Wiseman, s.64). To całkiem spora grupa ludzi. Znamy nie tylko ich imiona. W każdym z nas siedzi psycholog, znawca duszy ludzkiej, który WIE co(?), kto(?) i dlaczego(?).  Zdarzają się błędy w ocenie innych, szczególnie, gdy próbujemy zinterpretować motywy postępowania innych. Większość jednak ludzi wokół nas, udałoby nam trafnie, bez użycia testów psychometrycznych scharakteryzować. Gdybyśmy byli złośliwi, nadalibyśmy ich jakieś przydomki. Może inspirujące w tym nazywaniu byłby bajki z dzieciństwa. Kto z nas nie kojarzy Smerfetki, Ważniaka, Papy Smerfa, Lalusia? Trafność diagnoz wynika stąd, że się z nasze „smerfy” obserwowaliśmy w różnych sytuacjach. Obserwowaliśmy co robili. Jak się zachowywali. Mogliśmy słuchać historii, które o sobie opowiadają. Słyszeliśmy opowieści o ludziach z ich otoczenia, szefach, współpracownikach, partnerach. Czasem, niestety, wielokrotnie zmuszani byliśmy do słuchania tych samych narracji. Nie wszyscy znajomi maja dobrą pamięć, a niektórzy mają „za dobrą” i dlatego wciąż zaśmiecają spotkania towarzyskie tymi samymi historiami, o tym co im się w życiu przydarzyło lub tysiącami szczegółów, które interesują tylko ich. Niestety czas mija, ale długość historii w przypadku pewnych ludzi, wciąż pozostaje ta sama. Jakby obawiali się, że jeżeli kilka razy do roku nie usłyszymy tej samej opowieści, to nasze życie straci sens. Niektórzy znajomi, najwyraźniej „litując się nad nami”, zmieniają co jakiś czas grupę społeczną (sytuacje takie potocznie nazywamy „rozstaniem” lub „rozwodem”(sic!)), dzięki czemu „tam” są powiewem świeżości, a my oddychamy z ulgą nie musząc już walczyć o tlen w trakcie słuchania ich monologów (wewnętrzna walka z samym sobą, czyli instynktami co podpowiadają „zabij” a wymogami społecznymi „wysłuchaj”, pochłania ogromne zasoby energii, stąd zapotrzebowanie na tlen(sic!)). Wszyscy jesteśmy mieszkańcami prywatnej wioski smerfów. W naszej wiosce dałoby się całkiem wygodnie i spokojnie żyć, gdyby nie… SMERF MARUDA.

Continue reading “Zapiski z wioski smerfów. O Smerfie Marudzie i jego (nie)pracy ku (nie)chwale organizacji!” »

WYJŚCIE EWAKUACYJNE. Czy istnieje „merchandising biurowy” i czy to w jakiej przestrzeni pracujemy wpływa na nas?

Sala spotkań. Sala konferencyjna.

Miejsce w firmie, w którym ludzie czasem się spotykają. Czasem pracują wspólnie ku chwale organizacji. Czasem mają dyskutować. Czasem mają rozwiązywać problemy. Czasem mają prowadzić spotkania dyscyplinujące lub interwencyjne. Różne rzeczy powinni w tej sali robić… Ta sala to też miejsce, do którego są przyprowadzania „obcy” – ci obcy to goście, przyszli pracownicy, dostawcy, ludzie.

Stół. Krzesła. Biała, magnetyczna tablica na ścianie. Kompletna pustka. W tej sterylnej przestrzeni tylko jeden napis. Przyciąga wzrok, wabi. Umysł szuka jakiegokolwiek punktu zaczepienia. W tej projektowanej na modłę PRLowskich szpitali sali, tylko ten napis skupia uwagę: WYJŚCIE EWAKUACYJNE.

czarno biały

WYJŚCIE EWAKUACYJNE – obietnica czy ostrzeżenie? Jesteś na spotkaniu i jedyny element, który przyciąga twój wzrok, to napis „wyjście ewakuacyjne”. Czy to to wpływa na twoje zachowanie na spotkaniu? Jak to wpływa na twoją percepcję sytuacji w której się znalazłeś? O czym możesz myśleć, gdy jedyne litery, które jesteś w stanie złożyć w sensowną całość brzmią „WYJŚCIE EWAKUACYJNE”.

Continue reading “WYJŚCIE EWAKUACYJNE. Czy istnieje „merchandising biurowy” i czy to w jakiej przestrzeni pracujemy wpływa na nas?” »

slajd 6 Codzienne Helloween w życiu lidera, czyli zjawa Eksperta w projekcie… Tekst dla praktyków projektów six sigma

„Ilu potrzeba EKSPERTÓW żeby wykończyć projekt?” – odpowiedź na tę z pozoru prostą zagadkę jest bardzo diagnostyczna. Niektórzy ludzie bez wahania odpowiedzą – JEDEN! Ci ludzie, spotkali na swojej projektowej drodze EKSPERTA, który czerpał inspirację ze wszystkich możliwych thrillerów psychologicznych, a być może sięgnął też do klasyki horroru: CUBE, Masakry piłą mechaniczną lub Koszmaru z Ulicy Wiązów i… próbuje odgrywać co lepsze sceny podczas spotkań grupy projektowej.

Continue reading “slajd 6 Codzienne Helloween w życiu lidera, czyli zjawa Eksperta w projekcie… Tekst dla praktyków projektów six sigma” »

Dla praktyków projektów six sigma – Slajd 5 Sponsor, Freud i lider projektu – czyli co to jest KOMPLEKS SPONSORA?

„Czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci”; „czego Jaś się nie nauczył, Jan nie będzie umiał” – dzieciństwo to nie tylko czas beztroski, ale okres nieustannej nauki. Każdy dzień dla małego dziecka, to tysiące informacji, które musi przyswoić, przetworzyć, zakodować. Rodzic, opiekun, dziadek, babcia – to otoczenia społeczne, które w tym procesie jest bardzo istotne. Pomaga lub przeszkadza; wspiera lub szkodzi; motywuje albo zniechęca do wszystkiego; pozwala na samodzielność albo ogranicza w każdej decyzji i wyborze; ma zaufanie albo kontroluje… Kto pełni taką funkcję w życiu małego lidera projektu? Kto jest „super mamą”; „tatą bohaterem” a kto robi za „macochę” lub „nieobecnego ojca jak w historii Kopciuszka”, który pozwalał na dręczenie swojej córeczki przez złe siostry?

Continue reading “Dla praktyków projektów six sigma – Slajd 5 Sponsor, Freud i lider projektu – czyli co to jest KOMPLEKS SPONSORA?” »